Ponieważ radykalizm w Polsce wciąż najczęściej kojarzy się z islamskim terroryzmem, panuje powszechne przekonanie, że właściwie nie ma się czym zajmować.

– Potrzeba więzi jest pierwotna. U nas łączyła się z chęcią wzięcia sprawy we własne ręce – wspomina Marcin. – Dwadzieścia lat temu w Radomiu przemoc w szkole i na ulicach była dotkliwa, na co dzień byliśmy z kolegami poniżani, bici i krojeni przez silniejszych od nas – z plecków, telefonów, zegarków. Osoby, które się wyróżniały – a wystarczyło być chudszym czy niższym niż większość – nie miały się gdzie ukryć. Mniej więcej w czasie, gdy po raz kolejny czekałem w szpitalu na wyniki obdukcji po pobiciu, część moich znajomych z subkultury punkowo-metalowej zaczęła przechodzić spektakularne metamorfozy: golić głowy, przyszywać do plecaków falangi i celtyki, zakładać kurtki harringtonki, które wtedy w prowincjonalnym mieście kojarzyły się jednoznacznie ze stylem skinheadów-neonazistów. Niedługo potem ministrem edukacji miał zostać Roman Giertych, a wielu spośród owych znajomych chodziło na spotkania organizacji, której nazwa niewiele mi jeszcze mówiła – Młodzież Wszechpolska. To od nich usłyszałem po raz pierwszy: „Nieważne, co mówi o tobie dresiarnia i patologia w szkole, dla nas istotne jest, że jesteś biały, jesteś Polakiem i że mamy wspólne cele: silna, biała, wolna od moralnego zepsucia Polska”.

(…)

– Gdy nauczyciele na szkoleniach słyszą pojęcie „radykalizacja”, od razu reagują komentarzem, że w ich klasach nie ma tego problemu i żadne szkolenie nie jest im potrzebne. Ponieważ radykalizm w Polsce wciąż najczęściej kojarzy się z islamskim terroryzmem, panuje powszechne przekonanie, że właściwie nie ma się czym zajmować. Dlatego obecnie konieczne jest właściwe zrozumienie, co rzeczywiście oznacza zagrożenie radykalizacją – mówi dr Marzena Kordaczuk-Wąs, ekspertka w dziedzinach socjologii bezpieczeństwa oraz zapobiegania przestępczości i innych negatywnych zjawisk społecznych.

Ekspertka niuansuje: – Radykalizacja sama w sobie nie jest jeszcze niczym złym, bo w krajach demokratycznych posiadanie, a nawet wyrażanie, radykalnych poglądów nie jest zabronione, o ile nie skłaniają do popełniania przestępstw ani ich nie promują. Zagrożenie rodzi się wtedy, gdy radykalizacja prowadzi do skrajnego, brutalnego ekstremizmu, to znaczy, gdy jednostka narusza prawo, stosuje mowę nienawiści, przemoc czy ucieka się do aktów terroru.

Kordaczuk-Wąs precyzuje, że w Polsce i Europie Środkowej problemem jest przede wszystkim ekstremizm prawicowy. – Właściwie nie odnotowuję informacji o skrajnej lewicy – dodaje. 

Podobnego zdania jest Stanisław Czerczak, ekspert od przeciwdziałania radykalizacji w środowisku młodzieżowym. W latach 90. XX w. sam był związany z ruchem neofaszystowskim oraz pseudokibicowskim, potem większość dorosłego życia poświecił na przeciwdziałanie dyskryminacji, nietolerancji i nienawiści. Działa w Instytucie Bezpieczeństwa Społecznego oraz w Fundacji CODEX. – W Polsce radykalne grupy lewicowe stanowią margines – mówi. – Przysłuchiwałem się ekstremistom lewicowym z Hiszpanii, Włoch, Danii i Niemiec. Podobnego języka u nas nie ma. W ostatnim trzydziestoleciu możemy mówić o zaledwie kilku zdarzeniach o znamionach aktów terroru legitymizowanego ideologią lewicową. Choćby wtedy, gdy przy komisariacie na warszawskich Włochach trzech podchmielonych anarchistów próbowało podłożyć coś przypominającego ładunek wybuchowy pod radiowóz, ale w ich wykonaniu przypominało to bardziej gang Olsena. W tym czasie doszło do blisko stu mordów z nienawiści na przykład o podłożu rasistowskim oraz wielu zabójstw w walkach między bandami pseudokibiców, także na maczety. Z czego to wynika? Być może tak mocno przeżyliśmy czasy komunizmu, że lewicowy radykalizm nie przychodzi nam do głowy – zastanawia się Czerczak.

Ma jeszcze jedno wyjaśnienie: – Od mniej więcej połowy lat 80. do roku 2000 działały tradycyjne grupy przestępcze, takie jak gang pruszkowski, wołomiński czy tzw. grupa Oczki ze Szczecina. W końcu policja rozbiła te grupy, ale ich miejsce zajęły nowe – pseudokibiców. Zajmują się wyłudzaniem haraczy, odbieraniem długów, handlem narkotykami. Ale na tym nie poprzestają. Grupy przestępcze sprzed 2000 roku po prostu zarabiały pieniądze, nowe mają background ideologiczny. Roszczą sobie prawo do zarządzania polityką i życiem społecznym, choćby przez zawłaszczanie uroczystości takich jak Święto Niepodległości czy rocznica powstania warszawskiego. 

Czerczak wylicza, że mamy w kraju od 250 do 300 grup pseudokibicowskich – z własnymi flagami, symbolami, lecz także mechanizmami legitymizującymi przemoc, bo są to grupy skrajnie prawicowe, ksenofobiczne, antyislamskie. W Polsce, w przeciwieństwie do innych krajów, nie ma żadnego klubu kibicowskiego, który byłby lewicowy (oprócz jednego amatorskiego). Wszystkie nasze stadiony są prawicowe i antykomunistyczne. 

– Problem prawicowego ekstremizmu jest ogólnopolski – ocenia Czerczak. – Wprawdzie przeciętny wyborca jest umiarkowanie konserwatywny, ale w ostatnich wyborach do Sejmu na skrajną prawicę spod znaku Konfederacji zagłosowały 1 256 953 osoby w całym kraju.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj