Jezus powiedział: „Grzech był nieunikniony, ale wszystko będzie dobrze, i wszystko będzie dobrze, i wszelkie sprawy skończą się dobrze”.

Fragment „Objawień Bożego miłosierdzia” Julianny z Norwich (Widzenie XIII, rozdział 27). Opublikowany w miesięczniku „Więź” nr 6/2007 pt. „Grzech, ból i radość”

Potem Pan przypomniał mi moją dawną tęsknotę do Niego. I zobaczyłam, że nic mi nie stoi na przeszkodzie, tylko grzech. I spojrzałam w ogólności na nas wszystkich, i pomyślałam: „Gdyby grzech nie zaistniał, bylibyśmy wszyscy czyści i podobni do Pana naszego, tak jak nas stworzył”. Bo tak samo i wcześniej zastanawiałam się często w swojej głupocie, dlaczego przewidująca mądrość Boża nie powstrzymała grzechu; wtedy, jak mi się zdawało, wszystko bowiem byłoby dobrze. To poruszenie należało odrzucić, ale ja jednak trapiłam się tym i dręczyłam wielce, nie mając rozsądku i zrozumienia.

Ale Jezus, który w tym widzeniu pouczył mnie o wszystkim, co mi było potrzebne, odpowiedział tak oto: „Grzech był nieunikniony, ale wszystko będzie dobrze, i wszystko będzie dobrze, i wszelkie sprawy skończą się dobrze”.

A przez to krótkie słowo „grzech” Pan nasz przywiódł mi na myśl ogólnie wszystko, co nie jest dobre, i całą tę pogardę i ostateczne unicestwienie, jakie zniósł dla nas w tym życiu i w śmierci; a także wszystkie bóle i męki wszelkich swoich stworzeń, duchowe i cielesne (bo wszyscy częściowo doznajemy unicestwienia i zostaniemy unicestwieni za przykładem naszego mistrza, Jezusa, aż do ostatecznego oczyszczenia, to jest pełnego unicestwienia naszego śmiertelnego ciała i tych naszych duchowych afektów, które nie są bardzo dobre); a widok tego wszystkiego, ze wszelkim cierpieniem, jakie kiedykolwiek było i kiedykolwiek będzie – a tu liczę także Mękę Chrystusa jako największy, wszystko przewyższający ból – to wszystko zostało ukazane w oka mgnieniu i szybko przeszło w pociechę, bo nasz dobry Pan nie chce, żeby dusza przeraziła się tym strasznym widokiem.

Byłoby wielką niewdzięcznością winić Boga za mój grzech, skoro On mnie za mój grzech nie wini

Ale samego grzechu nie zobaczyłam; bo widzę, że nie ma on żadnej substancji ani żadnego istnienia, ani też nie daje się poznać, jak tylko przez ból, który sprawia.

I dlatego ból jest czymś, na ile rozumiem, przez jakiś czas; bo oczyszcza i pomaga nam poznać samych siebie i prosić o miłosierdzie. Bo Męka naszego Pana jest nam w tym wszystkim pociechą, a także Jego błogosławiona wola. A z serdecznej miłości, jaką nasz dobry Pan żywi do wszystkich, którzy będą zbawieni, pociesza On ich prędko i słodko, mówiąc tak: „To prawda, że grzech jest przyczyną całego tego bólu; ale wszystko będzie dobrze, i wszystko będzie dobrze, i wszelkie sprawy skończą się dobrze”.

Te słowa powiedziane zostały z wielką serdecznością, bez żadnego przypisywania winy czy mnie, czy też komukolwiek, kto będzie zbawiony. Więc byłoby to wielką niewdzięcznością sarkać i winić Boga za mój grzech, skoro On mnie za mój grzech nie wini. A w tych słowach zobaczyłam zdumiewająco wzniosłą tajemnicę, ukrytą w Bogu; którą to tajemnicę da On nam poznać otwarcie w niebie, a w tym poznaniu prawdziwie zobaczymy przyczynę, dla której zniósł On pojawienie się grzechu. I w tym widzeniu będziemy się bez końca radować w naszym Panu, Bogu.

Tłum. Małgorzata Borkowska OSB