Czasami potrzebny jest zwykły telefon, zrobienie zakupów osobie, która nie wychodzi z domu. Te bardzo proste rzeczy dziś stają się ważne – mówi abp Carlo Roberto Redaelli, dyrektor włoskiego Caritasu.

We Włoszech trwa epidemia koronawirusa. Z jego powodu zmarło dotychczas już 631 osób, a zarażonych zostało ponad 1000.

Włoska Caritas skierowała apel do wszystkich wierzących, aby byli szczególnie wyczuleni na osoby najbardziej zagrożone zarażeniem. Należą do nich bezdomni, uchodźcy, osoby starsze i samotne pozostające w domach oraz niepełnosprawni i upośledzeni. Dyrektor Caritas abp Carlo Roberto Redaelli przekonuje, że chociaż wymiar sakramentalny działalności Kościoła jest mocno ograniczony, nie może w obecnej sytuacji zabraknąć wymiaru miłosierdzia.

– Wszyscy się boimy, wszyscy odczuwamy niepokój. To jest normalne. Ale trzeba przeżywać obecną sytuację w duchu solidarności. Chrześcijanin jest obywatelem zatroskanym o dobro wspólne – mówi. – Również jako Kościół nie bez wysiłku wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy są odpowiedzialni za kraj, za naród oraz za zdrowie publiczne, właśnie dlatego, że istnieje silne poczucie solidarności i dobra wspólnego. Caritas zazwyczaj nie wyręcza wspólnot chrześcijańskich w niesieniu pomocy, ale wnosi pewien ferment w ich działanie, także w rzeczach pozornie małych. Czasami potrzebny jest zwykły telefon, zrobienie zakupów osobie, która nie wychodzi z domu i pozostaje samotna. Te rzeczy bardzo proste ze względu na aktualną sytuację stają się ważne. Powinny być podejmowane przez wszystkich chrześcijan, także w obrębie parafii.

KAI, DJ