W wyniku prewencji epidemiologicznej poza murami szkół i uczelni na świecie znalazło się blisko 300 milionów osób. Czas na dowartościowanie nauczania przez internet.

Jeśli chodziliście do podstawówki w latach 80. lub 90., prawdopodobnie korzystaliście z podręcznika wydawnictwa Nowa Era pt. „Oglądam Świat”, autorstwa Katarzyny Grajewskiej i Ewy Wower. Były to wspaniałe czasy, kiedy podręczniki przechodziły z rąk do rąk, zabierając ze sobą wspomnienie poprzedniego właściciela w postaci rozmaitych notatek, zagiętych rogów, plam po kakao i zapachu domowych obiadów, które zużyte strony przyjmowały niczym najskrupulatniejszy kronikarz.

Aktualne science-fiction

Dzięki tej wspólnocie doświadczeń budowanej na książkach możemy dzisiaj powspominać jedno z opowiadań – wówczas uznawanych za science-fiction. Na tyle abstrakcyjne w tamtych czasach, że – jak wynika z wielu wątków na internetowych forach – zapamiętało je mnóstwo osób.

Bohaterowie opowiadania – rodzina z dwójką dzieci – żyją w czasach po katastrofie ekologicznej, uwięzieni we własnych domach. Wychodzić mogą wyłącznie uprawnione do tego osoby, za specjalnym pozwoleniem i przy zachowaniu szczególnej ostrożności: „Wkrótce usłyszałem szum helikoptera i zaraz potem przez szczelny długi rękaw wejścia wcisnęła się mama, a za nią ojciec. Przeszli bezpośrednio stamtąd do rozbieralni, aby zdjąć pyło- i promienioodporne szczelne kombinezony. Mama spędziła w rozbieralni trochę więcej czasu. Wiadomo, kobieta! A teraz zapanowała nowa moda, kombinezony miały więcej różnych ozdobnych klamerek i guziczków. Zdejmowanie tego stroju było bardziej skomplikowane. Tata natychmiast sprawdził szczelność otworu prowadzącego z ubieralni, to należało do jego codziennych obowiązków”.

Ponieważ stan klęski i kwarantanny trwał już długo, zamiast żywności spożywano specjalne tabletki. Pamiętam, że to była jedna z dwóch rzeczy, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie i sprawiły, że ilekroć w XXI wieku widziałam rozwiązania w rodzaju „mleka w kapsułkach” albo „wszystkomających koktajli odżywczych” przypominał mi się ten na przykład fragment:

„Mama położyła każdemu na talerzu po dwie tabletki brązowego koloru.
– A mówiłem, że grzybowa – zawołałem triumfalnie.
– Zgadłeś – roześmiała się mama. Potem była zmiana talerzy. Pojawiły się na nich duże, okrągłe tabletki koloru ciemnoczerwonego – pieczeń wołowa i jarzyny – po trzy tabletki pomarańczowe – marchewka, zielone – sałata, białe – kartofle.
Był też deser. Do odkażonej i chemicznie oczyszczonej wody mama wrzuciła kilka różowych tabletek – mieliśmy aromatyczny kompot malinowy”.

W opowiadaniu jest też scena, którą pacholęciem będąc czytałam z wypiekami na twarzy. Oto uczniowie siadali do lekcji przed komputerem, dzięki któremu łączyli się z innymi uczniami i nauczycielem. W ten sposób prowadzone były lekcje! Coś niebywałego dla dziesięciolatki, która komputer widziała najwyżej chwilę u kolegi z bogatego domu. I zdecydowanie nie miał on możliwości łączenia się z czymkolwiek poza gniazdkiem elektrycznym.

Równie niesamowity był ten opis:

„Ojciec podniósł się od stołu i zawołał:
– A teraz wyprawa rowerowa. A później mecz siatkówki. Musimy dbać nie tylko o nasze charaktery, ale także o nasze organizmy. Musimy wyjść stąd silni i zdrowi.
Wbiegliśmy do specjalnie klimatyzowanej sali z górskim powietrzem, gdzie stały nasze trzy rowery. Wskoczyliśmy na nie i zaczęliśmy pedałować.
Pedałowaliśmy wytrwale, a dookoła nas, na ścianach, przesuwały się cudne krajobrazy: góry w słońcu, o zmierzchu, i morze, i jeziora, i pola, na których dojrzewało zboże. Słyszeliśmy śpiew ptaków, szczekanie psów, gwar głosów, śmiech i radość. I było słońce, i wiatr, i deszcz, i śnieg, który pokrywał wszystko miękkim puchem. I wiosna, i wreszcie te cudnie kwitnące sady, o których tak marzyła mama”.

Źródłem tych cytatów jest opowiadanie „Cud kwitnących sadów” autorstwa Wandy Osuchowskiej-Orłowskiej, znajdujące się w podręczniku do, bodajże, czwartek klasy szkoły podstawowej.

Zamykamy

Wracam myślami do tego opowiadania właśnie dzisiaj, kiedy na świecie już 14 krajów zamknęło całkowicie lub regionalnie przedszkola, szkoły i uczelnie. Dziś na ten krok zdecydowała się Polska.

Gdy kilka dni temu jedna z ekspertek od trendów pytała na swoim profilu, czy nowe technologie są bardziej na plus czy na minus, dzisiaj chyba nikt nie ma wątpliwości, jak wielką rolę odegrają w rozgrywającym się właśnie światowym kryzysie. W sytuacji realnej potrzeby odruchowo sięgamy po to, co pozwala ją zaspokoić skutecznie, szybko i bezpiecznie. A zapośredniczony kontakt, nie wymagający bezpośredniej styczności, okazuje się doskonałym rozwiązaniem nie tylko w medycynie (rosnąca w ostatnich tygodniach rola telemedycyny) czy pracy (praca zdalna), ale również w edukacji. Okazuje się więc, że tym, co może pomóc szkołom i uczelniom realizować podstawę programową, są właśnie nowe technologie, w tym smartfonuy – te same, które wciąż płoną na stosach edukacyjnych inkwizytorów-technosceptyków.

Według danych UNESCO sprzed kilku dni, aktualnie w wyniku prewencji epidemiologicznej skutkującej zamknięciem szkół i uczelni wyższych poza ich murami znalazło się ponad 290 milionów uczniów i studentów. To liczby bez precedensu i w obliczu przedłużającej się walki z wirusem, zarówno szkoły jak i największe instytucje zajmujące się edukacją zwróciły pełne nadziei spojrzenie w stronę e-learningu, czyli nauczania przez internet.

W kieszeni każdego ucznia

UNESCO wyraźnie wezwało szkoły do przejścia na edukację zdalną. Nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że ponad połowa ludzi na świecie ma dostęp do internetu, a telefon posiada ponad 5 miliardów osób. Biorąc pod uwagę, że w młodych pokoleniach prawie wszyscy mają smartfon z dostępem do internetu (patrz: badanie „Młodzi Cyfrowi”), okazuje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby w większości krajów szkoła była w kieszeni każdego ucznia. W Polsce również.

UNESCO opublikowało listę rekomendowanych przez organizację profesjonalnych platform e-learningowych, które pomogą szkołom realizować zdalnie nauczanie.

Eksperci UNESCO przygotowali także listę wskazówek dla szkół, pomocnych przy wdrażaniu zdalnego nauczania. Na szczególną uwagę zasługują punkty 4 i 10.
1. Wybierz i przetestuj rozwiązania zdalnego nauczania – pamiętaj, aby wziąć pod uwagę kompetencje cyfrowe uczniów i nauczycieli oraz ich możliwości technologiczne (szybkość łącza, posiadany sprzęt).
2. Zadbaj o narzędzia. Upewnij się, że żaden uczeń nie jest wykluczony ze zdalnego nauczania. Jeśli jest taka potrzeba, wypożycz sprzęt z pracowni do rodziny uczniów nie posiadających odpowiednich sprzętów.
3. Pamiętaj o ochronie danych osobowych – wybieraj tylko sprawdzone programy i aplikacje.
4. Pamiętaj, że priorytetowymi narzędziami będą te, które sprzyjają dbaniu o dobrostan psychiczny uczniów, rodziców i nauczycieli – wdrażaj rozwiązania pozwalające na bieżący kontakt, aby zminimalizować negatywne skutki izolacji.
5. Dostosuj program nauczania do wyjątkowej sytuacji. Jeśli jest taka potrzeba, zrezygnuj z części zakresu.
6. Wesprzyj nauczycieli i rodziców w rozwoju ich kompetencji cyfrowych, aby mogli skuteczniej prowadzić zdalną edukację.
7. Unikaj korzystania ze zbyt wielu rozwiązań do zdalnej edukacji. Wybierz wiodące narzędzia i dopilnuj, aby nauczyciele, rodzice i uczniowie wykorzystywali wąski wachlarz wskazanych narzędzi, nie pobierając coraz to nowych aplikacji e-learningowych, które będą im reklamowane.
8. Ustal zasady zdalnego nauczania i monitoruj efekty.
9. Dostosuj czas trwania zdalnych zajęć do możliwości studentów. Przykładowo, czas trwania lekcji w szkole podstawowej powinien wynosić nie mniej niż 20 minut i nie więcej niż 40 minut.
10. Stwórz wirtualne społeczności – grupy dyskusyjne, fora etc. – dla swoich nauczycieli, rodziców i uczniów, na których mogą się wymienić doświadczeniami i podzielić emocjami. Niech będą to wirtualne szkolne grupy wsparcia pomagające poradzić sobie z tą trudną sytuacją.

Dzisiaj chyba nikt nie ma wątpliwości, jak wielką rolę nowe technologie odegrają w rozgrywającym się właśnie światowym kryzysie

W Polsce e-learning wprowadził już m. in. Warszawski Uniwersytet Medyczny, który – odwołując na dwa miesiące zajęcia – zapowiedział, że będą one realizowane za pośrednictwem nowych technologii. Dzięki dziennikom elektronicznym, przez niektórych wciąż uważanych za przykry przymus i prowadzonych równolegle z dziennikami papierowymi, wiele szkół ma bieżący kontakt z rodzicami i uczniami. W rozwiązaniach proponowanych przez największych dostawców można sprawnie prowadzić korespondencję grupową czy bezpośrednią rodzic-nauczyciel czy uczeń-nauczyciel. Wachlarz platform e-learningowych jest tak bogaty, że z powodzeniem można w nich stworzyć nie tylko wirtualne klasy skupiające uczniów i wychowawców, ale także wirtualne pokoje przedmiotowe, w których można omówić bieżący materiał, jako uzupełnienie do lekcji, która może się odbyć na dowolnej platformie pozwalającej na komunikację wideo wielu osób na raz.

Zachęcam do obserwowania, jak szkoły w innych krajach reagują na kryzys epidemiologiczny i jak wykorzystują nowe technologie. Jeśli scenariusz zamkniętych czasowo szkół okaże się realny, warto być na to przygotowanym. Wygrają ci, którzy nie bali się internetu i smartfonów, nie usuwali tematu ze szkół i rozwijali kompetencje cyfrowe uczniów.

Całkiem możliwe, że gdy już poradzimy sobie z koronawirusem, obudzimy się w świecie, w którym nie trzeba będzie przekonywać szkół, że smartfon to świetne narzędzie w edukacji, a uczniów – że służy on nie tylko do rozrywki. I tego sobie i Wam życzymy, zaraz po zdrowiu i opanowaniu, rzecz jasna.