Jestem tolerancyjny wobec środowiska LGBT, ale uważam, że nie powinni tego publicznie manifestować – mówił oskarżony. – Zachowanie oskarżonego było naganne, karygodne. Nie da się go w żadnym wypadku usprawiedliwić – odpowiadała sędzia.

Przypomnijmy. 20 lipca 2019 roku ulicami Białegostoku przeszedł pierwszy w historii miasta Marsz Równości. Jego przebieg próbowali zakłócić kontrmanifestanci. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano obraźliwe słowa. Policja musiała użyć gazu łzawiącego.

Krótko po wydarzeniu w internecie zostało opublikowane nagranie, na którym widać, jak ktoś podbiega do jednego z uczestników, nastolatka, i kopie go w ramię. Chłopiec zgłosił się do szpitala, gdzie stwierdzono u niego złamanie obojczyka.

Policja analizowała filmik i 30 lipca zatrzymała napastnika. Jak informuje białostocki „Kurier Poranny”, Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał go wczoraj na 1,5 roku bezwzględnego więzienia. Orzekł też 5 tys. zł tytułem nawiązki na rzecz pokrzywdzonego. Wyrok jest nieprawomocny.

25-letni mężczyzna przed sądem tłumaczył, że jego atak był „impulsem tłumu” i nie wie, dlaczego kopnął akurat tego chłopca, nie znał go wcześniej. W sądzie nie chciał składać wyjaśnień, ani odpowiadać na pytania. Przeprosił tylko pokrzywdzonego i powiedział, że chce zapłacić zadośćuczynienie. – Byłem ciekawy jak taki marsz wygląda. Dlatego na niego poszedłem. Ja jestem tolerancyjny wobec środowiska LGBT, ale uważam, że nie powinni tego publicznie manifestować – mówił, cytowany przez „Kurier Poranny”.

– Oskarżony zaatakował przypadkową osobę, która niczym mu nie zawiniła, w żaden sposób nie sprowokowała. Zachowanie oskarżonego było naganne, karygodne. Nie da się go w żadnym wypadku usprawiedliwić – podkreślała w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Alina Dryl. – Nikt nie może czuć się bezkarny w tłumie – dodała.

Wymierzona kara dotyczy nie tylko chuligańskiego ataku. U oskarżonego policja znalazła dowód osobisty innej osoby, co zostało zakwalifikowane jako ukrywanie dokumentu, którym mężczyzna nie miał prawa rozporządzać.

„Kurier Poranny”, DJ