Prokuratura uznała, że ich czyn miał charakter chuligański, został „popełniony publicznie z oczywiście błahego powodu, przez co okazano rażące lekceważenie dla porządku prawnego”.

Nocą 21 lutego 2019 roku trzej aktywiści – Konrad Korzeniowski, Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk – powalili pomnik oskarżonego o wykorzystywanie nieletnich prałata Henryka Jankowskiego, stojący niedaleko kościoła św. Brygidy w Gdańsku. Przekazali też redakcji OKO.press manifest: „Podejmujemy działanie, którego celem jest symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego. Tak wyraża się nasza obywatelska niezgoda na obecność w przestrzeni publicznej zła, pogardy dla drugiego człowieka i jego uprzedmiotowienia, gwałtu na jego wolności i prywatności, braku szacunku dla bólu i gniewu ofiar, wreszcie też – mowy nienawiści”.

Mężczyźni bezpośrednio po zajściu zostali zatrzymani przez policję. Jak informuje dziś „Gazeta Wyborcza”, po roku zakończyło się śledztwo dotyczące obalenia pomnika prałata. Mężczyźni usłyszeli zarzuty, grozi im pięć lat więzienia. Straty z powodu zniszczenia mienia zostały wycenione na 30 tys. zł.

Sprawę prowadziła Prokuratura Rejonowa-Gdańsk Śródmieście. – Uznano, że czyn ten miał charakter chuligański. Został popełniony publicznie z oczywiście błahego powodu, przez co okazano rażące lekceważenie dla porządku prawnego – przekazuje „Wyborczej” prok. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Oskarżeni aktywiści nie przyznają się do winy, a w toku śledztwa odmówili złożenia wyjaśnień.

Przypomnijmy, że pomnik postawiono na cokole kilka dni po obaleniu, ale później został on zdemontowany.

DJ