Zostałem skrzywdzony przez księdza, ale nigdy nie odczuwałem nienawiści do innych księży. Nie warto wszystkich wrzucać do jednego worka – mówi Marc, ofiara księdza pedofila.

Fragment książki „Łzy niewinności. Przemoc seksualna w dzieciństwie. Droga duchowego uzdrowienia”, Wydawnictwo „W Drodze”, Poznań 2020

Mówienie jest złotem… Mówienie odblokowuje przeszłość… Dzięki właściwym słowom, które opiszą zaburzoną, upodloną, wypartą rzeczywistość, możemy stawić jej czoła, „ukręcić łeb hydrze”, oczyścić ją z trucizny. W praktyce jednak, z powodu lęku przed rozdrapaniem bolesnych strzępów intymnych przeżyć, mówienie okazuje się trudne.

I to mówienie okazało się prawdziwym wyzwaniem dla moich rozmówców! Wyzwaniem, któremu udało im się sprostać, początkowo za pomocą zawoalowanych słów, pojawiających się niczym dyskretne źródło, z czasem przekształcających się w prawdziwy potok porywczych emocji.

Na koniec niektórzy mi dziękowali: „Mówienie o przeszłości było niczym terapia w pigułce!”. Tak jakby opowiadając, sami oczyszczali potok, odgarniając tarasujące go kamienie i pnie drzew, które uniemożliwiały im normalne życie. Zatem oddajmy im głos…

„Od jednego księdza doświadczyłem wiele zła, jednak od innych otrzymałem wiele dobra”, Marc, lat 55

– Miałem osiem lat i mieszkałem z matką, braćmi i siostrami. Ojciec opuścił nas i bardzo mi go brakowało. Mieszkaliśmy w mieście i pewnego dnia zacząłem służyć do mszy w pobliskim kościele parafialnym. Tamtego poranka zostałem dostrzeżony przez odprawiającego mszę zakonnika, który następnie zaprosił mnie do swego domu. Bardzo szybko znalazłem się w jego łóżku i zostałem przez niego zgwałcony. Kiedy opuszczałem jego pokój, czułem, że moja niewinność została zbrukana, odczuwałem ból fizyczny i psychiczny.

W wielkiej tajemnicy sprawca został przeniesiony do innego kraju, gdzie wykorzystał wiele innych dzieci

Nie rozumiałem nic z tego, co właśnie mi się przytrafiło. Ale wiedziałem, że było to złe. Wiedziałem, że nie będę nigdy mógł opowiedzieć o tym wydarzeniu w domu, ponieważ moja rodzina darzyła księży wielkim poważaniem. Kto zresztą by mi uwierzył? Ksiądz powoli wkradł się w łaski rodziny i stał się jej przyjacielem. Następnego lata zaprosił mnie na wspólny wakacyjny wyjazd. Czułem, że moja mama jest bardzo dumna z tego zaproszenia. Widząc ją tak zadowoloną, wyobrażałem sobie, że jest w zmowie z księdzem. Jedyne, co mogłem zrobić, to zagryźć zęby i wyrazić zgodę na wyjazd, ogarnięty kompletnie destrukcyjnym mutyzmem. Podczas wakacji gwałcił mnie wielokrotnie każdego dnia…

Wróciłem do domu całkowicie zdruzgotany. Nieco później zmarła moja babcia. Nauczycielka w szkole zauważyła moje problemy z koncentracją. „Jest nieustannie nieobecny duchem, a przecież wcześniej uczył się bardzo dobrze”, powiedziała. Uznano to za reakcję na śmierć babci. Zostałem umieszczony u sióstr, których przełożona była moją ciotką. Widząc mój niespokojny stan ducha, wysłała mnie do psychologa specjalizującego się w pedofilii, który jednak nigdy nie zdołał postawić mi właściwych pytań. Przez długie lata życia byłem poddawany terapii, która nie przynosiła najmniejszego efektu. Historia gwałtu nigdy nie wypłynęła podczas naszych rozmów. I choć może to wydawać się niezwykle dziwne, nie przestawałem odwiedzać księdza, który przy każdej wizycie kolejny raz mnie gwałcił. Cały czas byłem również gorliwym ministrantem!

Ale dlaczego nie zaprzestałeś tych wizyt? Z jakiego powodu je kontynuowałeś?

– Powtarzam ojcu, byłem tylko dzieckiem. Ten człowiek po prostu mnie omotał, był niczym kochanek, który miał nade mną diaboliczną moc, nie mogłem się od niego uwolnić, byłem niczym jego niewolnik, nie potrafiłem rozerwać tych kajdan. Poza tym obsypywał mnie prezentami, mnie, który nie miał niczego i który na nic nie mógł sobie pozwolić.

Kiedy byłeś w kościele i służyłeś do mszy, w jaki sposób patrzyłeś na tego księdza?

– W tamtym okresie dużo się modliłem. Gwałty nie zakłóciły mojej relacji z Bogiem. Bóg wspierał mnie, był blisko, u mego boku, to prawdziwy podarunek Opatrzności, którego nie potrafię wytłumaczyć! Prawdę mówiąc, potrafiłem oddzielić osobę księdza, który dawał Boga, od człowieka, który zdradzał Boga i czynił zło. To dlatego nigdy nie odczuwałem nienawiści do innych księży. Zostałem skrzywdzony przez księdza, ale to również księża pomogli mi się pozbierać i jeszcze bardziej zbliżyć do Boga. Zło przyszło od jednego księdza, od innych doświadczyłem dobra. Dlatego podkreślam mocno, aby nie wrzucać wszystkich do jednego worka!

Statystyki mówią, że na naszej planecie jest trzech pedofili na tysiąc mieszkańców. Według amerykańskich badań księża dopuszczający się pedofilii stanowią cztery procent duchowieństwa. Oczywiście to nadal zbyt wiele, ale nie skupiajmy się jedynie na nich! Głównym miejscem molestowania seksualnego pozostają rodziny.

W którym momencie powiedziałeś „stop”?

– Pewnego dnia naprawdę miałem dość. Skończyłem dwanaście lat. Poinformowałem znienacka mojego oprawcę, że więcej do niego nie przyjdę. Powiedziałem mu, że rozmawiałem z siostrami z klasztoru, które zabroniły mi go odwiedzać. Możecie mi wierzyć lub nie, ale to wyznanie wcale nim nie wstrząsnęło. A potem, przez przypadek, moja ciotka zakonnica, która miała dobrego nosa, zaczęła coś przeczuwać. I w końcu to ona okazała się tym kimś, kto potrafił zadać właściwe pytania! Wyrzuciłem jej z siebie całą prawdę. Zdeterminowana, opowiedziała wszystko diecezjalnemu biskupowi, który o wszystkim poinformował przełożonego zakonników. Ale sprawa zakończyła się na tym.

Czy możesz opisać uczucie, jakiego wtedy doświadczyłeś?

– Przeżywałem piekło: wstyd, poczucie winy, do tego gniew, ciągłe uczucie bycia brudnym, nieczystym, zhańbionym… Bardzo szybko wybrałem rozwiązanie wyparcia. Powiedziałem sobie: „Odrzucam to, co się wydarzyło, zakopuję głęboko we mnie wszystkie wspomnienia, zapominam i rozpoczynam wszystko od nowa!”.

W okresie dojrzewania byłem jednak całkowicie zagubiony. Seks, seksualność przerażały mnie. Tak bardzo bałem się zranić dziewczynę i zranić siebie samego. Byłem przygnębiony, nachodziły mnie myśli samobójcze.

Kiedy miałem dwadzieścia cztery lata, podczas rekolekcji dla dzieci dostrzegłem w kącie samotnego, kompletnie zagubionego ośmiolatka. Wyczulony na punkcie molestowania seksualnego, szóstym zmysłem wyczuwałem seksualne nadużycia, niczym dżumę. Towarzyszący mu katecheta potwierdził moje przypuszczenia: „To dziecko zostało zgwałcone przez księdza!”. Wszystko wróciło do mnie i wybuchło niczym gejzer wulkanu, bo ja też miałem wtedy osiem lat… Delikatnie zbliżyłem się do niego. Zapytałem go, czy cierpi, i spytałem o imię księdza, który go „dotykał”. Oniemiałem, słysząc imię mojego zakonnika – oprawcy, który gwałcił mnie przez cztery lata.

Powiedziałem mu, że rozmawiałem z siostrami z klasztoru, które zabroniły mi go odwiedzać. To wyznanie wcale nim nie wstrząsnęło

Jak najszybciej pobiegłem do kurii i opowiedziałem biskupowi swoją historię, aby raz na zawsze powstrzymać tego człowieka od katowania kolejnych ofiar. W wielkiej tajemnicy sprawca został przeniesiony do innego kraju! Co za niesprawiedliwość! Dziesięć lat później odkryto grozę faktów: człowiek ten wykorzystał wiele dzieci w sąsiednim kraju, do którego został przeniesiony! Do historii wmieszała się prasa i wszczęto postępowanie sądowe.

Wiele lat później, zmuszony przez swoich przełożonych, zakonnik uwodziciel napisał do mnie list: „Marc, tak, to prawda, że wyrządziłem Ci zło, wiele zła. Głęboko zraniłem Twoją dziecięcą niewinność. Przyznaję, że moje działania wobec Ciebie były nienawistne i okrutne. Tak, jestem odpowiedzialny za rany, które musiałeś znosić. Zwracam się do Ciebie w prośbą o przebaczenie, czy jest to możliwe? (…) Wybacz mój nietakt: chciałbym powiedzieć Ci to inaczej. Ale jak? Na razie mam tylko te ubogie słowa…”.

W końcu mogłem uznać siebie za ofiarę – wobec prawdziwego dręczyciela. Mogłem zamknąć rozdział, zacząć naprawdę żyć. Moja odpowiedź była mniej więcej taka: „Dziękuję, że przyznałeś, iż mnie zgwałciłeś! Będę się przez resztę mojego życia modlił za ciebie, abyś miał siłę pojednać się z Bogiem. Mam nadzieję, że zlituje się nad tobą”.

Nie czuję już urazy do tego człowieka. Prawdę mówiąc, modlę się za niego, za jego nawrócenie i zbawienie.

Tytuł pochodzi od redakcji