Przeczytałem uważnie od początku do końca najnowszy numer „Kontaktu” i znalazłem w nim prawdziwą perełkę.

Z ogromnym zaciekawieniem przyjąłem ostatni numer czasopisma „Kontakt. Magazyn Nieuziemiony” (zima 2019), z tematem wiodącym „Czyj Papież?” (redaktor prowadzący numeru: Stanisław Zakroczymski). Temat główny wzbudził wielkie zainteresowanie, także za sprawą dyskusji panelowej, która odbyła się 29 stycznia w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej.

Zgadzam się z tezami tytułowej części tego numeru. Przeczytałem go jednak uważnie od początku do końca i znalazłem dodatkowo prawdziwą perełkę: tekst Marii Pajor i Karola Wilczyńskiego „Hanna Chrzanowska. Rewolucjonistka na miarę codzienności”. Chodzi o beatyfikowaną 28 kwietnia 2018 r. osobę świecką, współczesną nam (żyła w latach 1902-1973) pielęgniarkę, której dziełem życia było zorganizowanie – m.in. dzięki wsparciu biskupa krakowskiego Karola Wojtyły – domowej opieki hospicyjnej dla osób przewlekle chorych oraz niepełnosprawnych.

Kierowała się nowatorską na owe czasy wizją „pomocy integralnej”, czyli mającej obejmować całego człowieka, ze wszystkimi jego potrzebami, także kulturalnymi i duchowymi. „Opierała się przy tym – piszą autorzy –  na sumiennej pracy pielęgniarskiej i najnowszych pracach naukowych (autorstwa między innymi Florence Nightingale i Helen Bridge), którymi była zafascynowana. W rzetelnym i odpowiedzialnym działaniu widziała lekarstwo na choroby ówczesnego świata i na ogrom ludzkiego cierpienia, któremu chciała ulżyć.

Oto parę wymownych cytatów z artykułu w „Kontakcie”:

„Nie myślmy tylko o walce ze złem – pisała Hanna Chrzanowska. – Być może, że zło jest bardziej frapujące – nie tylko jako literacki temat. Trzeba o nim mówić, a nawet krzyczeć. Ale czy o dobroci też nie należy krzyczeć? O dobroci zrodzonej przez nieszczęście, wysnuwanej z miłości, dzień po dniu?”.

Jako pierwsza w Polsce zaczęła organizować rekolekcje dla chorych i niepełnosprawnych, wspólne wypady w góry, do kina czy teatru

„Dla Hanny liczył się przede wszystkim człowiek (…). Słowo Jezusa odczytywała w duchu humanizmu. Jak podkreślała, każdy człowiek jest tak samo ważny, każdy zasługuje na to, by poświęcono mu tyle samo czasu i uwagi i z taką samą sumiennością dbano o jego potrzeby”. Jako pierwsza w Polsce zaczęła organizować rekolekcje dla chorych i niepełnosprawnych, wspólne wypady w góry, do kina czy teatru.

„Kluczem w służbie drugiemu człowiekowi było dla niej poznanie siebie, swoich granic, talentów, bólów i radości. Do tego potrzebne były jednak wolność i autentyczność”. (…) „Wycofać siebie, puścić się na szerokie wody miłości, nie z zaciśniętymi zębami, nie dla umartwiania, nie dla przymusu, nie traktować chorego jako drabiny do nieba”.

„Według Hanny – kończą swój krótki, mądry, przejmujący tekst Maria Pajor i Karol Wilczyński – codzienna praca i służba drugiemu otwierają człowieka na jego własne wnętrze. Pozwalają umieścić siebie w rzeczywistości i sprowadzić z obłoków teologicznych rozważań, do których prowadzi rozbuchane ego, z powrotem na ziemię”.

Chciałoby się powiedzieć: błogosławiona Hanna Chrzanowska – oto święta naszego czasu, na nasze warunki.

Ten świetny, skromny tekst pokazuje dobitnie, że „Kontakt” to nie tylko „magazyn nieuziemiony” (jak rozumiem, uznający transcendencję jako istotny wymiar ludzkiego życia), ale też – bliski człowiekowi, stąpający twardo po ziemi.