Zniszczony grób w Monasterzu to coś więcej niż nienawiść – uosabia on pragnienie wyczyszczenia z polsko-ukraińskiego pogranicza ukraińskiej kultury i nas, Ukraińców z Polski.

Przemówienie Piotra Tymy, prezesa Związku Ukraińców w Polsce, wygłoszone 2 lutego w podkarpackim Monasterzu. Na początku stycznia doszło tam do zbezczeszczenia grobów ukraińskich żołnierzy. Tablica zawierająca nazwiska i imiona poległych została rozbita na kawałki i wraz z ukraińskimi tradycyjnymi ręcznikami zrzucona do dołu obok.

Zniszczony grób to symbol nie tyle barbarzyństwa, ile pozbawiania prawa do pamięci, historii, miejsca obywateli Polski narodowości ukraińskiej. Jeszcze jesteśmy, lecz gdzieś na obrzeżach dozwolonych praktyk społecznych, na obrzeżach historii i uniwersalnej prawdy. Jesteśmy już tylko elementem procesu.

Grób w Monasterzu uosabia coś więcej niż tylko nienawiść, uosabia pragnienie całkowitego wyczyszczenia z polsko-ukraińskiego pogranicza jednego z ważnych jego elementów – ukraińskiej kultury materialnej, zapisu wydarzeń z przeszłości, i nas, Ukraińców z Polski.

Zarówno znaki w przestrzeni, jak i żywi jeszcze ludzie – z symbolami, pamięcią wydarzeń, i bólem – stały się częścią procesu: historycznego procesu przemocy, na dużą skalę zapoczątkowanego w 1944 roku. Proces ten trwa.

Monasterz, Werchrata, Wierzbica, Radruż, Mołodycz… Jesteśmy drugą częścią, innym wymiarem bólu Polaków na tzw. Kresach. Bo rozumiemy ten ból, choć wmawia się nam, że nasz nie ma prawa na istnienie.

Nasi przodkowie od wieków byli częścią Rzeczypospolitej, ale to niewiele dziś waży. Teraz jesteśmy elementem, rzeczą do częściowego lub całkowitego wyrugowania.

Nasz ból to nie abstrakcja, nasz ból czuć najpełniej tu, w tym miejscu, w nieistniejącej od 1945 roku wsi. Nasz ból to całkowicie starta z powierzchni ziemi ludzka osada, cerkiew, domy i ich mieszkańcy. Ten ból to uniwersalne doświadczenie naszych dziadków, ojców, to ból obecny w nas do dziś, do teraz. To ból, który zabiera wiarę i nadzieję. Ból, który stale, przez 72 lata, jest w nas obecny. Narasta po kolejnych uderzeniach polityki historycznej państwa. Operują nią cyniczni politycy, idący z nurtem urzędnicy oraz pragnący wroga i najprawdziwszych prawd lud. Choć to nie karabin maszynowy i nie ogień pożogi, sieje spustoszenie. Ogromne.

Nasz ból to nie abstrakcja, nasz ból czuć najpełniej tu, w tym miejscu, w nieistniejącej od 1945 roku wsi

Jeszcze jesteśmy, lecz jesteśmy czasami tylko, będąc tu i teraz, nad grobem, którego wolą absolutu narodowego ma nie być. Jesteśmy, ale tylko fragmentem, pozostałością, niemalże wirtualnym bytem, zbliżonym do granicy błędu statystycznego.

Za nami inne Monasterze, sukcesywnie odrealniane, pozbawiane materialnego jądra, wyczyszczane z nas. Proces czyszczenia ze znaków, z innej pamięci, z naszego bólu trwa.

Pozostaną tylko kamienie. Kamienie znaczą mniej lub nic nie znaczą. Monasterz niby istnieje, w ułamkach pamięci, newsach, na stronach rządowych dokumentów, kartach historycznych publikacji.

Ułamki gubią się, przepadają – gdzieś na Mazurach, Pomorzu, przestrzeniach Ukrainy, miastach Kanady. Pojedyncze, różnokształtne, z okruchami pamięci i znaczeń. Niebawem ulegną całkowitemu zatraceniu. Pozostanie tylko las, zapis na stronach książek, stronach gazet. Krótki, suchy, pozbawiony ludzi i emocji życia.

Monasterz – nieistniejąca wieś, szlak turystyczny, las, kapliczka. W zamierzchłych czasach wieś, cerkiew, greckokatolicki klasztor, niegdyś jakiś grób. Kamienie.

Jesteśmy tu, jeszcze jesteśmy, razem z naszymi przyjaciółmi Polakami.