Z jednej strony przyklaskujecie nam, a z drugiej – zarzucacie, że przyjmujemy tych, którzy postępowali źle – pisze siostra Małgorzata Chmielewska w odpowiedzi na tekst „Krytyki Politycznej”.

Artykuł „Szokujące wyznanie siostry Chmielewskiej” Agaty Diduszko-Zyglewskiej ukazał się dziś na stronie „Krytyki Politycznej”. Autorka zarzuca w nim s. Małgorzacie Chmielewskiej, przełożonej Wspólnoty Chleb Życia, że choć piętnuje ukrywanie księży pedofilów w Kościele, sama uczestniczy w tym procederze.  

Jako dowód przytacza wypowiedzi siostry z panelu „Czy Kościół w Polsce jest na krawędzi?”, który odbył się pod koniec listopada 2019 w ramach wrocławskiego Forum Młodych: „Oczywiście przenosi się księży na zsyłkę. Nie ukrywam, że czasami mam prośby od księży biskupów, od przełożonych zakonnych, żeby przyjąć takiego czy innego księdza, który coś nawyprawiał. I mam jeszcze jeden problem. Mianowicie moje dzieci przybrane, które zostały wychowane wśród ludzi bezdomnych – bo my mieszkamy razem z ludźmi bezdomnymi w naszych domach – zostały wychowane także na bazie […] spotkania z kapłanami. To były spotkania, przez długi czas ich dzieciństwa, wyłącznie z tymi, którzy byli na tak zwanej zsyłce, czyli po prostu z pijakami, łajdakami… Nie ukrywam, że również przebywał u nas przez długi czas pewien ksiądz pedofil, przyjęty przeze mnie dlatego, że widziałam, co zrobił jego biskup. Po prostu wyrzucił go z diecezji – to było wiele lat temu – dając mu ogromne pole do popisu, żeby krzywdził następne dzieci. Na moje wielokrotnie powtarzane prośby o to, żeby tego człowieka przenieść do stanu świeckiego, diecezja odezwała się dopiero teraz, bo odnaleźli te listy. Jest problem w Kościele – problem przejrzystości, problem języka. […] Podkreślam, że zamiatało się i nadal zamiata […] się pod dywan. Na tej zasadzie, że my wiemy, że on robi źle, ale musimy z nim być solidarni lub też po prostu nam to nie przeszkadza […]”.

Zdaniem Diduszko-Zyglewskiej, przełożona Wspólnoty Chleb Życia „najwyraźniej uznaje stan faktyczny, w którym Kościół jest państwem w państwie, a jego pracownicy są zwolnieni z przestrzegania rygorów polskiego prawa”.

Siostra Chmielewska odniosła się już do artykułu. We wpisie na swoim Facebooku przyznała, że przeczytała go ze zdumieniem, zaś autorka nie skontaktowała się z nią przed publikacją, „a szkoda”.

„Informuję, że Katolicka Wspólnota Chleb Życia przyjmuje do swoich domów ludzi bezdomnych, których przeszłość bywa różna: są zarówno ofiary jak i sprawcy różnych złych czynów, w tym bywają i mordercy, pedofile, złodzieje, oszuści i członkowie gangów, a także ofiary wszelkiego rodzaju przemocy i niesprawiedliwości i ofiary własnych złych wyborów życiowych. Są też ludzie niezaradni, chorzy itd. Nie żądamy świadectwa moralności przed przyjęciem. Ludzie ci, jeśli popełnili przestępstwo, w większości zostali osądzeni, odbyli karę. Jeśli natomiast nadal są ścigani przez wymiar sprawiedliwości – nie utrudniamy jego działań. Wielu znajduje u nas Policja i postępuje zgodnie z prawem” – pisze.

S. Chmielewska zaznacza, że w domach jej Wspólnoty nikt nie segreguje mieszkańców wg życiorysów, stanu, wykształcenia. „Ze względu na specyfikę naszego życia z ubogimi, dokładamy wszelkich starań, żeby nikt, kto przebywa w naszych domach nie padł tutaj ofiarą przemocy” – podkreśla i dodaje: „Nigdy nikogo nie ukrywamy przed wymiarem sprawiedliwości. Jeśli zaś mamy informację, że np. dziecko przebywające w naszym domu było ofiarą molestowania, zgłaszamy fakt odpowiednim służbom”. Jako przykład podaje sytuację z ubiegłego roku, gdy wykryto, że dziecko było molestowane, zanim przyszło do ich domu.

Zakonnica podaje, że dotychczas nie było przypadku wykorzystania seksualnego w domach Wspólnoty. „Co nie oznacza, niestety, że jesteśmy pod tym względem bezpieczni, podobnie jak nikt nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że jego dziecko nie zostanie ofiarą molestowania w szkole, zajęciach czy po prostu na ulicy” – zauważa.

Podaną w artykule informacja o księdzu, który dopuści się molestowania, s. Chmielewska określa jako „nie do końca prawdziwą”. „Osoba ta była w procedurze śledztwa służb państwowych i nie została skazana na więzienie. Jak wielu innych ludzi z trudną przeszłością znalazła dach nad głową w domu Wspólnoty i przebywając tam, nie popełniła żadnego złego czynu. Nie było to zatem ukrywanie. Praca dla ludzi słabszych jest też formą zadośćuczynienia. Obecnie człowiek ten nie jest już księdzem. Faktem jest, że procedury kościelne zadziałały z opóźnieniem. Historia jest stara” – wyjaśnia.

Podkreśla, że „molestowanie seksualne jest rzeczą bardzo złą”, jednak „sprawca, mimo wszystko pozostaje człowiekiem i do końca życia ma możliwość odpokutowania i nawrócenia, podobnie jak sprawcy innych krzywd. I nie ma tu różnicy, czy chodzi o człowieka świeckiego czy księdza. Co do kary w wymiarze ludzkim – leży ona w gestii sądów”.

Przełożona Wspólnoty zwraca uwagę, że przyjmuje do siebie „ludzi pogubionych, z problemami, w tym alkoholowymi. Są wśród nich także księża i byli księża, są naukowcy, byli biznesmeni, wierzący i niewierzący, Polacy i inne narodowości”. „Po to jesteśmy i to jest nasza służba ludziom. Z jednej strony przyklaskujecie nam, a z drugiej – zarzucacie, że przyjmujemy tych, którzy postępowali źle. My jesteśmy często ostatnią szansą dla pogubionych i wielu z nich z tej szansy skorzystała. Zapraszam do kilku dni wolontariatu. Może się okazać, że nasi ludzie mogą czegoś nauczyć tych, którzy mają się za bezgrzesznych czy lepszych. Upadek jest przed każdym z nas. Może dotyczyć albo nas samych albo naszych bliskich” – pisze.

Dzieci Wspólnoty – jak przyznaje siostra – spotykały kapłanów z pokrzywionymi życiorysami, ale to nie przeszkodziło tym dzieciom „w rozwoju duchowym i ludzkim”, a nauczyło – zaznacza – patrzenia głębiej na człowieka i Kościół jako „szpital polowy”. 

„Kościół nie jest zbiorem bezgrzesznych, pozbawionych wad i wahań, skrzywień i wątpliwości istot. Jest ludzki w szerokim znaczeniu tego słowa, niestety także w swojej grzeszności. Uczy się na błędach, często długo i boleśnie” – czytamy w wpisie s. Chmielewskiej. „Kościół nie upadł, ma trudności i to……dobrze. W każdej epoce inne. Bowiem Kościół, który uzna, że jest doskonały przestanie być prawdziwym, albo będzie to już koniec świata. A z tym nam się chyba nie spieszy” – kończy.

DJ