Poszukiwania duchowe odgrywały w jego twórczości ważną rolę – przypomina ks. Renato Bufera z Papieskiego Uniwersytetu Salezjańskiego.

20 stycznia przypadała 100. rocznica urodzin Federica Felliniego. Z tej okazji kilka watykańskich i rzymskich instytucji przygotowało projekt, którego zadaniem jest ukazanie osobistej wiary słynnego włoskiego twórcy i tematyki religijnej w jego filmach. Pomysłodawcami przedsięwzięcia, zatytułowanego „Potrzebuję wierzyć. Federico Fellini a sacrum”, są Papieski Uniwersytet Salezjański, Instytut Nauk Religijnych im. Aberto Marvellego i Ośrodek Kulturalny im. Pawła VI w Rimini we współpracy z krytykami filmowymi, naukowcami i przyjaciółmi reżysera.

W tych dwóch miastach – Rimini, w którym Fellini urodził się 20 stycznia 1920 i Rzymie, gdzie zmarł 31 października 1993 – już w marcu odbędą się dwie sesje. Na 7 marca w porcie nad Adriatykiem zaplanowano sympozjum „Dzieciństwo świata”, a 2 tygodnie później w stolicy Włoch zaproszeni goście zastanawiać się będą nad pytaniem „Gdzie jest Bóg?”. Pierwsze spotkanie dotyczyć ma dzieciństwa i młodzieńczych lat reżysera, drugie – wyobraźni religijnej w jego dziełach.

W organizację obu tych przedsięwzięć włączyli się studenci organizujących je placówek, pod kierunkiem Papieskiej Rady ds. Kultury i jej przewodniczącego kard. Gianfranco Ravasiego.

W rozmowie z Radiem Watykańskim ks. prof. Renato Bufera, wykładowca historii kina na Wydziale Nauk Komunikacyjnych Salesianum i jeden ze współtwórców projektu, przypomina, że wielki wpływ na wiarę przyszłego reżysera mieli w okresie dzieciństwa jego rodzice. Jak wyjaśnia salezjanin, matka Federica – Ida Barbiani – była gorliwą katoliczką, a ojciec kształtował jego podejście do „dialogu między religijnością na sposób kobiecy a bardziej sceptyczną, lewicową, socjalistyczną”. Zdaniem zakonnika, młody Fellini otrzymał dobrą formację chrześcijańską, łącznie z sakramentami, praktykował i „rozwijał wraz z przyjaciółmi poczucie Boga”.

Bufera przyznaje, że podejście do wiary u twórcy „Słodkiego życia” zmieniło się nieco wraz z jego wyjazdem z Rimini do Rzymu. W stolicy Fellini zaczął pracować jako dziennikarz, rysownik, scenarzysta i wreszcie jako reżyser, mając obok siebie wyjątkową osobę – także z religijnego punktu widzenia – swoją późniejszą żonę, Giuliettę Masinę, która wystąpiła w jego najważniejszych filmach.

Ciekawość wiary i potrzeba wierzenia – przekonuje teolog – w artyście wzrastały i doprowadziły go do „lepszego uzasadniania i poznawania Tajemnicy”. Zdaniem ks. Bufery przyczyniły się do tego lektura dzieł Junga i kontakty z Gustavo Rolem – znanym wówczas myślicielem i malarzem, odznaczającym się szczególną wrażliwością. – Wszystko to doprowadziło reżysera do publicznego wyznania: „Potrzebuję wierzyć” – podkreśla rozmówca papieskiej rozgłośni.

Odnosi się także do zastrzeżenia, iż Fellini w swych filmach często ukazywał religię w sposób ironiczny, ekstrawagancki, uważany przez wielu za pełen uprzedzeń (co ściągnęło na niego krytykę choćby na łamach watykańskiego „L’Osservatore Romano” w 1960 roku). Według teologa, oceniając filmy twórcy „Osiem i pół” należy pamiętać przede wszystkim o tym, że punktem wyjścia do nich były głębokie poszukiwania duchowe reżysera i że często podejmował on zagadnienia religijne i duchowe. Było to widoczne szczególnie w trzech dziełach, określanych mianem „trójcy łaski odkupienia”: „La strada”, „Niebieski ptak” i „Noce Cabirii”. – Poczucie Boga, Jego obecność, znaczenie przebaczenia i przemiany są w nich bardzo silne – wskazuje ks. prof. Bufera.

Zauważa, że podobnie jest ze „Słodkim życiem”, które wywołało „całe to zamieszanie w dzienniku watykańskim” i sprawiło, że wielu katolickich krytyków filmowych tamtych czasów (w całkowicie odmiennej rzeczywistości społecznej i kulturalnej) nie mogło go przyjąć. – Ale byli też tacy katolicy, łącznie z księżmi, którzy zrozumieli przesłanie filmu. Fellini pokazał życie na rozdrożu, między dążeniem do nicości a potrzebą czegoś głębszego w społeczeństwie burżuazyjnym i arystokratycznym Rzymu – zaznacza profesor Salesianum.

Zwraca też uwagę, że w późniejszych filmach reżyser zaczął być ironiczny wobec Kościoła i jego ludzi, co było widoczne zwłaszcza w „Trzech krokach w szaleństwo”, „Toby Dammit”, „Kuszeniu doktora Antoniego”, „Boccaccio ’70” oraz „Osiem i pół”. Ale pojawia się tam również, mimo owej ironii i dystansu, sporo sympatii i szacunku do Kościoła. A potem – zauważa duchowny – następuje powrót reżysera do sacrum, począwszy od „Ginger i Freda”, a kończąc na „Głosie księżyca”.

Kończąc swą wypowiedź dla Radia Watykańskiego, ks. Bufera wyraził przekonanie, że prawie 27 lat po śmierci Felliniego można powiedzieć, iż sprawy wiary i poszukiwań duchowych odgrywały w jego twórczości ważną rolę, że szukał on sensu życia, poczucia Boga „i prawdopodobnie go znalazł”.

Federico Fellini był jednym z najważniejszych twórców światowego kina. Nakręcił ponad 20 filmów, z których niemal wszystkie stały się znane i cenione. W 1960 roku zdobył Złotą Palmę w Cannes za „Słodkie życie”. W latach 1956-74 jego dzieła czterokrotnie zdobywały Oscary jako najlepsze filmy zagraniczne. W 1993 roku – na kilka miesięcy przed śmiercią – Fellini otrzymał tę nagrodę za całokształt twórczości.

KAI, DJ