Niedziela ma być inna niż dzień powszedni, ale nie może być radykalnie odmienna. Święto ma przecież wnikać w codzienność i ją przemieniać.

Tegoroczne warszawskie spotkanie z okazji Dnia Judaizmu w Kościele katolickim było dość słabo rozreklamowane i jeszcze na dodatek (słusznie) oprotestowane za brak kobiet w panelu – w sumie jednak okazało się, że uczestników było bardzo dużo, około 150 osób (nic dziwnego, że ciasto drożdżowe, hojnie serwowane przy takich okazjach po spotkaniu przez rektora kościoła środowisk twórczych, ks. Grzegorza Michalczyka, znikło niemal natychmiast). A i dyskusja okazała się arcyciekawa.

Hasłem tegorocznego Dnia Judaizmu są słowa „Pamiętaj o dniu szabatu, aby należycie go świętować” (Wj 20,8). Zgodnie z nimi sformułowano temat warszawskiej rozmowy: „Żydzi i chrześcijanie wobec święta”. O świętowaniu mówili: rabin Stas Wojciechowicz, Stanisław Krajewski, Jan Grosfeld i ks. Grzegorz Michalczyk, a prowadził rozmowę organizator wydarzenia, ks. Andrzej Tulej.

„Szabat to dzień, w którym technika ma nami nie rządzić. Dlatego nie używam wtedy telefonu, nawet gdyby dzwoniła królowa angielska”

Słuchałem tego panelu i myślałem o tym, jak bardzo żydowskie rozumienie szabatu może być przydatne chrześcijanom w refleksji nad przeżywaniem niedzieli. Nie jest to nic odkrywczego, lecz myśl obecna także w nauczaniu Kościoła – np. papież Jan Paweł II w liście „Dies Domini” o świętowaniu niedzieli cytował interpretację wybitnego myśliciela żydowskiego, Abrahama Joshuy Heschela, który uznawał szabat za swego rodzaju „architekturę sakralną” czasu. Przyznam też szczerze, że wypowiedzi panelistów traktowałem osobiście jako rachunek sumienia z mojego świętowania. Kilka wątków wydało mi się najważniejszych, więc je tu wynotowałem.

Modlitwa. Rabin Wojciechowicz podkreślał wyjątkowość szabatu jako dnia, w którym jest więcej czasu na modlitwę, czasu specjalnie przeznaczonego dla Boga. Nie przy okazji, nie w biegu (choć to też bardzo potrzebne), lecz specjalnie.

Odpoczynek. Prof. Krajewski, dzieląc się osobistym przykładem, pokazywał znaczenie szabatu jako czasu odpoczynku od codzienności. „Szabat to ten dzień, w którym technika ma nami nie rządzić” – mówił – a to oznacza w jego przypadku, że nie używa wtedy telefonu (nawet gdyby dzwoniła królowa angielska). „Dzięki temu wiem, co jest najważniejsze”.

Rytm życia. Ten sam mówca wskazał na fakt, że idea 7-dniowego cyklu liczenia czasu zdominowała cały świat, łącznie z krajami Azji, gdzie tradycja biblijna jest zakorzeniona bardzo słabo. A ks. Michalczyk dodał, że nie powiodły się przecież próby rewolucji francuskiej czy październikowej, które chciały liczyć czas w dekadach. Wciąż, jak mówił Krajewski, „szabat rządzi naszym czasem”.

Radość. Jan Grosfeld przypomniał, że święto ma być czasem radości. O tym niestety często się zapomina, a Kościół – choć każda niedziela przywołuje zmartwychwstanie – musi o tym przypominać, ustanawiając w Adwencie i Wielkim Poście specjalne niedziele radości: Gaudete i Laetare. Profesor UKSW podkreślał też, że dla chrześcijan niedziela nie jest prostym zastąpieniem szabatu, lecz uobecnieniem Paschy Mesjasza.  

Rezygnacja ze wspólnotowej modlitwy liturgicznej (nawet gdy ktoś trwa przy modlitwie indywidualnej) to jak powiedzenie innym: jesteście mi niepotrzebni w drodze do Boga

Przymierze. Ks. Grzegorz Michalczyk podkreślił rolę święta jako znaku przymierza. W tym kontekście ukazał odchodzenie katolików od Eucharystii jako zrywanie przymierza z Bogiem. Jest to również zrywanie relacji z siostrami i braćmi w wierze. Rezygnacja ze wspólnotowej modlitwy liturgicznej – nawet gdy ktoś trwa przy modlitwie indywidualnej – to jak powiedzenie innym: jesteście mi niepotrzebni w drodze do Boga. Taki indywidualizm, zdaniem duszpasterza środowisk twórczych, jest dziś realnym niebezpieczeństwem.

Wolność. W tym kontekście istotne znaczenie miała refleksja prof. Krajewskiego, dla którego istotną sprawą jest świadoma akceptacja ograniczeń dotyczących świętowania, nakładanych przez religię. Wtedy zakaz przychodzi do człowieka już nie tylko z zewnątrz (z kultury czy obyczaju), lecz jest osobistą decyzją, wyrazem wolności, budującym autentyczną wspólnotę.

Rodzina. W dyskusji Monika Krajewska zwróciła uwagę na rodzinny wymiar szabatu w tradycji żydowskiej. Inny głos z sali podkreślał, że w judaizmie liturgia szabatowa z synagogi przechodzi w liturgię domową. Ks. Michalczyk za analogiczne uznał katolickie wezwanie do przeżywania niedzieli jako celebracji Kościoła domowego.

Posłanie w codzienność. Jan Grosfeld gorąco polemizował z tezą, że niedziela to czas radykalnie odmienny od dnia powszedniego. Podkreślał, że przecież święto ma wnikać w codzienność i ją przemieniać. Przede wszystkim nie powinniśmy inaczej myśleć czy wartościować w dniu świątecznym, a inaczej na co dzień. Nie chodzi więc tylko o ładowanie duchowych akumulatorów, lecz o codzienne przełamywanie ostrego podziału na sacrum i profanum poprzez uświęcanie życia.

A psalmy śpiewała pięknie schola Cantus Laudabilis.

Warszawskie spotkanie było też okazją do złożenia życzeń Stanisławowi Krajewskiemu, który dwa dni wcześniej obchodził 70. rocznicę urodzin. Od niemal 40 lat jest on czołową postacią dla odrodzenia życia żydowskiego w Polsce i filarem dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w naszym kraju. Zgodnie z żydowskim zwyczajem, wszyscy życzyliśmy mu 120 lat w zdrowiu i radości.