Czy biskupi wystarczająco dbają o swoich kapłanów? Czy wiedzą, jakie oni mają problemy? Czy starają się im zaradzić? Czy otaczają opieką, także psychologiczną, tych, których dopada wypalenie?

Odejścia kapłanów to nie jest tylko problem medialny, ale jeden z tych, które rzeczywiście trapią polski Kościół. Tylko w jednej archidiecezji, tylko podczas wakacji odeszło pięciu kapłanów. W innej, w ciągu roku (nie tego), odeszło dziewiętnastu. To jest już proces i zjawisko, z którym trzeba się zmierzyć. I to zarówno na poziomie indywidualnym, jak i instytucjonalnym. Nie wystarczy powiedzieć, że za każdym odejściem stał kryzys (choć to prawda), że za mało się modlili (może i tak było, a może wcale nie), że problemem dla części ludzi stały się w ogóle wybory na całe życie (o czym często mówi papież Franciszek).

Trzeba zadawać sobie także pytania o to, czy biskupi wystarczająco dbają o swoich kapłanów? Czy wiedzą, jakie oni mają problemy? Czy starają się im zaradzić? Czy otaczają opieką, także psychologiczną, tych, których dopada wypalenie albo kryzys? Czy ktokolwiek troszczy się o to, by relacje między kapłanami – szczególnie w sytuacji zależności służbowej – były poprawne? I wreszcie jest to pytanie o wspólnotę, którą powinni tworzyć także kapłani diecezjalni.

Czy jako świeccy widzimy w księżach takich samych ludzi jak my, czasem zagubionych, czasem upadających?

Ale to także pytanie do nas świeckich, o to, czy wystarczająco modlimy się za kapłanów. Czy towarzyszymy im w ich kryzysach? Czy chcemy z nimi być, zapraszać ich do siebie, rozmawiać, wspierać, gościć? Czy widzimy w nich takich samych ludzi, czasem zagubionych, czasem upadających, a czasem prących do przodu, jak my, czy też uznajemy, że święcenia wyjęły ich z normalności i zwyczajności i uczyniły herosami?

I wreszcie jest pytanie o jakość formacji, o to, czy rzeczywiście formuje się kapłanów na walkę nie tylko ze światem, nie tylko z szatanem, ale przede wszystkim z samym sobą? Czy nie zapomina się o tym (ja też o tym zapominam), że chrześcijańskie życie duchowe to walka z własnymi namiętnościami, z własnym grzechem, i że walczyć mamy aż do krwi? Jeśli nie odkryjemy na nowo radykalizmu Ewangelii, jeśli nie zapragniemy walczyć aż do przelewu krwi o świętość, nie rozwiążemy żadnych problemów.

Tekst ukazał się dziś na Facebooku Autora. Tytuł i lead pochodzą od redakcji