Gdyby Jezus miałby dziś przyjść na świat, narodziłby się jako dziecko z zespołem Downa – uważa francuski pisarz Fabrice Hadjadj.

Fabrice Hadjadj – konwertyta, filozof i pisarz, w przeszłości członek nie istniejącej już Papieskiej Rady ds. Świeckich – przypomina, że Jezus jest dzieckiem ocalałym z zagłady. A zagłada, masowa i natychmiastowa eliminacja to – jak zaznacza – los, jaki spotyka dziś dzieci, u których lekarze odkryją obecność nadliczbowego chromosomu.

Hadjadj, prywatnie ojciec ośmiorga dzieci, doszedł do takich wniosków, odpowiadając na zaproszenie katolickiego tygodnika „Famille Chrétienne”, który w czasie adwentu zwrócił się do różnych pisarzy z pytaniem, gdzie dziś znajduje się uboga stajenka, w której Syn Boży przyszedłby na świat.

Nawiązując do swych żydowskich korzeni, filozof przypomina, że Biblia używa tego samego słowa na oznaczenie Arki Noego i koszyka, w którym ocalał mały Mojżesz w Nilu. Arka – tłumaczy – ratuje przed zagładą, tak jak uratowany został Jezus pośród rzezi niewiniątek.

Hadjadj odwołuje się do swej niedawnej wizyty we wspólnocie Arki w Lyonie i spotkania z osobami z zespołem Downa. Jego zdaniem, rozmowa z nimi przypomina doświadczenie Trzech Króli, którzy po spotkaniu z Jezusem musieli zmienić plany, pójść inną drogą. „Podopieczni Arki wyrywają nas ze schematów, z obranej już drogi. Ponadto na skutek swego upośledzenia bez względu na wiek zachowują w sobie dziecięcą prostotę. Jeśli weźmie się pod uwagę słowa Jezusa, że kto chce wejść do Królestwa Niebieskiego, musi się stać jak dziecko, to o nich można powiedzieć, że w dwójnasób są dziećmi” – zauważa pisarz.

Zdaniem Hadjadjego, obecność takich osób jest czymś bulwersującym dla ludzi naszych czasów, w których kuszą nas obietnice transhumanizmu i powszechnego utechnicznienia. W trwożnej pogoni za wydajnością – podkreśla filozof – tracimy jednak zwyczajną radość bycia. „Jezus z zespołem Downa nie pasowałby do tej logiki działania i wydajności. Byłby jednak świadectwem piękna bycia” – tłumaczy.