Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Dodałbym jednak, że tylko wtedy, gdy pomaga nam ono docenić to, co mamy, zmniejszyć życiowe wymagania.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7/2012 jako odpowiedź w ankiecie redakcji: „Na czym polega istota przyjemności? Czy przyjemność może uszlachetniać?”.

Przyjemność to bardzo proste odczucie – we mnie samym wywołuje ono wewnętrzne ciepło, które czasem wręcz emanuje na zewnątrz, na innych.

Najcudowniej czuję się przy mojej ukochanej, jej obecność jest czymś więcej niż przyjemnością – czyni mnie szczęśliwym. Choć kocham podróże, to jednak w jej obecności nawet wspólne wyjście do sklepu po bułki sprawia mi przyjemność.

Przyjemności dostarczają mi również sytuacje, w których czuję się potrzebny i użyteczny, wtedy naprawdę czuję, że jestem na swoim miejscu.

Chyba Anthony de Mello powiedział, że dawanie innym bez oczekiwania niczego w zamian to najprostszy sposób, żeby zostać obdarowanym.

Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Dodałbym jednak, że tylko wtedy, gdy pomaga nam ono docenić to, co mamy, zmniejszyć życiowe wymagania. Wtedy rzeczywiście przyjemność jest większą nagrodą – gdy na nic się nie nastawiamy i niczego nie oczekujemy, trudności nas nie rozczarowują, a dobre rzeczy stają się niespodzianką i darem.

A przyjemność czerpana ze szczęścia bliskiej osoby jest samonapędzającą się zębatką szczęścia. Nie ma to, jak być dla kogoś kolorową farbką i malować życie w ulubionych barwach. Tak, przyjemność i szczęście to motywacje największe z możliwych!