Nie ma „zapotrzebowania” na kapłaństwo, czy raczej na pewien styl realizowania posługi kapłańskiej: krzyczący, wykluczający, upolityczniony, oderwany od życia?

„A może teologię kapłaństwa należałoby zrewidować, bo w dotychczasowym sposobie spełniania zbawczej i społecznej roli księża nie wydają się potrzebni?” – pyta ks. Andrzej Draguła w tekście „Ksiądz do zbawienia (nie)koniecznie potrzebny”. Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Kluczowy jest styl

Najbardziej wyraźnym obliczem Kościoła instytucjonalnego są bez wątpienia duchowni i to, jakie reakcje społeczne budzą. Opisywany przez ks. Dragułę kazus dotyczy właśnie reakcji na duchownych młodych ludzi, o których emigracji z Kościoła powstają rozmaite diagnozy i którzy to zdają się mówić księżom: „wam już dziękujemy!”… Oczywiście nie w dowód wdzięczności i sympatii. Czy to jednak skłania do rewizji teologii kapłaństwa, podważa jej komunikatywność i sensowność?

Jako autor książki „Między potrzebą doznań a trwałością postaw”, dysponujący materiałem empirycznym z badań nad młodzieżą szkół średnich i uczelni wyższych w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, stawiam tezę, że nie tyle chodzi o rewizję teologii kapłaństwa, co raczej teologii duszpasterstwa, bo refleksja religijna badanej młodzieży nie wiedzie aż tak daleko. Wskazuje na to zestawienie dotyczące postrzegania zalet i wad duchownych oraz ocena ich kompetencji. Przydatnym byłoby w tym kontekście postawienie pytania: nie ma „zapotrzebowania” na kapłaństwo, czy raczej na pewien styl realizowania posługi kapłańskiej (który odbierany jest społecznie jako swoista norma): krzyczący, wykluczający, imperatywny, monotonny, upolityczniony, moralizatorski, pogardliwie pobłażliwy, arogancki, materialistyczny czy sprawiający wrażenie oderwania od życia? Tak posługa księży widziana jest w publikowanych przeze mnie badaniach.

Sam wielokrotnie podczas kolędy doświadczyłem, że wizyta duszpasterza, pomimo prób okazywania życzliwości, wywołuje złość, stres, zakłopotanie, bo oto przyszedł „inspektor”. Wyrazem tego są głosy: „A co to? Obecności ksiądz w tym roku nie sprawdza?” lub „no to cię ksiądz teraz z katechizmu przemagluje!” albo „tak dla jasności na początku – żeby mi tu ksiądz nie zaczynał trudnych tematów”. Cóż, pokolenia nad tym pracowały…

Po prostu człowiek

Z pewnością swoistemu „zsekularyzowaniu” uległa ocena roli księdza. W przeprowadzonych badaniach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej młodzież bardziej ceni kompetencje naturalne niż kwestie związane z duchowością. W wypowiedziach badanych młodych bardzo wysoko cenione są cechy osobowe duszpasterza, takie jak: uczciwość, przystępność, otwarcie na dialog, umiejętność słuchania, kultura osobista, szacunek do człowieka, kompetencja intelektualna oraz … poczucie humoru. Z cech religijnych istotne jest dla respondentów wykazywanie się przez kapłana powołaniem i nie traktowanie bycia księdzem jako pracy zarobkowej, głęboka wiara, modlitwa, staranność liturgiczna, ale też bardzo praktyczne pastoralnie kwestie – umiejętność głoszenia kazań i spowiadania, gdzie znów istotne znaczenie mają: empatia i umiejętność słuchania. Skądinąd kazania odbierane są jako przewidywalne, nudne, płytkie, sztampowe.

Już po pierwszym przeliczeniu i analizie wyników zrodziła się we mnie jako duszpasterzu refleksja bojowa – trzeba by ambonę odzyskać! Bo prowadząc szeroko zakrojone dyskusje pod tytułem „co tu jeszcze wymyślić?”, umyka dość podstawowe narzędzie, które bywa mocno zaniedbane. Podobnie jest z konfesjonałem. Zauważane przez respondentów wady księży są odwróceniem cech pozytywnych ze szczególnym uwzględnieniem materializmu i nadużyć seksualnych. Spora część badanych nie widzi w księdzu partnera do rozmowy o swoich problemach, ale też większość z nich nigdy nie podejmowała takiej próby, bo ksiądz wydaje się często być niedostępnym „kosmitą”, żyjącym świecie swoich spraw religijnych. Zresztą, o czym z nim rozmawiać, skoro on całe życie chciał być księdzem, od dziecka bawił się różańcem i siedział pod kloszem…

Wielu księży uczących w szkołach mówi, że czasem pewną okazją do „odczarowania” stereotypów i do różnego rodzaju rozmów jest szkolny korytarz podczas przerwy.

Autorytet tylko indywidualny

W badaniach socjologicznych od dłuższego czasu wyraźnie widać, że autorytet instytucjonalny nie odgrywa już istotnego znaczenia, natomiast liczyć się może jedynie autorytet indywidualnie i wiarygodnie budowany. W najnowszych realizowanych przeze mnie badaniach ponad 50 proc. respondentów opowiedziało się za stwierdzeniem: „nie ufam większości duchownych, choć zdarzają się przypadki księży godnych zaufania”. Potwierdzeniem tego jest wypowiedź jednego z badanych, który stwierdził wprost, że nie lubi kleru, Kościół na poziomie instytucjonalnym jest według niego pedofilski, do tego uwikłany w finanse, ale ksiądz X, którego zna, jest w porządku.

Młodzi badani, z poziomu różnych deklaracji wiary religijnej wskazywali też na swój ideał księdza. Oto przykłady:

„Musi być otwarty na różne propozycje, na młodzież i nastawić się pozytywnie. Dla osób dorosłych musi być inaczej, tak na poważniej, i dla młodzieży musi być trochę luźniej”.

„Taki, żeby miał otwarty łeb. Bo tępy nie może być księdzem. Ksiądz musi mieć jakąś wiedzę, żeby mi coś przekazać”.

W wypowiedziach badanej młodzieży bardzo wysoko cenione są cechy osobowe duszpasterza, takie jak: uczciwość, przystępność, otwarcie na dialog, umiejętność słuchania, kultura osobista, poczucie humoru

„Musi być pokorny. Musi mieć świadomość, że na mszy zastępuje Jezusa, ale Nim nie jest. Ma być drogowskazem, że wskazuje na Jezusa, a nie zamknąć drogę i «patrzcie na mnie»”.

„Żeby był komunikatywny, żeby ktoś jak ma jakiś problem może pójść po pomoc. I musi mieć dużo energii. Nie może być tak, że przychodzi ksiądz i jak się patrzy na jego twarz to się wszystkiego odechciewa”.

Oczywiście trzeba też uwzględnić, że często wśród respondentów dominują osoby, które mają okazjonalny kontakt z Kościołem i ulegają stereotypom. Ale co ciekawe, ponad 40 proc. badanych deklaruje, że niemoralne życie księdza miałoby wpływ na ich wiarę.

Do czego potrzebny mi ksiądz

Proces odzyskiwania zaufania społecznego zawsze jest bardzo powolny i wymaga wiarygodności, co – przyznajmy – w ostatnim czasie dla Kościoła w Polsce jest bardzo trudne. Pierwszy pozostaje odbiór osoby duchownego, czy duchownych, a później dopiero znaczenie ma jego lub ich zbawcza i społeczna rola. Trudno silić się na jakieś pomysły rozwiązujące wszystkie omawiane problemy.

W dynamice zmian dzisiejszego świata nic nie jest do niczego bezwzględnie potrzebne, nawet ksiądz w dojściu do zbawienia (o ile respondenta to zbawienie jeszcze interesuje). Poza tym, do tego dochodzi pragmatyka życia, która sprawia, że dziś chyba częściej niż kiedykolwiek wybrzmiewa pytanie: do czego mi to potrzebne? Skoro ma być ksiądz – to do czego w moim życiu on mi jest potrzebny? I z czym?

To kluczowe pytania do samych duchownych, a odpowiedzi na nie trzeba przełożyć na język faktycznie bliski odbiorcom. Bliżej jest mi do refleksji nad teologią duszpasterstwa i wizerunkiem samego księdza niż rewizji teologii kapłaństwa. Co więcej, z przywoływanych fragmentów wniosków z badań wyprowadzić można konkluzję, że adekwatnym dziś pytaniem staje się nie tyle, czy jest zapotrzebowanie na księdza, ale na jakiego księdza. Jeśli ma to być bowiem model budzący niechęć i dystans, to w świetle wypowiedzi respondentów takiego zapotrzebowania nie ma. Swoją drogą, ciekawe jak na pytania o stosunek do Kościoła oraz obraz duchowieństwa, które postawione zostały respondentom, odpowiedzieliby sami duchowni.