Krytyka mówiąca, że zaangażowani w strajk to „dzieci pierdoły”, jest słabo osadzona w faktach. Podczas gdy w Europie zwiększa się popularność ruchów ksenofobicznych, to właśnie młodzież proponuje alternatywę. Kolejny strajk już 29 listopada.

O Młodzieżowym Strajku Klimatycznym jest głośno już od jakiegoś czasu. W dziennikarskich bańkach z jednej strony możemy znaleźć jego krytykę („zindoktrynowana młodzież” – pisze „Najwyższy Czas”), z drugiej – pochwałę (OKO.press, „Krytyka Polityczna”).

Jedno jest jednak pewne – strajk klimatyczny to pierwsza w ostatnich latach inicjatywa, która jednoczy młodzież na tak dużą skalę. Mimo wyraźnie inteligenckich korzeni, przełamuje podziały polityczne i społeczne, dając młodym okazję do zaangażowania się – w pewnym sensie spełnia zatem marzenia polskich środowisk lewicowych i liberalnych.

Ze szkoły na ulicę

Wszystko zaczęło się od drobnego przykładu obywatelskiego nieposłuszeństwa – zrezygnowania z pójścia do szkoły na rozpoczęcie roku przez nastoletnią Gretę Thunberg, która zamiast tego udała się pod szwedzki parlament – Riksdag. W ten sposób zainspirowała protesty na całym świecie, znane jako „Fridays For Future”. Thunberg została jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w Europie. Dla wielu kontrowersyjna, przełamała jednak stereotyp „biernej” i „nieuświadomionej” młodzieży.

Na akcję nastolatki zareagowano także w Polsce. 15 marca br. wielu młodych wyszło na ulice. I to nie tylko tych „większych” miast, jak Warszawa, Kraków czy Poznań, lecz także w Ełku, Świdnicy czy Zielonej Górze.

Zależy nam, żeby ludzie zrozumieli, że walka o klimat powinna dotyczyć nas wszystkich. W naszym ruchu są zarówno liberałowie, jak i osoby głęboko wierzące – zaznacza Karolina Gdańska

– Na przełomie jesieni i zimy 2018 – mówi mi Karolina Gdańska z MSK – kiedy głośne stały się akcje Grety, wielu z nas zaczęło myśleć o wprowadzeniu czegoś takiego także u nas, w Polsce. W Warszawie zaczęło się to tak, że Agata Tutak z WLH napisała na swojej facebookowej grupie klasowej, czy ktoś może nie chciałby „czegoś” zrobić o klimacie. Zebrała tam trochę ludzi, podobne inicjatywy zaczęły rodzić się podobne pomysły. W grudniu zrobiliśmy już większe spotkanie, na które przyszło kilkadziesiąt osób zapraszanych raczej drogą koleżeńską. Można powiedzieć, że to właśnie wtedy wszystko się zaczęło, mimo że nawet nie wyobrażaliśmy sobie jeszcze, że akcja będzie miała zasięg ogólnopolski. Teraz już naszym priorytetem jest współpraca i dobra komunikacja między różnymi ośrodkami.

W Warszawie ruch można było zauważyć początkowo tylko poprzez mniejsze akcje szkolne, pisanie kredą, rozdawanie ulotek. Sam pomysł zrodził się wśród uczniów szkół znanych z „humanistycznego zacięcia”, takich jak Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia, Bednarskiej, Czackiego czy Witkacego. – Podczas akcji czy samych protestów zwykle brak jest odezwy ze strony uczniów techników czy szkół zawodowych – przyznaje anonimowo jedna z działaczek ruchu, zaznaczając, że jego inicjatorzy próbują przełamywać podziały klasowo-społeczne i zapraszać do współpracy szkoły o „niehumanistycznym” profilu i z mniejszych miast.

Od marca strajki były już cztery, co miesiąc, z przerwą na wakacje. I wiadomo, jak to strajki, niektórych do siebie przekonywały, innych wręcz przeciwnie.

Apolityczni czy „lewaccy”?

Jednym z najczęstszych zarzutów wobec MSK jest jego domniemane upolitycznienie, jako że wszystkie postulaty wspierane są jedynie przez ugrupowania opozycyjne (PiS popiera tylko część, Konfederacja nawet z nimi nie rozmawia). Zaangażowanych w strajk oskarżano już o bycie „płatną bojówką Biedronia” czy „pedalskim elgiebete”.

– W tym wszystkim najbardziej mnie dziwi – mówi Karola Gdańska – że ruchy ekologiczne przypisuje się jedynie do lewicy. Warto pamiętać, że troska o środowisko łączy się też z wartościami chrześcijańskimi (a nawet z nich wyrasta). Ja sama jestem ateistką, ale nasz ruch nie składa się jedynie z osób reprezentujących takie wartości… Zależy nam, żeby ludzie zrozumieli, że walka o klimat powinna dotyczyć nas wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych. W naszym ruchu są zarówno liberałowie, jak i osoby głęboko wierzące, bardzo zależy nam w tym wszystkim na dialogu. Sporo zawdzięczamy choćby Światowemu Ruchowi Katolików na rzecz Środowiska.

46 proc. młodych uczestników pierwszego protestu po raz pierwszy brała udział w jakiejkolwiek manifestacji

Julka Mazurkiewicz dodaje: – Dla nas obojętne są czyjeś poglądy. Dlatego też pilnujemy, by nie przypisano nas do żadnej partii politycznej, nie chcemy być łączeni z żadną z nich. Jesteśmy ruchem apolitycznym i różnorodnym, niczego nie chcemy nikomu narzucać – zaznacza.

Wypowiedzi przedstawicielek Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zdają się także potwierdzać badania IFiS PAN sprzed kilku miesięcy, dotyczące politycznych zapatrywań uczestników strajków. „W skali od 0 do 10, gdzie 0 to »lewica«, a 10 »prawica«, średnia wskazań wyniosła 5, natomiast mediana – 4. Dwie trzecie demonstrantów nie identyfikuje się z żadną partią polityczną” – czytamy w nich.

Szansa w młodych

Globalne ocieplenie to już fakt, trudno się z tym kłócić – debaty raczej toczą się wokół pytań „kto zawinił” lub „co zrobić teraz”. Pojawiają się często radykalne projekty przeciwdziałania, tak samo zresztą, jak kiedyś na feudalizm próbowano proponować leseferyzm, a na „dziki kapitalizm” początków XIX wieku komunizm. Możemy tylko liczyć, że w końcu pojawi się jakaś synteza, którą uda się wprowadzić w mniejszym czy większym stopniu w życie. To jednak przede wszystkim decyzja polityków, na których mogą wywierać nacisk obywatele.

Pod tym względem MSK jest bardzo ciekawe. 46 proc. młodych uczestników pierwszego protestu po raz pierwszy brała udział w jakiejkolwiek manifestacji (podają to wspomniane już badania IFiS PAN). Organizatorzy to też najczęściej osoby początkujące w kwestiach aktywizmu społecznego, które do jakiegokolwiek działania popchnęła dopiero postać Grety. Udało im się ponadto przełamać widmo warszawocentryzmu, bo ostatni, wrześniowy strajk, odbył się w ponad 55 miastach w całej Polsce. Krytyka, że zaangażowani w strajk to „dzieci pierdoły”, jest, jak widać, słabo osadzona w faktach.

Podczas gdy w Europie zwiększa się popularność ruchów ksenofobicznych, nieraz sympatyzujących ze skrajną prawicą (lub ją tworzących), to właśnie młodzież proponuje alternatywę, której podstawą miałyby być dialog i pluralizm. Oczywiście, można narzekać, że nie udaje im się przebić liberalno-lewicowej bańki, że część ich wypowiedzi może brzmieć niejasno i zbyt ogólnikowo. Nie wszystko jest idealne, to prawda. Spójrzmy jednak raczej na to, co tworzy się właśnie na naszych oczach, czyli rzeczywiste ugrupowanie młodych, które stawia na otwartość. To symbol pozytywnych przemian, jakie mogą zachodzić w moim pokoleniu, przełamując przy okazji stereotyp młodego korwinisty.