Słyszymy dziś, że w miejsce terroru komunistycznego przychodzi dyktatura homoseksualizmu. Niebezpieczne zło, które wstępuje do uwolnionej przestrzeni po ideologii komunistycznej, to raczej populizm, nacjonalizm i ksenofobia – mówił ks. Tomáš Halík, odbierając Medal Świętego Jerzego.

Ks. prof. Tomáš Halík odebrał w sobotę w Krakowie, wraz z prof. Barbarą Engelking, Medal Świętego Jerzego. „Tygodnik Powszechny” opublikował dziś przemowę (tłumaczoną przez o. Tomasza Dostatniego), którą laureat wygłosił z tej okazji.

Nawiązując do poprzednich laureatów nagrody, którzy walczyli ze złem, czeski filozof i teolog zauważył, że „historia zła, niestety, nie zakończyła się przed trzydziestu laty upadkiem komunizmu. Największym złem nie jest to, które do nas przychodzi z zewnątrz, prawdziwym złem jest to, które sami czynimy, z którym współpracujemy, któremu ustępujemy, przed którym milczymy”.

„Usłyszeliśmy, że w miejsce terroru komunistycznego przychodzi dyktatura homoseksualizmu, który jest zarazą naszych czasów. Obawiam się, że takie twierdzenie porównuje nieporównywalne. Niebezpieczne zło, które wstępuje do uwolnionej przestrzeni po ideologii komunistycznej, to raczej populizm, nacjonalizm i ksenofobia. To jest prawdziwa zabójcza zaraza nie tylko postkomunistycznego świata, to jest prawdziwe zagrożenie dla wolności i demokracji, to jest poważne zagrożenie dla wielkiego projektu Zjednoczonej Europy, Europy od Atlantyku aż do Uralu” – mówił.

Ks. Halík zwrócił uwagę, że jako chrześcijanie „musimy w poważny sposób stawiać sobie pytanie, czy przeciwko temu smokowi – złu walczymy z dostateczną odwagą i mądrością. W naszym katolickim dziedzictwie jest coś takiego, co właśnie temu niebezpiecznemu złu dodaje pożywienia, siły i energii. Coś, co populistom i nacjonalistom pozwala nadużywać chrześcijańskich symboli i retoryki. Coś, co i pasterzy Kościoła oślepia na tyle, że zamiast prorockiej odwagi protestu przeciw demagogom, raczej dają się zwabić do współpracy z nimi, chociaż przez to ryzykują utratę moralnego autorytetu Kościoła i w sposób oczywisty młodą generację wyrzucają z Kościoła czy od Kościoła odpychają”.

Przyznał, że kiedy widział na warszawskich ulicach tłumy wykrzykujące antysemickie hasła i zarazem śpiewające: „My chcemy Boga”, musiał sobie postawić pytanie, jakiego boga ci ludzie chcą. „Bez wątpienia nie był to Bóg, którego Jezus z Nazaretu nazywał swym Ojcem” – zauważył.

Jak podkreślił czeski myśliciel, „katolicyzm bez chrześcijaństwa” dodaje energii populistom i nacjonalistom. „Katolicyzm jako system autorytarnego, zdrętwiałego myślenia i postępowania. W którym nie ma żadnej przestrzeni dla wolności Ewangelii. Dla Jezusowej miłości miłosiernej i solidarności z ludźmi żyjącymi na marginesie. Ten katolicyzm jest zupełną odwrotnością prawdziwej katolickości, wspaniałomyślnej, prawdziwie ekumenicznej otwartości i gościnności” – tłumaczył.

Jego zdaniem, „dzisiejsza sytuacja Kościoła katolickiego uderzająco przypomina stan tuż przed wielką schizmą zachodnią. W naszych czasach wiarygodnością Kościoła zachwiała fala odkrywająca seksualne nadużycia, a także psychologiczne i duchowe manipulacje ze strony kleru. Ukazało się zło w wielkim wymiarze, o którym nikt nie miał dostatecznego wyobrażenia. Wydaje mi się, że przypadki nadużycia zaczynają odgrywać taką samą rolę, jaką odegrał skandal handlu odpustami w średniowieczu”.

Przestrzegał, by tak potrzebnej dziś wewnątrzkościelnych reform nie ograniczać tylko do zmian struktur. Mogą one bowiem – jak wyjaśniał – „przynieść dobre owoce tylko wtedy, kiedy będą to owoce głębokiej duchowej reformy, ważnej troski o duchowe rozeznawanie, kontemplatywne odczytywanie znaków czasu”.

„W czasie niebezpiecznej infekcji, choroby populizmu i nacjonalizmu, które są fałszywą odpowiedzią na strach płynący ze skomplikowanego i nieoczywistego świata dzisiejszego, Kościół ma być – cytując papieża Franciszka – «szpitalem polowym»” – zaznaczył ks. Halík.

DJ