Moim marzeniem jest wystąpienie w Telewizji Trwam czy Radiu Maryja, powiedzenie widzom czy słuchaczom, że jesteśmy dla nich, a mówienie przez skrzywdzonych o doświadczonej w dzieciństwie traumie Kościołowi tylko pomaga – mówi Jakub Kiersnowski o inicjatywie „Zranieni w Kościele”.

Wywiad z Jakubem Kiersnowskim, prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, ukazał się 13 listopada na portalu holistic.news. Rozmowa Jarosława Kociszewskiego dotyczy inicjatywy „Zranieni w Kościele” – telefonu wsparcia dla ofiar przemocy seksualnej w Kościele, utworzonego w marcu przez warszawski KIK, Laboratorium „Więzi” i Fundację Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu.

Kiersnowski przyznaje, że początkowo inicjatorzy telefonu myśleli, że dyżurować może przy nim ktoś, kto po prostu jest empatyczny. „Zrozumieliśmy jednak, że empatia to za mało. Obecnie przy telefonie dyżurują psychoterapeutki, profesjonalistki z dużym doświadczeniem w prowadzeniu tak delikatnych i ważnych rozmów” – mówi. „To są naprawdę trudne sprawy. Z jednej strony trzeba udzielić właściwej pomocy osobie potrzebującej, używać właściwego języka, umieć słuchać. Ponadto są to tak obciążające tematy, że sama empatia szybko mogłaby się wyczerpać, a człowiek zostałby przytłoczony tragedią, o której słyszy” – tłumaczy.

Zaznacza, że wszyscy zaangażowani pracują za darmo, poświęcają swój prywatny czas. „Darowizny przekazane na konto KIK i pieniądze zebrane na portalu zrzutka.pl wydajemy m.in. na druk plakatów, ulotek i zatrudnienie, po siedmiu miesiącach, koordynatora na pół etatu. Kolejne wsparcie, które otrzymujemy od wspaniałych ludzi, będziemy przeznaczać na dalszą profesjonalizację naszej pracy i rozwój funkcjonowania telefonu” – zapowiada.

Szef warszawskiego KIK-u podkreśla, że „Zranieni w Kościele” nie mają żadnego związku z Kościołem jako instytucją, oprócz tego, że jego inicjatorzy poinformowali biskupów o tej inicjatywie. „Niektórzy jej pobłogosławili i ją wsparli, podziękowali za nią, inni przyjęli do wiadomości” – mówi.

„Muszę bardzo wyraźnie powiedzieć, że ta inicjatywa nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek. Ona jest dla kogoś. To bardzo ważne i nie chcemy włączać tutaj naszych prywatnych opinii na temat sytuacji w Kościele. Wiemy, że w Kościele jest mnóstwo ludzi, którzy chcą w nim zostać, ale myślą, że mówienie o ich krzywdzie szkodzi Kościołowi, uważają, że są winni temu, co ich spotkało, i do tych ludzi przede wszystkim chcemy dotrzeć” – zaznacza Kiersnowski. „Moim marzeniem jest wystąpienie w Telewizji Trwam czy Radiu Maryja, powiedzenie widzom czy słuchaczom, że jesteśmy dla nich, a mówienie przez skrzywdzonych o doświadczonej w dzieciństwie traumie Kościołowi tylko pomaga” – dodaje.

Tłumaczy: „Także wejście na ścieżkę prawną na pewno nie jest uderzeniem w Kościół. Uważam, że jest nawet pomocą dla Kościoła, bo nie może być zgody, żeby takie rzeczy działy się w instytucji, a w zasadzie we wspólnocie Kościoła, który ma za zadanie budować człowieka, wskazywać mu drogę miłości, miłosierdzia, uczyć wartości. Skoro się jednak zdarzyły, trzeba stanąć w prawdzie, twardo o nich powiedzieć i nauczyć się działać”.

„Czy podejmując tę inicjatywę, nie wyręczacie Kościoła?” – pyta Kociszewski. „Mierzyliśmy się z takimi zarzutami, bo coś takiego powinien był zrobić episkopat” – przyznaje Kiersnowski i zauważa: „Sami biskupi to nie jest Kościół. On mógłby istnieć bez tych biskupów, a bez nas, bez wiernych, Kościoła nie ma. To się wydarzyło we wspólnocie, a niektórzy ludzie świeccy też uczestniczyli w zmowie milczenia. Dlatego my, świeccy, poczuliśmy bardzo mocną odpowiedzialność za sytuację, w której nasi bracia i siostry w wierze, wychowani w tej samej wspólnocie, zostali tak skrzywdzeni. Nie możemy tylko patrzeć i krytykować biskupów za to, że nie potrafią czy nie chcą czegoś zrobić, tylko sami musimy podjąć działania”.

Zwraca też uwagę, że często dzwoniący „nie są w stanie powiedzieć o tym, co ich spotkało, delegatowi, czyli księdzu, bratu w kapłaństwie człowieka, który ich krzywdził”, mogą natomiast zaufać świeckim, którzy są poza strukturą hierarchiczną.

Szef warszawskiego KIK-u zapowiada, że Inicjatywa „Zranieni w Kościele” zawsze pozostanie inicjatywą świeckich. „Chcielibyśmy, żeby księża i biskupi przyjęli nas z przekonaniem, że świeccy też mogą być w tę sprawę zaangażowani. Myślę, że najbardziej brakuje nam zaufania, że my, jako świeccy, działamy dla dobra Kościoła. Podstawową dla nas jest dobro osób skrzywdzonych. To, czy te osoby po tym czego doświadczyły zostaną w Kościele, czy nie, to ich prywatna sprawa. Niezależnie od ich decyzji należy się im od nas czas, uwaga, towarzyszenie i możliwie profesjonalna pomoc” – dodaje.

DJ