Spoglądając na Jerozolimę trudno uniknąć myśli smutnej – to nagromadzenie miejsc świętych, pamiątek najdroższych dla trzech religii, sprowadziło na Jerozolimę tyle tragedii, nieszczęść i zbrodni, że trudno je wymienić.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8/2000.

Izrael interesował mnie właściwie od dzieciństwa, nie tylko ze względu na Ewangelię, ale również z powodów jak najbardziej współczesnych. Gdy miałem 12 lat, zwróciła moją uwagę antyżydowska i antyizraelska propaganda. W roku 1967, po wojnie sześciodniowej, agresywne antyizraelskie teksty „leciały” z radia, a w postaci karykatur docierały nawet do pism satyrycznych, które czytałem. Potem nadszedł rok 1968 wraz z nową falą podobnej propagandy. Przeciwnie do zamierzeń inicjatorów, wywoływała ona we mnie, a także w moim otoczeniu raczej życzliwość i sympatię, zgodnie z regułą, że trzeba sympatyzować z tymi, których „oni” zwalczają. Wiele razy słyszałem zdanie wyrażane z satysfakcją, że „nasi” Żydzi pobili „ruskich” Arabów.

Minęły lata. Nabyta we wczesnej młodości sympatia okazała się trwała, choć o Izraelu wiedziałem niewiele. Trudno było o poważne książki, bo do 1989 r. Izrael traktowano w PRL, jak i w całym bloku sowieckim, z wrogością, co miało odpowiednie skutki w polityce wydawniczej. A przecież historyk najnowszych dziejów Polski nie może przejść obojętnie obok historii stosunków polsko-żydowskich, różnych nurtów ideowych społeczności żydowskiej, w tym syjonizmu, wreszcie powstania państwa Izrael i dalszych komplikacji, jakie to wywołało także w Polsce, o czym właśnie przekonać się mogłem jako 12-letni chłopak.

Przecięcia

Wyjeżdżając do Izraela pragnąłem obejrzeć, dotknąć i chłonąć nastrój miejsc świętych, ale w nie mniejszym stopniu poznać Izrael współczesny, zobaczyć miejsca i pamiątki jego najnowszej historii. W kraju tym w różnych miejscach, by nie powiedzieć, że na każdym kroku, przecinają się różne płaszczyzny tradycji i współczesności, tuż obok siebie sąsiadują religie i kultury, które zbudowały znany nam świat: mozaizm, chrześcijaństwo oraz islam. Wspinając się na Wzgórze Świątynne w Jerozolimie, mijając Ścianę Płaczu, oraz spoglądając na złotą kopułę meczetu, z którego Mahomet miał być wzięty do nieba, można łatwiej zrozumieć, dlaczego to miasto jest tak ważne dla wyznawców obu religii. A przecież niżej, choć nieopodal, stoi ogromna Bazylika Grobu, osłaniająca swą potężną bryłą miejsca najświętsze dla każdego chrześcijanina. Spoglądając na Jerozolimę trudno uniknąć myśli smutnej – to nagromadzenie miejsc świętych, pamiątek najdroższych dla trzech religii, sprowadziło na Jerozolimę tyle tragedii, nieszczęść i zbrodni, że trudno je wymienić.

Jerozolima – stolica starożytnych, biblijnych Żydów, została w 70 r. zdobyta przez Rzymian, którzy zburzyli świątynię – centrum i najświętsze miejsce wiary mojżeszowej. W 65 lat później, po żydowskim powstaniu, miasto zostało zniszczone, jego mieszkańcy wymordowani, wygnani lub sprzedani jako niewolnicy. Rzymianie starali się „oczyścić” Palestynę z Żydów, dając tym samym początek żydowskiej diaspory. Przez prawie 2000 lat ku Jerozolimie kierowały się myśli rozrzuconych po wielu krajach Żydów jako ku ziemi obiecanej, odległej i niedostępnej. Do Palestyny powracali nieliczni, a jednym z takich miejsc było miasteczko Safed, gdzie w XVI-XVII w. rozwinął się ośrodek mistyki żydowskiej promieniujący nawet na odległe skupiska żydowskie w Europie. Był to jednak jeden z wyjątków potwierdzających regułę nikłej żydowskiej obecności w Palestynie skolonizowanej przez Arabów i rządzonej przez Turków.

Idea powrotu Żydów do Palestyny była skutkiem załamania się rozbudzonych przez Oświecenie nadziei na równouprawnienie i obywatelską asymilację Żydów w społeczeństwach europejskich. Nadzieję taką żywili zwłaszcza ci Żydzi, którym nie wystarczała religia mojżeszowa jako regulator całego życia, którzy przekraczali bramy sztetli z nadzieją włączenia się w bogate i różnorodne życie europejskich społeczeństw. Tu jednak napotykali liczne bariery i uprzedzenia, w pewnych krajach słabsze, w innych silniejsze. Na zachodzie Europy, zwłaszcza w Anglii, Francji, w Niemczech i Austro-Węgrzech, gdzie bariery i ograniczenia były słabsze, wchodzili w życie zachodnich społeczeństw, stając się często po prostu Francuzami bądź Niemcami wyznania mojżeszowego. Na wschodzie, w Rosji, zepchnięci do strefy osiedlenia pokrywającej się z granicami dawnej Rzeczypospolitej, nękani mnóstwem specjalnych praw i ograniczeń, napotykali na wielkie trudności w asymilacji i stali wobec alternatywy: trwać w niezmiennej od setek lat tradycji, lub podjąć bunt przeciw represyjnemu państwu. Idee oświecenia, emancypacji, asymilacji zderzały się tu bowiem z twardą rzeczywistością przeciwnego im prawa, a także niechęcią biednych i równie tradycyjnych społeczeństw.

Antysemityzm i syjonizm

Koniec XIX wieku przyniósł zaskakującą erupcję antysemityzmu, i to zarówno na Wschodzie, jak na Zachodzie. Najpierw, po zabójstwie cara Aleksandra II w 1881 r. przez Rosję przetoczyła się fala pogromów, a rząd wydał kolejne prawa antyżydowskie. Z Rosji ruszyła duża fala emigracyjna, kierująca się do Ameryki, kraju obywatelskiej równości. W 1894 r. rozpoczęła się we Francji sprawa sądowa kapitana Dreyfusa, która ujawniła istnienie w tym kraju, mającym od stu lat opinię ojczyzny Oświecenia, silnych pokładów antysemityzmu. W rok później burmistrzem Wiednia, jednego z ważniejszych ośrodków skupienia asymilujących się Żydów, został jawny antysemita Karl Lueger.

Pod wpływem tych wydarzeń Teodor Herzl, wiedeński dziennikarz i dotychczas zwolennik państwowej asymilacji Żydów, napisał broszurę „Der Judenstaat”, w której rzucił ideę stworzenia żydowskiej siedziby narodowej. Myśl Herzla dała początek ruchowi syjonistycznemu, który zaczął się szybko rozwijać zarówno na zachodzie, jak na wschodzie Europy. Herzl okazał się nie tylko ideologiem ruchu, ale też jego wybitnym organizatorem. Zdołał dotrzeć do wielu wpływowych ludzi w Europie, w tym do władców europejskich mocarstw, ale przede wszystkim pozyskał wielu wybitnych działaczy z żydowskiej diaspory. Gdy zmarł w 1904 r. zapoczątkowany przez niego ruch okazał się na tyle silny, że mógł trwać i odnosić sukcesy.

Herzl rozważając myśl o przyszłej żydowskiej siedzibie początkowo brał pod uwagę różne warianty, nawet uzyskanie zgody na żydowską kolonizację w Ugandzie, znajdującej się pod władzą Brytyjczyków. Idea powrotu do Palestyny skrystalizowała się w młodszym pokoleniu, którego najbardziej znanymi przedstawicielami byli Chaim Weizmann i David Ben Gurion. Obaj urodzeni w prowincjonalnych miastach zaboru rosyjskiego w młodzieńczym wieku opuścili państwo carów. Pierwszy doszedł do pozycji profesora chemii na uniwersytecie w Manchester i był wybitnym ambasadorem sprawy syjonistycznej w zachodnim establishmencie. Drugi już w 1906 r. wszedł na drogę praktycznego syjonizmu, emigrując do Palestyny. Jego koncepcje stworzenia postępowego i świeckiego społeczeństwa o socjalistycznym wręcz charakterze odegrały zasadniczą rolę, kładąc fundament pod charakter przyszłego państwa.

Komunizm, popularny wśród części Żydów próbujących odrzucić krępujące więzy tradycji, przyniósł im w konsekwencji dramatyczne nieszczęścia

Aktywność tych ludzi oraz ich współpracowników zaczęła przynosić rezultaty niezwykłe. Jeszcze przed pierwszą wojną światową przybyło do Palestyny kilkadziesiąt tysięcy imigrantów, głównie z Rosji. Na przedmieściach Jaffy założyli oni miasto Tel Awiw, tworzyli także inne żydowskie skupiska w Palestynie. W 1917 r. udało się doprowadzić do wydania przez rząd brytyjski – sprawujący mandat nad Palestyną – deklaracji o ustanowieniu w niej „narodowej siedziby dla ludu żydowskiego”.

Z różnych krajów Europy, w tym z Polski, przybywały do Palestyny grupy Żydów, by tworzyć struktury nowej społeczności. Były one radykalnym zaprzeczeniem dotychczasowej tradycyjnej społeczności żydowskiej. Odrzucono mentalność i strukturę sztetli, język jidisz, zwyczajowe ubiory i typowe zajęcia. Żydowskie osady w Palestynie były świeckie, religijne zachowania i przepisy miały zdecydowanie wtórne znaczenie (a nieraz były wprost odrzucane), dominowały stroje europejskie. Głównym zajęciem osadników była uprawa roli, czego europejscy Żydzi na ogół się nie imali. Dbano o szkolenie wojskowe, co także było raczej obce Żydom żyjącym w Europie.

Dopełnienie przewrotu obyczajowego i kulturowego stanowiło odrzucenie języka jidisz, którym większość Żydów europejskich posługiwała się od średniowiecza, na rzecz hebrajskiego, świętego języka ksiąg, teraz przystosowanego do potrzeb życia codziennego. Niezwykłą formą życia wielu żydowskich osadników były kibuce, jakby spełnienie marzeń utopijnych socjalistów o stworzeniu niewielkich kolektywnych społeczności rządzących się wedle zasad równości, wolności, solidarności, podziału pracy. Kibuce były widocznym świadectwem roli, jaką w powstawaniu Izraela odegrały idee socjalistyczne. Położone w otoczeniu arabskich wsi kibuce były jednak również formą zapewnienia bezpieczeństwa osadników. Pod koniec okresu międzywojennego w Palestynie żyło już ponad pół miliona Żydów.

Utopie

Utworzenie siedziby narodowej w Palestynie było tą z żydowskich „utopii” owego czasu, która miała szansę się spełnić. Inne popularne wśród emancypujących się Żydów „utopie” przynosiły gorzkie rozczarowania. Jedną z takich „utopii”, która miała rozwiązać żydowskie problemy był komunizm, obiecujący społeczeństwo bez barier klasowych i narodowościowych. Popularny wśród części Żydów próbujących odrzucić krępujące więzy tradycji, przyniósł im w konsekwencji dramatyczne nieszczęścia. Prawica wielu krajów europejskich wykorzystała zbitkę pojęciową „żydokomuny”, aby przy jej pomocy atakować nie tylko autentycznych sympatyków komunizmu, ale wszystkich Żydów. Kiedy również w samej bolszewickiej Rosji przystąpiono do tępienia żydowskich odrębności klęska owej „utopii” była pełna.

Utopijna w znacznym stopniu okazała się również droga asymilacji Żydów w nowoczesnych społeczeństwach krajów demokratycznych. Przynosiła ona dobre rezultaty w państwach o ugruntowanych systemach demokratycznych oraz tam, gdzie Żydzi tworzyli nikły procent społeczeństwa. W krajach środkowo-wschodniej Europy, także w Polsce, asymilacja była drogą dostępną dla nielicznych, a i tak budziła coraz silniejsze odruchy wrogości. Katastrofą idei asymilacyjnej był zwłaszcza rozwój ruchu nazistowskiego w Niemczech, gdzie – jak się wydawało – asymilatorzy odnosili największe sukcesy, zasilając bogatą reprezentacją różne dziedziny niemieckiej kultury.

Syjonizm wraz ze swoją wizją budowy żydowskiej siedziby narodowej w Palestynie okazał się jednak drogą trudną i ryzykowną. Pierwotne marzenia o zgodnym współżyciu z Arabami okazały się mirażem i już w okresie międzywojennym doszło do licznych konfliktów, polała się krew. W relacje żydowsko-arabskie wkroczyła wielka polityka. Poczucie zagrożenia szerzącym się w Europie antysemityzmem skłaniało przywódców syjonistycznych do wzmożenia ruchu imigracyjnego nawet kosztem coraz ostrzejszego konfliktu z Arabami. Z kolei Brytyjczycy obawiali się zaostrzenia stosunków z Arabami oraz pchnięcia ich w ramiona III Rzeszy i jej sojuszników (w jerozolimskim meczecie Al Aksa można oglądać kolumny, które zostały sprezentowane przez Benito Mussoliniego).

Zbrojne konfrontacje

Przez Europę musiał przejść dopiero kataklizm drugiej wojny światowej i straszliwej zbrodni Holokaustu, by mocarstwa oswoiły się z myślą o powstaniu rzeczywistej siedziby narodu żydowskiego w Palestynie. Także jednak w tym wypadku krzyżowały się różne interesy i nadzieje, których splot powodował, że powstanie w 1948 r. Izraela było przychylnie przyjęte zarówno przez Stany Zjednoczone, jak Związek Sowiecki, pozostające już wtedy w zimnowojennej wrogości. Decydującą rolę odegrali jednak sami Żydzi, zmuszając brutalnymi akcjami Brytyjczyków do wycofania się z Palestyny, a także przyjmując wojenną konfrontację z Arabami. W jej rezultacie planowane kondominium żydowsko-arabskie przybrało kształt Palestyny podzielonej na część arabską i żydowską, w której proklamowano powstanie niepodległego państwa Izrael.

Utrwalenie izraelskiej państwowości nie było sprawą łatwą także w następnych latach. Państwa arabskie traktowały Izrael jako intruza, okupanta ich ziem, narzędzie światowego imperializmu, słowem, wroga, który powinien być zniszczony. Problemy zaostrzało istnienie ponad pół miliona uchodźców z ziem, na których proklamowano Izrael (rzadziej wspomina się o ponad pół milionie Żydów, którzy przenieśli się z różnych krajów arabskich do Izraela). Palestyńczycy, przebywający w głównie w sąsiedniej Jordanii i Libanie, stanowili przez dziesięciolecia najbardziej bojową, radykalnie antyizraelską siłę arabską. Wobec niemożności rozwiązania konfliktu między Izraelem i państwami arabskimi oraz Palestyńczykami, fundamentalną racją stanu stawało się dla Izraela utrzymanie maksymalnej sprawności bojowej oraz mocnych więzów ze Stanami Zjednoczonymi. To jednak z kolei prowokowało Moskwę do szukania aliansu z państwami arabskimi, by – wykorzystując ich wrogość do Izraela i jego sojuszników – rozszerzać własne wpływy na Bliskim Wschodzie. Tak oto tworzyła się logika sytuacji międzynarodowej, której skutków doświadczyliśmy w Polsce w 1967-68 roku. Wojna ta, sprowokowana przez Egipt, a wsparta przez Syrię i Jordanię, zakończyła się po 6 dniach absolutnym zwycięstwem Izraela i okupacją Synaju, zachodniego brzegu Jordanu oraz leżących na pograniczu z Syrią Wzgórz Golan. Tym samym Izraelczycy uzyskali możliwość obrony swych granic zwiększyli bezpieczeństwo centrum państwa. Po jedenastu latach od wojny sześciodniowej Izrael wycofał się z Synaju za cenę trwałego pokoju z Egiptem. Zachodni Brzeg Jordanu oraz Wzgórza Golan po 33 latach sprawowania tu administracji izraelskiej w coraz większym stopniu stają się integralną częścią państwa.

Państwo zmilitaryzowane

To spojrzenie na dzieje współczesnego Izraela ułatwia obserwowanie i zrozumienie tego, czym jest Izrael dzisiejszy i dlaczego pewne zjawiska mogą się przybyszowi wydawać nieco dziwne. Zacznijmy od szczególnego mauzoleum, jakim jest Góra Herzla w Jerozolimie. Na szczycie znajduje się grobowiec Teodora Herzla, gdzie w 1949 złożono jego sprowadzone z Wiednia prochy. Poniżej, w licznych alejach pochowani są znani działacze syjonistyczni, politycy izraelscy oraz szeregowi nawet żołnierze, którzy polegli w licznych wojnach i starciach zbrojnych. Jest to więc odpowiednik alei zasłużonych na naszych cmentarzach, ale też mauzoleum państwowe.

Zaskakujący może być fakt dominowania Góry Herzla nad położonym niżej Yad Vashem, miejscem pamięci o Holokauście, gdzie obok poświęconego zagładzie mauzoleum rozciąga się gaj oliwny z drzewkami upamiętniającymi tych, którzy nieśli pomoc skazanym na śmierć Żydom. Wzajemne położenie tych miejsc wiele mówi o charakterze państwa izraelskiego. W pierwszych zwłaszcza powojennych dziesięcioleciach wyżej stawiano wartość czynu państwowego i zasług dla powstania Izraela, niż pamięć o straszliwej zbrodni hitleryzmu. Obywatel Izraela powinien o zbrodni Holokaustu pamiętać, ale podstawą jego wychowania winna być idea państwowa i gotowość służby dla ojczyzny. Podtrzymanie odpowiedniego poziomu takiej gotowości było niezbędne w społeczeństwie permanentnie zagrożonym wojną lub terroryzmem.

W Europie wschodniej asymilacja była drogą dostępną dla nielicznych, a i tak budziła coraz silniejsze odruchy wrogości

Gdy podróżuje się przez Izrael można zauważyć charakterystyczną różnicę między osiedlami i miasteczkami żydowskimi i arabskimi. Te pierwsze położone są na wzgórzach, zbudowane w sposób zwarty przypominają niewielkie twierdze. Te drugie swobodnie rozpościerają się na zboczach wzgórz lub w dolinach. Przyczyna różnicy jest oczywista – osiedla żydowskie są tak zaprojektowane, by w razie wojny były trudne do zdobycia i dały szansę doczekania odsieczy. Spacerując po miastach Izraela często mijamy młodzież z karabinami przewieszonymi przez ramię. Nie są to tylko żołnierze, gdyż nie wszyscy mają przepisowe mundury, a niektórzy są wręcz w cywilnych ubraniach.

Izrael jest bowiem państwem zmilitaryzowanym. Służba wojskowa obowiązuje każdego Żyda, także kobiety. Utrzymanie maksymalnej sprawności bojowej jest najwyższą wartością, także dziś, gdy Izraelowi nie grozi bezpośrednia inwazja sąsiadów. Nigdy bowiem nie można wykluczyć, że czas pokoju się skończy i nadejdzie czas konfrontacji. Zagrożenie ze strony terrorystów jest natomiast stale obecne. Na ulicach Jerozolimy zwracają uwagę ogromne żelazne kule, przypominające morskie miny. Są to – jak się okazuje – specjalne naczynia, do których należy wrzucać podejrzane, porzucone przedmioty, które mogą się okazać materiałami wybuchowymi. Przygotowanie do obrony można było nawet zauważyć w hotelach, które odwiedziliśmy. Posiadały one rozległe pomieszczenia podziemne, tam też znajdowały się przestronne sale jadalne. Trudno powiedzieć, ile w miastach Izraela jest schronów, można jednak przyjąć z pewnością, że bardzo wiele.

Problem arabsko-palestyński

Czy konfrontacja arabsko-izraelska jest nieunikniona? Obserwacja codzienności, choć oczywiście bardzo pobieżna – jak to bywa w czasie kilkudniowych wizyt – pozwala wierzyć, że nie. Arabowie są w miastach Izraela widoczni, skupiają się w osobnych dzielnicach, gdzie szyldy sklepów, restauracji i różnorodnych firm pisane są wyłącznie po arabsku (względnie także po angielsku). Trudno dostrzec oznaki złego traktowania ludności arabskiej, choć ich dzielnice są znacznie uboższe, zaniedbane, różnią się wyraźnie pod względem poziomu i higieny. Tę różnicę łatwo dostrzec także w Jerozolimie, gdy przejeżdża się z zachodniej części miasta, należącej od 1948 do Izraela i zamieszkałej przez Żydów do części wschodniej, przyłączonej w 1967 roku. Mimo różnic cywilizacyjnych życie arabskich ulic toczy się swoim trybem, nie widać oznak politycznych napięć. Nic nie jest jednak pewne i stabilne raz na zawsze.

Problem arabsko-palestyński jest istotną kwestią zajmującą uwagę izraelskich polityków. Różnice w podejściu to tego problemu wyznaczają jedną z głównych linii politycznych podziałów i emocji. Trzeba w tym miejscu wspomnieć Icchaka Rabina, jednego z twórców zwycięstw Izraela w wojnach z państwami arabskimi, który w 1993 r. podpisał porozumienie o ustanowieniu autonomii palestyńskiej z długoletnim śmiertelnym wrogiem Izraela Jaserem Arafatem. Był to krok odważny i ryzykowny, ale otwierający szansę zbudowania pokojowych stosunków dwu narodów stłoczonych na tym niewielkim przecież terytorium. Za tę odwagę Rabin zapłacił życiem, zamordowany przez żydowskiego fanatyka.

Dziś grób Rabina na Górze Herzla pokryty jest licznymi kamieniami – żydowskimi symbolami solidarności i życzliwej pamięci. Świadczą one o poparciu dla idei Rabina ze strony wielu Izraelczyków, pragnących doczekać czasu, gdy będą mogli żyć w pewności trwałego pokoju. Czy idea ta ziści się, zależy od wielu czynników, również od postępu materialnego dzielnic arabskich. Powstawanie licznych nowych domów i nowoczesnych sklepów w Betlejem, położonym na terenie Autonomii, świadczy, że jest to perspektywa realna. Realna, ale bynajmniej nie pewna, gdyż liczebność społeczności arabskiej i jej socjologia są tego rodzaju, iż bieda także w przyszłości będzie zapewne losem bardzo wielu. Zagrożeniem są również skrajne idee islamskiego fundamentalizmu, największego wroga stabilizacji na Bliskim Wschodzie. Fundamentaliści mogą atakować od wewnątrz lub tworzyć zagrożenie z zewnątrz. Zamknięta na kłódkę brama w poprzek szosy na granicy z Libanem oraz wysadzone w powietrze budynki graniczne przypominały nam o niepewności pokoju i potrzebie utrzymywania gotowości bojowej.

Z kolei przemierzając Wzgórza Golan mogliśmy się przekonać o ich zasadniczym znaczeniu strategicznym. Ze wzgórz można bowiem obserwować, a także w razie konfliktu ostrzeliwać, ogromne obszary północnego Izraela. Można więc łatwo zrozumieć nieustępliwość Izraela, który nie zamierza oddać Wzgórz Syrii bez uzyskania w zamian przekonywujących gwarancji bezpieczeństwa. Niezależnie od braku gotowości udzielenia takich gwarancji ze strony zmarłego właśnie dyktatora Syrii Assada, można wątpić, czy jakiekolwiek gwarancje mogą być dość wiarygodne. Toteż, obserwując znaczenie Wzgórz dla bezpieczeństwa państwa oraz zagospodarowanie tej ziemi przez Izraelczyków, trudno spodziewać się zmiany statusu tej ziemi.

Oazy

Przemierzając Izrael widzieliśmy, jak wielką pracę włożono w zagospodarowanie tej ziemi, jak wiele kosztowało to wysiłku i pieniędzy. Choćby plantacje palm daktylowych nad zasolonymi brzegami Morza Martwego, przypominające oazy na pustyni. Albo liczne gospodarstwa rolne w głębi kraju. Rozwój izraelskiego rolnictwa jest jednym z ważnych osiągnięć tego kraju, który kulturę rolną budować musiał właściwie od podstaw i to w szczególnie trudnych warunkach klimatycznych. Większość bowiem kraju jest bardzo słabo nawodniona, ogromne połacie zajmują pustynie i nieużytki. Aby coś wyrosło, trzeba ziemię systematycznie nawadniać, toteż widzimy przemierzające pola (a także trawniki w miastach) węże, z których stale sączy się woda.

Izraelskie rolnictwo zaczęło się od kibuców, które też były – jak wspomniałem – pierwszymi ośrodkami izraelskiego społeczeństwa. Dane nam było zwiedzić jeden z nich, sławny dzięki splotowi z polską historią. Kibuc imienia Bojowników Gett powstał w 1949 r., założony przez imigrantów z Polski i Litwy, w tym znanych bohaterów warszawskiego getta – Icchaka Cukiermana i Cywię Lubetkin. Prócz zwykłych funkcji gospodarczych, w kibucu powstał już w 1949 r. ośrodek dokumentacji zagłady i walki Żydów w czasie okupacji hitlerowskiej, gdzie gromadzono dokumenty, zdjęcia, pamiętniki oraz urządzano ekspozycje, które służyły utrwaleniu pamięci o losie Żydów europejskich w latach wojny i okupacji. Zgromadzone tu pamiątki tworzą duże i poruszające muzeum.

Kibuc jest jednak przede wszystkim społecznością liczącą obecnie 500 mieszkańców i pokaźnym zakładem produkcyjnym. Na 400 hektarach uprawia się tu zboża, warzywa i owoce, hoduje tysiąc krów oraz milion kurczaków, a także prowadzi stawy rybne. Jednym z produkowanych artykułów są wegetariańskie potrawy sojowe, przypominających w smaku mięso. Kibuc, mimo upływu lat, nadal kierowany jest wedle zasad przyjętych przed laty, najzupełniej sprzecznych z zasadami liberalnej gospodarki. Mimo tego, jak podkreślają jego kierownicy, daje ogromną i opłacalną produkcję. W kibucu nadal decydująca władza należy do powszechnego zebrania członków, a kolektyw nakłada konkretne obowiązki na poszczególnych jego mieszkańców. Ta odległa od naszych zwyczajów forma życia, przyciąga jednak pewnych ludzi, spełnia istotne potrzeby i oczekiwania. Do kibucu, by poddać się panującym tu zwyczajom i regułom, przyjeżdżają ludzie nawet z odległych krajów (także z Polski), nie koniecznie Żydzi. Kibuc, w którym mogliśmy się porozumieć po polsku, był tym miejscem na szlaku naszej wędrówki, który może najsilniej przypominał o pochodzeniu wielu Izraelczyków znad Wisły.

Stosunki pełne goryczy

Dawniej polska obecność w Izraelu była może bardziej odczuwana, ale stosunek mówiących po polsku imigrantów do naszego kraju był pełen goryczy. Wyjeżdżali z Polski przed wojną pod wrażeniem wzbierającego antysemityzmu, albo zaraz po wojnie pod przygniatającym ciężarem Zagłady, ale także pogromu kieleckiego. Wszystko to powodowało, że obraz Polski i Polaków był zdominowany przez tragizm doświadczeń, gorycz i uprzedzenia.

Te uczucia drastycznie powiększyła jeszcze antyżydowska kampania w PRL w 1967-68 r., jedyna tego rodzaju akcja antyżydowska w powojennej Europie. Dziś, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, stosunki polsko-izraelskie kształtują się pozytywnie, ale też dla współczesnych pokoleń Izraelczyków Polska jest krajem odległym i mało znanym. Może jednak stwarza to szansę budowania stosunków jakby od nowa, bez wielkich sentymentów i fascynacji, z zachowaniem pamięci o przeszłości, ale też z perspektywą normalnych relacji między krajami odległymi geograficznie, tym niemniej ważnymi dla siebie.

***

Spoglądając z okien samolotu na oddalającą się równą linię brzegu Izraela życzyłem temu krajowi i jego mieszkańcom pokoju i stabilizacji. Szalom.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8/2000.