Liczba kandydatów do kapłaństwa w Polsce spada. Do polskich seminariów wstąpiło w tym roku 498 osób, o 122 mniej niż w roku ubiegłym.

Seminaria diecezjalne przyjęły 324 mężczyzn (o 91 mniej niż przed rokiem), a seminaria zakonne – 174 (o 31 mniej), informuje sekretarz Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych w Polsce ks. Piotr Kot.

W sumie – na wszystkich latach kształcenia – bieżący rok akademicki rozpoczęło 2853 alumnów. To oznacza około 60-procentowy spadek powołań do kapłaństwa w ciągu dwóch dekad.

– Jedną z przyczyn tego spadku jest niewątpliwie czynnik demograficzny – uważa ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych. Ocenia też, że zmniejszająca się liczba kandydatów do kapłaństwa jest konsekwencją osłabienia wiary wśród samej młodzieży, a także zwątpienia i dystansu wobec Kościoła.

Ks. Wójtowicz przypomina, że w 1999 roku w polskich seminariach formowało się blisko 6,8 tys. kandydatów do kapłaństwa. Większość z nich urodziła się w drugiej połowie lat 70., gdy w Polsce rodziło się rocznie około 660–690 tys. dzieci.

– Spoglądając jednak na statystykę urodzin w drugiej połowie lat 90., gdy na świat przyszła większość dzisiejszych seminarzystów, zauważamy, że w kraju rodziło się wtedy 420-380 tysięcy dzieci rocznie. Gdy idzie o potencjalnych kandydatów do formacji, wkraczamy więc właśnie w lata najgłębszego dołka demograficznego – zaznacza duchowny. – Choćby z tego tytułu może być niestety jeszcze trudniej – dodaje.

Jednocześnie rektor seminarium w Koszalinie nie wyklucza także innych przyczyn spadku powołań: – Wydaje się, że jest on także prostą konsekwencją osłabienia wiary wśród samej młodzieży. Inny aspekt dotyczy kontekstów społecznych, w których ta młodzież funkcjonuje. Coraz częściej młody człowiek rozważający możliwość wstąpienia na drogę powołania spotyka się z formami negacji ze strony tych, od których miałby prawo oczekiwać wsparcia – wskazuje ks. Wójtowicz.

Zdaniem duchownego nie bez znaczenia pozostaje również obraz Kościoła, który dociera do młodych: – O ile słuszna krytyka nadużyć, grzechów czy braku wiarygodności może wspomóc procesy oczyszczenia, a nawet wzmocnić motywacyjnie kandydatów marzących o pięknym Kościele, o tyle natarczywe i celowe eksponowanie tylko złych stron zasiewa pośród rozeznających powołanie zwątpienie oraz dystans. Z trudem bowiem poświęca się życie dla idei czy wartości, które w przestrzeni publicznej stają się przedmiotem ciągłej krytyki czy niekiedy wręcz złośliwej ironii – ocenia ks. Wójtowicz. – Gdy Bóg wzywa, a wciąż bez wątpienia to czyni, niełatwo w takim kontekście rodzi się pozytywna odpowiedź – dodaje.

KAI, JH