Rzeczy zniewalające to czysty zabobon. Gdyby rzeczy miały moc, ludzie wychodziliby nawróceni z każdego kościoła, a nie wychodzą.

Wiem, że narażę się całej opcji egzorcystycznej, ale trzeba o tym napisać po raz kolejny. Nie dyskutuję z wiedzą egzorcystów, a już zwłaszcza z tą powziętą od demonów, którym wierzyć nie należy z definicji.

Dzwonił do mnie dziennikarz. Nie miałem czasu rozmawiać, więc tylko zasygnalizował problem. Chodziło o to, że w jakiejś polskiej miejscowości postawiono figurę przedstawiającą jakąś postać z tradycyjnych wierzeń danego regionu. I że – jakiś teolog tak twierdzi – ta figura działa sama z siebie, działa oczywiście źle na społeczność, zniewala.

Rzeczy zniewalające to czysty zabobon. Bez względu na to, czy zniewalają pozytywnie czy negatywnie. Gdyby rzeczy miały moc, ludzie wracaliby nawróceni z każdego kościoła, każdej przestrzeni naznaczonej krzyżem, w tym z wystawy religijnej sztuki średniowiecznej. A nie wychodzą nawróceni. Nawet z sejmu, gdzie wisi krzyż, nawróceni nie wychodzą (swoją drogą, szkoda). A opętani wychodzilibyśmy z każdej wystawy sztuki Orientu czy Czarnej Afryki.

Przy każdym poświęceniu rzeczy mówi się o wierze człowieka, a nie o mocy rzeczy. I nie przekonuje mnie teza, że diabeł jest przebieglejszy niż Pan Bóg, który uznaje wolność człowieka, a szatan może nad wolą panować poprzez rzecz. Prawdziwym opętaniem jest nienawiść i niemiłość, bo one uderzają wprost w naturę Boga.

Nie znaczy to wszakże, że rzeczy „nie działają”. Owszem, one sobą mówią. Tworzą symboliczne uniwersum. Właśnie dlatego mamy takie czy inne dekoracje na ścianach. Ale to od nas zależy, czy damy im wiarę.