Opierając się tylko na europejskich realiach, nie zrozumiemy dramatu ludzi, którzy przez dwa lata pozbawieni są sakramentów – mówi misjonarz o. Kasper Kaproń.

KAI: Czy, patrząc z perspektywy boliwijskiej, rozpoczynający się Synod dla Amazonii jest wydarzeniem, z którym mieszkańcy Ameryki Łacińskiej rzeczywiście wiążą duże nadzieje i oczekiwania?

Kasper Kaproń OFM: Odwołam się do konkretnego przykładu sprzed dwóch tygodni, kiedy mieliśmy spotkanie zarządu naszej prowincji franciszkańskiej. Odbywało się ono na terenie boliwijskiej Amazonii, w Trinidad. Podczas tego spotkania rozmawialiśmy m.in. z miejscowym biskupem Julio Marią Eliasem, także franciszkaninem, który pracuje na tych terenach jako biskup już od 32 lat. Poinformowaliśmy go, że z powodu braków personalnych jesteśmy zmuszeni zamknąć kilka placówek na terenie tego wikariatu.

Odpowiedział nam bardzo konkretnie: teraz nadzieja jedynie w Synodzie. Dlaczego? Ponieważ wikariat jest obszarem o powierzchni ponad. 150 tys. km kw., czyli mniej więcej połowy Polski. Na tym terenie, podzielonym na 30 parafii i obejmującym 250 tys. wiernych, biskup ma do pomocy sześciu rdzennych księży diecezjalnych, oraz 6 nas, zakonników, w tym dwóch powyżej 80 i dwóch powyżej 90 lat. Tylko Synod może przynieść odpowiedź na pytanie, jak podjąć to i wiele podobnych wyzwań duszpasterskich wobec braku księży. Jedyną nadzieją jest szukanie nowych dróg personalnych.

Nas brakuje, miejscowych księży diecezjalnych brakuje, a i oni nie zawsze potrafią stanąć na wysokości zadań, choć to oddzielny temat, którego przyczyny sięgają poprzednich dziesięcioleci. Wówczas często zdarzało się, że do seminariów przyjmowano i wyświęcano ludzi, którzy nie potrafili sprostać kapłańskim obowiązkom na tym terenie.

Tak więc nadzieje są ogromne, ale nikt z biskupów obecnych w Rzymie nie ma gotowych rozwiązań. Synod to czekanie na głos Ducha Świętego, wspólne szukanie nowych dróg.

A jakie nadzieje wiążą z czasem Synodu „zwykli mieszkańcy” terenów amazońskich? Czy troski księży i biskupów są też ich zmartwieniami?

– Tak, świeccy podzielają tę troskę. I tu znów przywołam przykład, tym razem z miejscowości Urubichá, na terenie Amazonii, gdzie pracowałem. To indiańska parafia licząca 5 tys. mieszkańców. W momencie, kiedy musiałem opuścić ten region z przyczyn zdrowotnych, po wypadku samochodowym, zaistniało niebezpieczeństwo, że ci Indianie zostaną bez księdza. I wówczas powiedzieli nam z wyrzutem: wyście nas ochrzcili, doprowadziliście nas do wiary, a teraz chcecie nas zostawić?

Katolicy boją się, że jeśli nas, księży katolickich, zabraknie, na nasze miejsce wejdą inne Kościoły, a przede wszystkim sekty, którym jest o wiele łatwiej pozyskiwać ludzi. Chociażby dlatego, że pastorów i przywódców sekt jest wiele więcej. A ta miejscowa ludność naprawdę szuka odniesienia do Boga.

W Boliwii uważamy, że wyświęcanie żonatych mężczyzn byłoby dalszą klerykalizacją Kościoła

Duże nadzieje ludności związane z Synodem wiążą się także z tym, że ci „zwykli” mieszkańcy byli zaangażowani w roczne przygotowanie tego wydarzenia. Dokument roboczy trafił do wszystkich wspólnot lokalnych, które nad nim pracowały, następnie „wyżej” do parafii, potem na poziom diecezji, a następnie na poziom konferencji episkopatu. Na każdym etapie nad tym dokumentem pracowało wiele osób. Na podstawie tych dokumentów roboczych, nadesłanych przez episkopaty, Stolica Apostolska przygotowała Instrumentum Laboris, które ponownie trafiło do miejscowej ludności Amazonii. Mieszkańcy dzielili się sugestiami ze swoimi biskupami, a ci zawieźli je teraz na aulę synodalną. Dlatego ten Synod to nie tylko głos księży i biskupów, ale całej społeczności wierzących.

Wśród zagadnień, o których będą rozmawiali Ojcowie Synodalni, media wymieniają najczęściej kwestie viri probati i ochrony środowiska. Z Ojca doświadczenia, jakie jeszcze konkretne wyzwania stoją przed Kościołem na tych terenach?

– One są wymienione na początku Instrumentum Laboris: to wezwanie do potrójnego nawrócenia: eklezjalnego, ekologicznego i synodalnego, a ja bym jeszcze dodał nawrócenie teologiczne.

Nawrócenie eklezjalne to powrót do źródeł ewangelicznych i szukanie nowych dróg. Pięknie ujął to kard. Czerny, kiedy był u nas w Boliwii na spotkaniu roboczym. Mówił, że Synod będzie owocny, jeśli każdy z uczestników przeżyje swoje nawrócenie i pod wpływem głosów, które usłyszy z sali, powie: przyjechałem myśląc w pewien sposób, ale teraz widzę sprawę w inny, szerszy. Na tym właśnie polega szukanie nowych dróg. Kard. Czerny wspominał też, że Synod nie jest parlamentem, że nie chodzi tam o większość głosów, ale o szukanie odpowiedzi pod impulsem Ducha Świętego. Dlatego też metodologia obrad jest taka, że po każdych czterech wystąpieniach jest pięć minut ciszy, by wsłuchać się w głos Ducha Świętego.

To nowość, wprowadzona przez papieża Franciszka przy okazji Synodu o Młodzieży.

– Tak, i ta forma będzie kontynuowana. A zatem kwestia viri probati to tylko jedna z opcji szukania nowych dróg, z resztą bardzo rozdmuchana przez media. W Boliwii spojrzenie jest inne: mówimy, że viri probati byłoby dalszą klerykalizacją Kościoła, poprzez włączenie do grupy kleru kolejnych osób. My myślimy bardziej o szukaniu nowych form posługi ministerialnej w Kościele. To szeroki temat i myślę, że ten głos zostanie usłyszany na auli synodalnej.

A czym ma być nawrócenie ekologiczne?

– To zmiana systemów społecznych i ekologia integralna, bo nie chodzi tylko o ochronę zwierząt i przyrody, ale szerzej: życia i szeregu powiązań występujących w świecie. Bo zagrożenia ekologiczne występujące obecnie w Amazonii to efekt konsumpcyjnego stylu życia bogatej Północy. To są złożone procesy. Przykładowo: jeśli na terenie Amazonii powstaje kopalnia złóż, mieszkańcy są zmuszeni opuścić swoje ziemie i najczęściej osiedlają się na przedmieściach miast, zasilając slumsy. Są bezrobotni, bezradni. Tak rodzi się przestępczość, prostytucja, aborcje – to wszystko jest powiązane. Z kolei na terenach kopalnianych rodzi się nowa subkultura mężczyzn wywiezionych do pracy ze swoich środowisk. I znowu pojawia się ryzyko pijaństwa, prostytucji, wyzysku nieletnich… To system naczyń połączonych, którego nie widać z perspektywy konsumpcyjnej Północy, która „przejada” więcej niż potrzebuje.

Niszczenie środowiska jest zatem niszczeniem świata i kultury rdzennych mieszkańców Amazonii. Dlatego te tematy pojawiają się w Instrumentum Laboris, a wraz z nimi: pytanie o to, jak zapewnić opiekę duszpasterską tym wewnętrznym migrantom.

Jesteśmy dziedzicami bogatej kultury chrześcijańskiej ukształtowanej w Europie. Ale te formy przekazu tu, gdzie mentalność jest zupełnie inna, kompletnie się nie sprawdzają

Natomiast nawrócenie synodalne dotyczy otwarcia oczu i uszu na potrzeby innych, oderwania się od jakichkolwiek ideologii. Potrzeba słuchania głosów „oddolnych” – zwykłych mieszkańców, w myśl teologii latynoamerykańskiej: widzieć, osądzać, działać. Najpierw trzeba dostrzec rzeczywistość, następnie ocenić ją w perspektywie Słowa Bożego, a wreszcie podjąć konkretne działania. Synod będzie czasem wsłuchiwania się. Być może także podejmowania pierwszych działań, przede wszystkim jednak uświadamiania sobie wspólnie wyzwań, jakie stoją przed światem.

A co Ojciec ma na myśli, mówiąc o nawróceniu teologicznym?

– Chodzi o szukanie nowych form przekazywania treści teologicznych. My jesteśmy dziedzicami bogatej kultury chrześcijańskiej ukształtowanej w Europie. Ale te formy przekazu tu, gdzie mentalność jest zupełnie inna, kompletnie się nie sprawdzają. Dlatego trzeba szukać nowych form głoszenia niezmiennej nauki Chrystusa, przy użyciu języka odpowiedniego dla tych społeczności. To się wiąże z odrzuceniem stereotypów i może być ubogaceniem także dla Europy, która staje przed wyzwaniem Nowej Ewangelizacji: głoszenia Ewangelii pokoleniom ponowoczesnym, które rodzą się często w środowiskach wtórnie oderwanych od chrześcijaństwa.

Wspomina Ojciec o potrzebie wyzbycia się stereotypów. Co powinniśmy wiedzieć o Amazonii i jej mieszkańcach, żeby być w stanie lepiej ich zrozumieć?

– Jak mówi stare powiedzenie: syty nie zrozumie głodnego. Europa jest syta. Kościół w Polsce jest syty m.in. pod względem liczby duchownych, którzy podejmują wszystkie możliwe funkcje. Jak już mówiłem, w Ameryce Łacińskiej duchownych brakuje, ale za to świeccy są bardzo zaangażowani i czują się oni bardziej zaangażowani.

W Polsce musimy zdać sobie jeszcze lepiej sprawę z wyzwania misyjnego, jakie przed nami stoi. Misji natomiast nie można podjąć bez pokory, bo misjonarz, który nie jest pokorny, nie będzie umiał słuchać tych, do których jest posłany.

Ja sam, gdy odwiedzam wioskę po dwuletniej nieobecności, spotykam wiernych, którzy gromadzą się i z głodem duchowym proszą mnie o Eucharystię, bo są świadomi jej siły i tego, że wokół niej tworzy się Kościół. A ja? Przyjeżdżam, mam dla nich pół dnia, ewentualnie dzień i w tym czasie nie jestem w stanie nawet ich wyspowiadać. Opierając się tylko na europejskich realiach, nie zrozumiemy dramatu ludzi, którzy przez dwa lata pozbawieni są sakramentów.

Kościół w Boliwii nie jest ani konserwatywny, ani progresywny

Poza tym myślę, że aby zrozumieć świat amazoński, powinniśmy czytać encyklikę „Laudato Si”, która jest dokumentem o tematyce społecznej. Tak samo, jak powiedział Benedykt XVI w encyklice „Deus Caritas est”, przypomina nam ona, że każde nasze działanie jest zawsze czynnością moralną. Nawet kupienie rzeczy, której nie potrzebuję, wiąże się z całym łańcuchem zależności i powiązań, wskutek których np. szwaczka w Bangladeszu zmuszona jest do pracy za 30 centów tygodniowo albo Indianin musi wyemigrować ze swoich rdzennych terenów.

W Cochabambie, gdzie obecnie mieszkam, mamy wielu migrantów, a jesteśmy 700 km od Amazonii. Jadę do nich dziś popołudniu. To rodziny wykorzenione, zmagające się z wielkimi dramatami: rodzice pracują dorywczo na targach i budowach, a dzieci pozbawione są opieki. Ci rodzice proszą nas o pomoc, o nauczenie dzieci katechizmu, a nam coraz trudniej jest zapewnić im dostateczną opiekę duszpasterską i choćby ciepły posiłek. Nasza fundacja opiekuje się obecnie ok. 50 dzieci. Potrzeby są dziesięciokrotnie większe. Głód Boga i brak podstawowych ułatwień, jak choćby bieżąca woda – to ich realia.

Czy w takim razie w rozpoczynającym się Synodzie nie powinni wziąć udział przede wszystkim przedstawiciele Zachodu, który jest współodpowiedzialny za sytuację w Amazonii – choćby przez zaniedbania i brak poczucia odpowiedzialności?

– Mam nadzieję, że ten Synod będzie momentem przełomowym w Kościele. Choć biorą w nim udział tylko przedstawiciele pewnej części Kościoła, jednak ma on wymiar powszechny. Mówi o tym sam papież. To laboratorium, którego wnioski mogą posłużyć całemu Kościołowi, jeśli będzie chciał z nich skorzystać.

Jest potrzeba, by doszedł dziś do głosu Kościół tutejszy, by przemówił swoim językiem, niezagłuszony przez Kościół zachodniego świata. Podczas tego Synodu po raz pierwszy wybrzmią z taką siłą teologia, myśl i formy duszpasterskie Amazonii. To jest siłą tego zgromadzenia. Także metodologia, o której wspomniałem: widzieć-oceniać-działać, jest tą, którą my stosujemy tu na co dzień.

Nie będzie tu głosów teologii progresywnej, np. niemieckiego „nowinkarstwa teologicznego” świata zachodniego, które tutaj nie znajduje poparcia. Także brak Kościoła konserwatywnego, np. z Polski, przysłuży się Synodowi, ponieważ będzie się on musiał wsłuchać w głos ludu, a nie w rozwiązania z innych części świata, które w Amazonii się nie sprawdzają. Ten Kościół nie jest ani konserwatywny, ani progresywny.

Podam mocny przykład. Jedna z Indianek, matka i nauczycielka, która brała udział w niedawnym spotkaniu w naszym episkopacie, służącym podsumowaniu prac nad dokumentem przedsynodalnym, mówiła bardzo konkretnie: „mamy dość tego, co przynosi nam świat zachodni i co narzuca naszym społecznościom – komunizmu, liberalizmu, narzucania nam sposobu, w jaki mamy wychowywać własne dzieci. Zachód przyniósł nam pornografię, uzależnienia i inne zagrożenia, którymi sam żyje, zabierając nam naszą kulturę i zasady wychowywania dzieci”. To było bardzo emocjonalne przemówienie.

Zatem jak powinniśmy patrzeć na ten Synod z perspektywy Polski? Na ile dotyczy nas to, co będzie się działo w auli synodalnej?

– Jako członkowie Kościoła powszechnego od początku powinniśmy wsłuchiwać się w jego głos. Wsłuchiwać się z otwartością kogoś, kto chce zrozumieć, a nie z postawą kogoś, kto ma już gotowe, wypracowane recepty. Biskupi, którzy biorą udział w tym Synodzie, to misjonarze w najpełniejszym znaczeniu tego słowa: są wśród ludu, którego głos zawieźli teraz do Rzymu.

Martwi mnie niewielkie zainteresowanie tym Synodem i traktowanie Amazonii jako odległej egzotyki. Jak już wielokrotnie wspominałem, jesteśmy ze sobą nawzajem powiązani. To, co dzieje się w Amazonii, ma swoje odbicie w Europie, a europejskie decyzje mają swoje odbicie na terenach amazońskich.

Rozmowa ukazała się w KAI pod tytułem „Mam nadzieję, że ten Synod będzie momentem przełomowym”

 – ur. 1971 r., franciszkanin, doktor liturgiki, misjonarz. Przez kilka lat był duszpasterzem we Włoszech. W latach 2001-2007 odbył studia specjalistyczne na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie. W latach 2011-2014 pracował na misjach wśród Indian Chiquitos i Guarayos. Obecnie pracownik naukowy, sekretarz generalny i kierownik studiów doktoranckich na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Katolickiego św. Pawła w Cochabamba (Boliwia), wychowawca kleryków oraz odpowiedzialny za formację zakonną w boliwijskiej prowincji Zakonu Braci Mniejszych.