Do podjęcia wyjaśnień w sprawie ks. Jankowskiego nie była niezbędna żadna watykańska instrukcja. Wystarczyło kierować się dobrą wolą, a tej metropolicie gdańskiemu ewidentnie brakuje.

Odrzucenie wniosku Barbary Borowieckiej przez Kurię gdańską, a zwłaszcza styl i sposób, w jaki się to dokonało, to kolejny dowód świadczący niezbicie o tym, że sposób prowadzenia (a raczej: zbywania) sprawy ks. Henryka Jankowskiego przez metropolitę gdańskiego szkodzi Kościołowi w Polsce.

Całkowicie zgadzam się z komentarzem Joanny Podsadeckiej, że tak bezduszną odpowiedź można zrozumieć tylko w jeden sposób: prałat nie żyje, więc abp. Głódzia nie obchodzą jego ofiary. W tym stanowisku widać troskę wyłącznie o przestrzeganie (wąsko rozumianych) przepisów, nie da się w nim natomiast dostrzec choćby cienia zainteresowania osobami, które mówią, że zostały skrzywdzone przez słynnego księdza.

Ofiarom księdza Jankowskiego należy się od Kościoła nie obojętność, lecz prawda

List podpisał, co prawda kanclerz kurii gdańskiej, wiadomo jednak, że autokratyczny styl zarządzania panujący w archidiecezji gdańskiej (i wszędzie tam, gdzie sprawował władzę Sławoj Leszek Głódź) nie pozostawia miejsca na „autorską” inicjatywę. Wszystko, co w sprawach istotnych wychodzi z kurii w oliwskim parku, musi być zatwierdzone przez metropolitę. Kanclerz zresztą na upoważnienie od arcybiskupa wprost się powołuje.

Można było inaczej

A przecież można było – bez żadnego trudu, mając choćby odrobinę dobrej woli – zadziałać zupełnie inaczej. Obowiązujące polskie kościelne wytyczne zawierają jasny przepis: „Gdyby oskarżenie zostało wniesione przeciwko zmarłemu duchownemu, nie należy wszczynać dochodzenia kanonicznego, chyba że zasadnym wydałoby się wyjaśnienie sprawy dla dobra Kościoła”. Joanna Podsadecka przywołuje w tym kontekście komentarz o. Adama Żaka, dyrektora Centrum Ochrony Dziecka, jednoznacznie zachęcający do badania sprawy ks. Jankowskiego.

W tym samym duchu niemal rok temu zabrali głos konsultorzy Komisji Prawnej KEP, księża profesorowie Piotr Majer i Jan Słowiński. W wypowiedziach dla KAI twierdzili oni, że sprawę prałata Jankowskiego można było wyjaśniać nawet bez formalnego zgłoszenia krzywdy. Wystarczającym powodem rozpoczęcia procedury przez kurię w Gdańsku może być publiczny wymiar formułowanych przeciw księdzu zarzutów. Choć przeciwko zmarłemu nie da się wszcząć dochodzenia kanonicznego, to należy wszcząć postępowanie wyjaśniające.

W jaki sposób to wyjaśnienie miałoby praktycznie przebiegać? „Tu nie ma żadnej regulacji. Moim zdaniem należałoby stosować analogicznie przepisy o dochodzeniu kanonicznym, powierzyć tę sprawę albo jednemu kapłanowi albo komisji i działać zdobywając wiedzę przy użyciu wszystkich zdatnych do tego środków, m.in. docierając do świadków i zbierając ich zeznania, jak to się robi normalnie w dochodzeniu kanonicznym” – wyjaśniał ks. prof. Majer.

Prowadzenie postępowań wyjaśniających w sprawie zmarłych duchownych jest dziś w Kościele dobrze znane. Były one podejmowane przez różne diecezje i zgromadzenia zakonne

Przypomnieć trzeba także list 355 katolików świeckich z 75 miejscowości do członków Rady Stałej KEP przesłany do adresatów przez prof. Adama Strzembosza. Czołowym postulatem tego listu był apel, aby „pilnie spowodowano powołanie przez metropolitę gdańskiego kościelnej komisji do zbadania zarzutów wobec ks. Henryka Jankowskiego (z możliwością wglądu w dokumentację znajdującą się w posiadaniu archidiecezji gdańskiej i do akt postępowania prokuratorskiego z roku 2004) – tak, aby osoby zgłaszające krzywdę mogły doświadczyć troski i sprawiedliwości ze strony Kościoła”.

Podczas marcowych obrad Rady Stałej KEP biskupi dyskutowali nad tym listem świeckich katolików. Z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo, że podczas tego spotkania abp Głódź bezceremonialnie odrzucał wszelkie sugestie pod jego adresem, żądając, aby inni biskupi nie wtrącali się w sprawy jego diecezji.

Owocem takiej postawy była znacząca odpowiedź wysłana autorom listu przez bp. Artura Mizińskiego, sekretarza generalnego KEP: „Sprawa ks. prał. Henryka Jankowskiego pozostaje w kompetencji Metropolity Gdańskiego. Jako członek Rady Stałej KEP zapoznał się on z treścią listu”. Analogicznie zapoznał się zapewne z korespondencją Barbary Borowieckiej. I z wieloma innymi publikacjami zarzucającymi ks. Jankowskiemu stosowanie przemocy seksualnej wobec osób nieletnich. A może nawet zapoznał się z dokumentami zgromadzonymi w tajnym archiwum gdańskiej kurii. Zapoznał się – i uznał, że skoro oskarżony nie żyje, to nic nie należy robić.

Co na to Watykan?

List kurii gdańskiej zawiera jednak także istotną nowość. Swój brak empatii wobec ofiar metropolita gdański umiejętnie tłumaczy stanowiskiem Watykanu. Usiłuje ukryć się za wskazówkami Kongregacji Nauki Wiary i nimi wyjaśnić własną bezczynność. To bardzo sprytny zabieg, mający na celu zrzucenie z siebie odpowiedzialności za tę decyzję. Ma to służyć również odpowiedziom na ewentualne inne zarzuty, które wobec Głódzia już zostały lub zostaną w przyszłości sformułowane w odniesieniu do ks. Jankowskiego. Skoro metropolita gdański powołuje się w swojej odmowie na Watykan, to – założyli autorzy tego manewru – tenże Watykan nie będzie mógł go ukarać za zaniechanie działań mających na celu zakłócanie lub uniknięcie dochodzeń przeciwko duchownemu oskarżanemu o przestępstwa seksualne wobec nieletnich.

Żeby jednak w pełni zrozumieć sens watykańskiej odpowiedzi na pytanie z Gdańska, należałoby poznać treść pytania. Wiadomo bowiem, że odpowiedź bardzo zależy od sposobu postawienia pytania. Standardy obowiązujące w archidiecezji gdańskiej, rzecz jasna, nie dają aktualnie szans na zapoznanie się z treścią pytań przesłanych do Watykanu. Jest tu wiele możliwych wariantów. Podejrzewam jednak, że były one bliższe kwestii „Czy Kongregacja Nauki Wiary może zalecić wszczęcie dochodzenia kanonicznego wobec osoby nieżyjącej?” niż otwartemu problemowi: „W jaki sposób wyjaśniać pojawiające się nowe poważne oskarżenia wobec zmarłego duchownego?”.

Nie wiadomo też, która z watykańskich instytucji była adresatem gdańskiego zapytania. Jeśli bezpośrednio Kongregacja Nauki Wiary (a wszystko na to wskazuje), to trzeba wiedzieć, że zajmuje się ona wyłącznie sprawami kanoniczno-karnymi przeciwko duchownym, a te ex definitione mogą być prowadzone tylko w przypadku osób żyjących. KNW musiałaby więc przekroczyć własne kompetencje, aby podjąć sprawę prałata Jankowskiego.

Mam nadzieję, że wśród polskich biskupów, na których wpłynęły ostatnio skargi, znajduje się metropolita gdański. I liczę, że doprowadzi to za jakiś czas do odwołania abp. Głódzia z urzędu

Ewentualne postępowanie wyjaśniające w przypadku zmarłego duchownego nie podlega więc tej Kongregacji. Służyłoby zaś ono nie karaniu, lecz ustaleniu prawdy, oddaniu sprawiedliwości osobom pokrzywdzonym (a przecież pokrzywdzonym teoretycznie może być także niesłusznie oskarżany nieżyjący duchowny) i odpowiedzi na pytania bulwersujące opinię publiczną.

Prowadzenie postępowań wyjaśniających w sprawie zmarłych duchownych jest dziś w Kościele dobrze znane. Były one podejmowane przez różne diecezje i zgromadzenia zakonne, gdy wiarygodne informacje o przestępstwach pojawiały się po śmierci duchownych. W skrajnej sytuacji poważne oskarżenia przerwały nawet przygotowania do procesu beatyfikacyjnego założyciela Wspólnoty Św. Jana, o. Marie-Dominique Philippe’a. Również w przypadku jego rodzonego brata, o. Thomasa Philippe’a, kościelne dochodzenie wszczęto po śmierci – dokładnie po dwudziestu jeden latach. W obu przypadkach oskarżenia zostały potwierdzone, co zmusiło wszystkich do zrewidowania ocen braci Philippe, zmarłych w opinii świętości. W obu przypadkach zarzuty dotyczyły zresztą wykorzystywania zależnych osób dorosłych, a nie małoletnich. Od śmierci gdańskiego prałata minęło zaś zaledwie 9 lat, a przemoc seksualna z jego strony miała dotyczyć wielu osób niepełnoletnich.

Do podjęcia postępowania wyjaśniającego w Gdańsku nie była więc niezbędna żadna watykańska opinia czy instrukcja. Wystarczyło kierować się dobrą wolą, zdrowym rozsądkiem i polskimi wytycznymi. Kluczową sprawą jest tu dobra wola! A tej metropolicie gdańskiemu ewidentnie brakuje. Przecież nawet nikt z jego kurii nie spotkał się z Barbarą Borowiecką, gdy przyjechała do Gdańska z Australii na kilka tygodni.

Mam nadzieję, że wśród polskich biskupów, na których wpłynęły skargi na mocy motu proprio „Vox estis lux mundi”, znajduje się metropolita gdański. I liczę, że ten nowatorski mechanizm – wprowadzony w bieżącym roku do prawa kościelnego – w tym przypadku zadziała właściwie, czyli doprowadzi za jakiś czas do odwołania abp. Głódzia z urzędu. Chytry zabieg z powołaniem się na Kongregację Nauki Wiary przy tej – nieludzkiej i niechrześcijańskiej – odmowie wszczęcia jakichkolwiek wyjaśnień może krótkofalowo utrudnić decyzję Watykanu w sprawie metropolity. Długofalowo powinien jednak okazać się kroplą, która przeleje czarę goryczy. Postępowanie kurii gdańskiej wobec Barbary Borowieckiej jest bowiem sprzeczne ze wszelkimi watykańskimi wskazówkami dotyczącymi podejścia do ofiar przemocy seksualnej ze strony duchownych.

Wierzę również, że jedną z pierwszych rzeczy, jakie uczyni następny, bardziej ewangeliczny metropolita gdański, będzie przeproszenie Barbary Borowieckiej i innych ofiar ks. Jankowskiego za obojętność i bezczynność tamtejszej kurii wobec ich krzywd i skarg. A równocześnie – powołanie komisji historycznej badającej oskarżenia, nawet jeśli może się okazać, że winą za zaniechanie wcześniejszych działań obarczony zostanie, powszechnie dziś szanowany, poprzednik Głódzia, abp Tadeusz Gocłowski.

Ofiarom księdza Jankowskiego należy się od Kościoła nie obojętność, lecz prawda. I Kościół musi pomóc ją odsłonić.

Zob. Zbigniew Nosowski: „Prałat story” 

Zob. odpowiedź kurii gdańskiej do Barbary Borowieckiej