Nie wystarczy po prostu przedstawić ładną wizję. Trzeba dokonać przekształceń systemowych, mobilizując wszystkich zainteresowanych rozwojem Polski.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” nr 2/2013.

Aby dobrze wykorzystać pieniądze użyczone (bo tak można potraktować środki unijne), trzeba przede wszystkim mieć własną koncepcję tego, na co chce się je użyć. Działaczom samorządowym mówię czasem: „wyobraźcie sobie, że to są pieniądze znalezione”. Rozsądne ich wykorzystanie nie sprowadza się do technicznej poprawności projektu. Trzeba to widzieć w perspektywie rozwoju ekonomicznego – wydawanie tych środków powinno pociągać za sobą przyrost dodatkowych zasobów, które później można by sensownie używać. Jeżeli nie ma tej rozwojowej perspektywy długookresowej, to wpada się w pułapkę – tak jak wpada w nią każdy, kto nadmiernie się zadłuży, finansując swoje działania ze środków przejściowych, jednorazowych.

W związku z tym kluczowe jest posiadanie suwerennej myśli rozwojowej. Aby takie państwo jak Polska mogło mądrze użyć środków na tak dużą skalę, musi mieć własną koncepcję rozwoju. To właśnie nazywam suwerenną myślą rozwojową czy suwerenną myślą strategiczną. Wiedząc, jak chcemy i możemy się rozwijać w oparciu o zasoby krajowe, odpowiednio moglibyśmy wykorzystać zasoby zewnętrzne. Odpowiednio – czyli przekształcić te zasoby w kapitał, który przyniesie nam dodatkową wartość. Innymi słowy, rozwinąć i pomnożyć zdolność do wykorzystywania własnych zasobów w przyszłości, przekształcić to, co jest pasywne, w coś aktywnego.

Niestety, widać wyraźnie, że dynamika wzrostu gospodarczego w Polsce słabnie, że wyczerpuje swą moc model rozwoju społeczno-gospodarczego, który ukształtował się w Polsce w wyniku procesu transformacji. Jego siła tkwi w sferze prywatnej – bezpośrednich relacji międzyludzkich, rodziny, znajomych, do których mamy zaufanie. Dobrze wykorzystując zasoby w tej sferze, nie wykorzystujemy, niestety, możliwości tkwiących w dwóch innych sferach: obywatelskiej i państwowej. W sferze aktywności obywatelskiej są okresy lepsze i gorsze, ale raczej należy mówić o zastoju.

Aby takie państwo jak Polska mogło mądrze użyć środków unijnych na dużą skalę, musi mieć własną koncepcję rozwoju

Na pewno nie wykorzystujemy zasobów, które są w sferze państwowej. Ulega ona rozrostowi i degeneracji, biurokratyzuje się. Dzieje się to również za sprawą takiego a nie innego wykorzystywania środków unijnych. Sposób ich wydawania utrwala porządek biurokratyczny, dając władzę urzędnikom. Ci bowiem chcą mieć porządek w papierach, nie ponoszą jednak odpowiedzialności za rozwój, nie podejmują więc działań, które byłyby obarczone ryzykiem – a bez takich działań nie ma w istocie rozwoju. Skoro nie potrafimy dobrze użyć pieniędzy unijnych, a jest ich tak dużo, to ich wydawanie utrwala dotychczasowy, wyczerpujący się model rozwoju.

Po drugie, nawet jeżeli potrafimy wykorzystać istniejące zasoby, robimy to w sposób bardzo ekstensywny, nieekonomiczny. Głównie rozwijamy się przez wysokie nakłady: obciążamy środowisko, zadłużamy gospodarkę, zadłużamy państwo. Zwiększając nakłady, osiągamy przyrosty, ale to są przyrosty nieefektywne, one nie będą nam pozwalały ciągnąć w górę gospodarki, kapitału ludzkiego, rozwoju społecznego.

Tego nie da się zmienić, jeżeli nie wygenerujemy własnej, suwerennej myśli rozwojowej, która pozwoliłaby ukształtować właściwy – niezbędny dla realizacji takiej koncepcji – układ instytucjonalny. W tym celu trzeba dokonać między innymi modernizacji samorządności terytorialnej w Polsce. Oznacza to także konieczność przezwyciężenia myślenia korporacyjnego w przypadku wielu zawodów, przebudowania uniwersytetów, wymiaru sprawiedliwości, systemu edukacji.

Nie wystarczy powiedzieć, że chcielibyśmy Polskę naszych marzeń, jeżeli nie potrafimy wskazać podmiotów i instytucji, które miałyby doprowadzać do realizacji takiej wizji. Nie wystarczy po prostu przedstawić ładną wizję. Trzeba dokonać przekształceń systemowych, mobilizując wszystkich zainteresowanych rozwojem Polski, aby zmierzać w pewnym uwspólnionym kierunku. Aby szukać łączenia zasobów, partnerstwa, porozumienia, a nie wiecznie dzielić, szukać winnych i wzajemnie się zwalczać. Pozostawanie w obecnym systemie – który na pozór daje bezpieczeństwo – w istocie musi prowadzić do zastoju i z czasem regresu.

W świecie społecznym rzeczy tak się mają, że nawet jeżeli dzisiaj coś funkcjonuje dobrze, to przestanie działać, jeżeli nie będziemy tego modyfikować, dostosowywać do zmieniających się czasów i możliwości. Trzeba umieć podejmować działania z pewnym wyprzedzeniem, z wyobraźnią. Jeżeli tego nie będziemy robić, skazujemy się na porażkę.

Nie wystarczy powiedzieć, że chcielibyśmy Polskę naszych marzeń, jeżeli nie potrafimy wskazać podmiotów i instytucji, które miałyby doprowadzać do realizacji takiej wizji

Mamy wkrótce otrzymać do wydania ok. 300 miliardów złotych, czyli wielką kwotę. Pytanie, które musimy sobie postawić, nie może tym razem brzmieć: „jak te pieniądze wtłoczyć w system?”, czyli jak rozwiązać problem od strony technicznej. Trzeba pytać nie o właściwy sposób rozliczenia wydatków, lecz o ich wydawanie w taki sposób, aby uzyskać rozwój.

Mamy do czynienia ze złożonym konglomeratem, jeden problem napędza drugi. Bez suwerennej strategicznej myśli rozwojowej, bez własnej koncepcji rozwoju gospodarki i społeczeństwa – nie damy rady!

Najwyższe organy państwa powinny o tym dyskutować: prezydent, rząd, parlament, bank centralny… Ale ta debata musi być otwarta także dla środowisk uniwersyteckich, organizacji pozarządowych, partnerów społecznych, związków zawodowych. Tu trzeba myśleć i działać wspólnie. Niezbędne jest uwspólnianie systemów wartości i budowanie partnerstwa.

Pomyślmy nie tylko, ile środków rzucimy na drogi, a ile na kolej. Im większe i droższe projekty, tym większa pewność, że szybko i technicznie poprawnie wydamy pieniądze. Tyle tylko, że skończą się te unijne pieniądze – i z czym zostaniemy?

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” nr 2/2013.