Metropolita krakowski nie rozumie pedagogiki Ewangelii – ostre słowa z Pisma kieruj do siebie/swoich, miłosierne do „obcych”. By nie budować barier, a zapraszać.

Komentarz do tekstu Jerzego Sosnowskiego „Arcybiskupa Jędraszewskiego myśli niedowarzone”

Nie wszystkie argumenty Autora podzielam, przy niektórych używałbym bardziej umiarkowanego słownictwa, ale mając zero-jedynkowy wybór Jędraszewski czy Sosnowski, opowiedziałbym się po stronie Sosnowskiego.

Zastanawiam się, co mógłby uczynić proboszcz, jeżeli nie identyfikuje się z treścią listu, dla którego posłuszeństwo biskupowi jest cnotą i powinien odczytać list wiernym. Myślę, że dopełniłby posłuszeństwa i nie naruszyłby „prawa”, gdyby kazał przeczytać ten list ministrantowi po ogłoszeniach parafialnych.

Dygresja w sprawie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1991 roku – też tak wtedy ją oceniałem jak na marginesie ocenia ją powyżej Autor, a dziś już inaczej. Zwłaszcza po tym, jak po latach przeczytałem kazanie papieża z Łomży z 4 czerwca 1991 roku poświęcone VI przykazaniu, gdzie powiedział, że w małżeństwie katolickim mężowi nie wolno nasycać się nagością swojej żony. No rzeczywiście, za co mieli go uwielbiać Polacy, jak im stawiał takie wymagania? Wojtyła to był prorok, który obnażał zepsucie polskiego Izraela i za to – jak każdy prawdziwy prorok – miał złą prasę. Nawet brązownicy przemilczają tamtą pielgrzymkę, bo go nie rozumieją.

A arcybiskup Jędraszewski, następca krakowski świętego, nie jest jednak takim prorokiem, jak go okrzyknęli inni biskupi, bo mówi do „obcych” (taki jest rzeczywisty adresat listu, mimo że odczytywany w kościołach – więcej poświęca mu się uwagi poza Kościołem niż w Kościele) językiem zastrzeżonym dla „swoich”. Wydaje się, że nie rozumie pedagogiki Ewangelii, o której usłyszałem kiedyś od o. Jacka Salija – ostre słowa z Pisma kieruj do siebie/swoich, miłosierne do „obcych”. By nie budować barier, a zapraszać.

Piotr Ciompa