Wywody abp. Marka Jędraszewskiego z ostatniego listu pasterskiego o zagrożeniach płynących z „ideologii gender” i LGBT są moralnie nie do przyjęcia.

Zapoznałem się z listem pasterskim arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Bogu dziękować, nie jest to mój biskup miejsca, ale ranga, jaką dla Kościoła w Polsce ma Kraków, nie pozwala lekceważyć tego, co głosi krakowski metropolita. A głosi, nazywając rzeczy po imieniu, myśli niedowarzone i moralnie nie do przyjęcia.

List zaczyna się od przypomnienia biografii Jana Pawła II, opowiedzianej nie do końca, bo do roku 1991; ówczesną pielgrzymkę do Polski abp Jędraszewski szczególnie podkreśla. Już wówczas, u progu lat 90., część z nas była niemile zdziwiona tym, jak Jan Paweł II widział podstawowe konflikty w naszym od niedawna suwerennym kraju. Ale to, co w kolejnych akapitach autor listu robi z nauczaniem papieża, jest nawet na tle tamtych, niekiedy niesprawiedliwych dla Polaków homilii, czymś kuriozalnym.

Zasadnicza bowiem część dokumentu rysuje analogię między totalitaryzmem komunistycznym a „ideologią gender”, „ideologią LGBT” oraz „seksedukacją”. Wszystkie one jakoby niszczą ludzką wolność tak jak komunizm. Przy okazji mówi się zresztą, że odpowiada za to ateizm, który sprawia, że „człowiek staje się karykaturą samego siebie”.

O tym, że nie ma jednego ateizmu, i że tylko niektóre jego odmiany odpowiadają za zdestruowanie godności człowieka, inne natomiast przeciwnie, pisałem w książce „Co Bóg zrobił szympansom?” i nie chcę się tu powtarzać. Przyznam, że duchowny, który w 2019 roku mówi o ateizmie tyle, ile miałby do powiedzenia około roku 1850, budzi zażenowanie. To nie jest nawet bulwersujące, zdecydowanie nie jest kontrowersyjne. To jest po prostu głupie.

Duchowny, który w 2019 roku mówi o ateizmie tyle, ile miałby do powiedzenia około roku 1850, budzi zażenowanie

Przedstawianie dziejów jako pojedynku zwolenników wolności (po tej stronie: Kościół katolicki, ludzie wierzący, tradycyjna moralność) i totalistów (po tej stronie: ateiści, zwolennicy „ideologii gender”, LGBT i seksedukatorzy) jest proponowaniem historiozofii na poziomie „Małej historii WKP(b)”. To tam, w karykaturze myśli gnostyckiej, wszystko toczyło się między biegunem „plus” (komuniści, łącznie z komunistami avant la lettre) i „minus” („wstecznicy”). Podobny dualistyczny banał można było jakiś czas temu znaleźć w książeczce Stanisława Krajskiego „Czy filozofia współczesna może doprowadzić do obłędu”, gdzie wykładano, że w historii filozofii walczą ze sobą: filozofia chrześcijańska, zgodna ze zdrowym rozsądkiem (na przykład… Arystoteles), oraz filozofia niechrześcijańska, która prowadzi do obłędu (na przykład… Platon – nie zmyślam, naprawdę takie kocopały Krajski nawypisywał, a wydała mu to zresztą Kuria Warmińsko-Mazurska). No więc jest żałosne, że list arcybiskupa (!) Krakowa (!!!) prowadzi na ten poziom pseudorefleksji.

Jeśli już koniecznie mam wyjaśniać: trudno serio umieszczać po stronie zwolenników wolności chrześcijańskiego skądinąd generała Franco, a po stronie totalizmu – Alberta Camusa, który niewątpliwie był ateistą. Jeden przykład wystarczy, by obalić totalizującą (tak jest!) myśl hierarchy, który sądzi, że rzeczywistość da się podzielić na dwa. Szkoda dłużej gadać.

Ale poza tym są w liście krakowskiego metropolity inne wątki, zapierające dech w piersiach. Otóż w sytuacji, gdy w Polsce brak entuzjazmu dla obecnego rządu i dla zblatowanych z nim hierarchów może spowodować utratę pracy, abp Jędraszewski ma czelność porównywać „ideologię gender i LGBT” z obowiązującą w PRL-u strywializowaną wersją marksizmu (może warto przypomnieć, że nie był to czysty marksizm, ale marksizm-leninizm), sugerując, że niezgoda na „gender” czyni w Polsce z człowieka obywatela drugiej kategorii. Trudno o lepszą ilustrację tego, co znaczy powiedzenie „łapaj złodzieja”.

Co gorsza, ze zdanka na temat „ideologii gender” wynika niedwuznacznie, że abp Jędraszewski nie rozumie tego, o czym pisze. Nie jest bowiem prawdą, że teoria gender „usiłuje (…) zatrzeć naturalne różnice między mężczyzną i kobietą”. Wybieram przy tym życzliwą dla Marka Jędraszewskiego interpretację, nie twierdzę bowiem, że ów intencjonalnie kłamie – a tylko, że został źle poinformowany. Na tym jednak stanowisku należałoby może coś poczytać ze zrozumieniem, zanim się rozpowszechni nonsens ze wszystkich ambon w archidiecezji.

Teoria gender bowiem, całkowicie zgodnie z danymi zebranymi przez antropologię kulturową, zauważa jedynie, że na oczywiste różnice biologiczne między płciami kultura nakłada rozróżnienia dodatkowe, w obrębie danej kultury uważane za „naturalne”, gdy tymczasem ich „naturalność” stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nie jesteśmy ludźmi (kobietami i mężczyznami) w ogóle, staliśmy się nimi w wyniku socjalizacji, która nas zgodnie z kanonami kulturowymi dookreśliła.

Prosty przykład: nam, wychowanym w trzeciej ćwierci XX wieku, kładziono do głowy, że „mężczyzna nigdy nie płacze”, gdy w epoce romantyzmu, co łatwo sprawdzić, jeśli się sięgnie po listy i pamiętniki z epoki, mężczyźni co chwila szlochali jak bobry, nie wypadając bynajmniej z roli mężczyzn (czyli ze swojego genderu). Niewiele później edukacja uniwersytecka była traktowana jako niszcząca dla kobiecości (vide: „Szalona” Józefa Ignacego Kraszewskiego), gdy dziś znakomita większość w grupach, które uczę na SWPS, to studentki – i nikt o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że ich kobiecość zostaje tym samym osłabiona. Ani więc teoria gender to nie ideologia, ani jej treść nie „zaciera różnic” między płciami, a jedynie poddaje refleksji, które z nich są naprawdę związane z biologią, a które nie.

Według abp. Jędraszewskiego przyczynami największych tragedii nie jest wpadnięcie ich dzieci w łapy pedofila; nie śmierć w wyniku bombardowania, jak w Syrii, nie narkotyki, tylko gender, LGBT i wskazówki WHO

Dodajmy jeszcze, że kiedy czytam, jak w liście arcybiskupa, że coś się dzieje w imię „tak zwanej tolerancji” i „postępu”, to tylko przez chwilę muszę się zastanawiać, skąd to znam. Jest to bowiem jeden z podstawowych chwytów propagandy totalitarnej (!), by terminy dla propagandzisty niebezpieczne, których nie chce wprost odrzucić, ale stara się im nadać własne znaczenie, brać w cudzysłów i jeszcze dla pewności dodawać „tzw.”. W PRL-u pisało się więc o „tzw. prawach człowieka” i o „tzw. demokracji”. Więc znowu – „łapaj złodzieja!” krzyczy złodziej.

Passusu o wskazaniach WHO w sprawie edukacji seksualnej nie chce mi się nawet komentować, prostowałem te bzdury już kilka miesięcy temu na moim blogu. Wolę zauważyć inny szokujący pomysł metropolity: by napisać, że jeśli „dzieci staną się ofiarami ideologii gender, LGBT i Karty WHO”, to „dla rodziców kochających swoje dzieci nie może być większej tragedii”. Nie może być większej tragedii! Więc nie wpadnięcie w łapy pedofila, niekiedy odzianego w sutannę; nie śmierć w wyniku bombardowania, jak w Syrii, nie utonięcie w czasie ucieczki łódką przed wojną, co zdarza się z przerażającą regularnością na Morzu Śródziemnym, nie narkotyki, wciąż w Polsce powszechne wśród młodzieży, tylko gender, LGBT i wskazówki Światowej Organizacji Zdrowia są przyczynami największych tragedii! On to naprawdę napisał!

Ktoś może z niesmakiem odnotować, że w moich słowach nie ma szacunku dla, bądź co bądź, arcybiskupa mojego Kościoła. Ano, przykro mi bardzo, nie ma. Jeśli ktoś ośmiesza szaty duchownego i skrywa pod piuską to, co Marek Jędraszewski, to jego stanowisko w Kościele staje się powodem zgorszenia – i temu zgorszeniu nie tylko wolno, ale należy dać wyraz.

Tekst opublikowany pierwotnie przez Autora 29 września na Facebooku. Tytuł od redakcji