Prokuratura orzekła, że do znieważenia przedmiotu czci i obrazy uczuć religijnych dojść nie mogło, ponieważ proboszcz z Płocka jest katolikiem, więc trudno racjonalnie zakładać, aby chciał on (bądź choćby godził się) obrazić uczucia religijne innych katolików. Czyżby?

10 czerwca 2019 r. Prokuratura Rejonowa w Płocku wydała postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie obrazy uczuć religijnych z powodu „braku znamion czynu zabronionego”[1]. Nie pierwsza to odmowa ze strony polskiej prokuratury i nie ostatnia. Właściwie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie nietypowe okoliczności.

Zazwyczaj art. 196 kodeksu karnego, który mówi o obrazie uczuć religijnych[2], stosowany był w sprawach, które można by określić jako „Kościół przeciwko sztuce” albo „religia przeciwko artystom”. Stosuje się go najczęściej, by odpowiedzieć na pytanie, czy – mówiąc ogólnie – nie została zachwiana równowaga między wolnością religijną a wolnością artystyczną. Znieważenia przedmiotów czci religijnej, będącego powodem obrazy, dopuszczali się w takich przypadkach twórcy, którzy sytuowali się poza Kościołem, wiarą i religią, kierując ostrze krytycznego potencjału sztuki przeciwko sferze sacrum[3].

Czyn, który stał się podstawą postępowania prowadzonego przez płocką prokuraturę, był zgoła innej natury. Nie chodziło tym razem ani o artystów, ani o krytykę Kościoła. Otóż inkryminowanego czynu miał się dopuścić ksiądz, a dokładnie proboszcz parafii pw. św. Maksymiliana w Płocku. A chodziło o znieważenie Grobu Pańskiego, które – w ocenie zawiadamiającego – dokonało się w ten sposób, że (tak to sformułowała prokuratura) proboszcz umieścił w nim dwa pudełka z napisami LGBT i GENDER obok innych pudełek, na których wypisano poszczególne grzechy: agresja, chciwość, plotki, pycha, pieniądze, odrzucenie wiary, nienawiść, kradzież, kłamstwo, homozboczenie, nałogi, hejt, egoizm, pogarda, zazdrość i zdrada.

Prokuratura ostatecznie orzekła, że do znieważenia przedmiotu czci religijnej, a w konsekwencji do obrazy uczuć religijnych dojść nie mogło. Dlaczego? Ponieważ proboszcz – poza wszelką dyskusją – „jest katolikiem […] i trudno racjonalnie zakładać aby swoim działaniem chciał on (bądź choćby godził się) obrazić uczucia religijne innych katolików […]. Działanie takie z oczywistych względów byłoby przecież irracjonalne […]”[4]. Czyżby? Czy rzeczywiście jeden katolik nie może, to znaczy nie jest w stanie obrazić uczuć religijnych innego katolika? Albo czy przynajmniej nie powinien liczyć się z taką możliwością?

Obiektywna ranliwość religijna?

Obraza jest stanem odbiorcy. To w gruncie rzeczy on decyduje, czy dany czyn ma charakter znieważający, ergo – obraża go. Odbiorca wcale nie musi się liczyć z intencją nadawcy, zresztą – wcale nie musi jej znać. Liczą się jego uczucia religijne i to, z czym je łączy.

O uczuciach religijnych napisano już bardzo wiele. To kategoria prawna dość powszechnie krytykowana. Uczuć religijnych – mimo wielu prób – nie da się operatywnie zdefiniować. Moim zdaniem poległ na tym także Sąd Najwyższy, którego definicja uczuć religijnych jest tak zawiła, że nie da się nią posługiwać[5]. Uczuć religijnych nie da się także zobiektywizować i zestandaryzować. Nie da się też do końca określić ich ortodoksyjnego kształtu.

W literaturze prawniczej często mówi się o tak zwanej przeciętnej wrażliwości jako właściwej mierze obrazy uczuć religijnych. Przeciętność sugeruje jakąś skalę. Należałoby więc tej miary szukać gdzieś pomiędzy nadwrażliwością z jednej strony i brakiem wrażliwości z drugiej. Jerzy Warylewski pisał, że o tym, czy dany czyn ma charakter znieważający, powinny decydować „względy wyłącznie obiektywne”[6]. Należałoby więc skonfrontować uczucia religijne danej osoby z obiektywnymi kryteriami. Jedna z definicji słownikowych mówi, że wrażliwość to podatność na zranienie. Czy istnieje jakaś obiektywna ranliwość religijna? Z czego wywodzić kryteria obiektywizacji? Zdania na ten temat są podzielone.

Obraza jest stanem odbiorcy. Nie musi się on liczyć z intencją nadawcy, zresztą – wcale nie musi jej znać. Liczą się jego uczucia religijne i to, z czym je łączy

Jedni proponują, by odwołać się do „przeważających ocen społecznych”[7]. Trzeba jednak pamiętać, że takowe oceny będą wypadkową religijnej struktury społeczeństwa. Trudno przypuszczać, by na przykład społeczeństwo w przeważającej części ateistyczne miało szczególnie wysublimowaną wrażliwość religijną. Niejednokrotnie spotykałem się z komentarzami osób niewierzących, które – nie rozumiejąc oburzenia osób wierzących – w przypadku ewidentnej dla katolika zniewagi pytały, co w tym jest znieważającego. Widać to doskonale w przypadku różnego rodzaju działań artystycznych na wizerunkach religijnych. To, co dla niewierzącego jest „tylko obrazem”, dla wierzącego może być „aż obrazem”. Wszystko zależy od tego, czy obraz będziemy definiować jedynie jako dzieło sztuki czy też nadamy mu takie znaczenie, jakie wynika z katolickiej teologii obrazu.

Załóżmy jednak, że ograniczymy się do „przeważających ocen społecznych” wyłącznie ludzi religijnych. Jak zauważa Rafał Paprzycki, należy wówczas odwołać się do „przekonań panujących w danym kręgu kulturowym, z którego wywodzi się pokrzywdzony”[8]. Postulat ten wyraźnie zawęża kryterium oceny, przynajmniej teoretycznie. Wiele bowiem zależy od tego, jak szeroko będziemy definiować „krąg kulturowy”: czy będzie nim szeroki krąg kultury chrześcijańskiej, czy może – jakkolwiek rozumiany – krąg kulturowy polskiego katolicyzmu, a może nawet krąg wiary silnie powiązanej z kulturą lokalną.

Erwin Kruczoń dołącza do tego postulat, by za wzorzec brać przeciętnego członka danej grupy wyznaniowej[9]. Problem polega jednak na tym, że takiego modelowego przeciętnego wierzącego nie ma. Jak bowiem „uprzeciętnić” wrażliwość religijną, która jest wypadkową wielu czynników: nie tylko wiedzy religijnej, ale także określonej duchowości, modelu religijności czy nawet sposobu rozumienia funkcjonowania sztuki albo relacji Kościoła do świata. Religijna ranliwość jest niezwykle zróżnicowana i nie da się jej uśrednić. Wynika to choćby z faktu, że nie ma jednego, kanonicznego sposobu wierzenia. Owszem, istnieje to, co teologia nazywa fides catholica – wiara katolicka. Ale już pietas catholica – pobożność katolicka jest czymś o wiele trudniejszym do zdefiniowania i wyznaczenia ortodoksyjnych ram.


[1] Prokuratura Rejonowa w Płocku, 10.06.2019 r., sygn. akt: PR 1 Ds1109.2019.
[2] „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ustawa z dnia 6.06.1997 r. – Kodeks karny, art. 196.
[3] Zob. szeroko na ten temat: A. Draguła, „Bluźnierstwo. Między grzechem do przestępstwem”, Warszawa 2013.
[4] W cytatach z uzasadnienia zachowano oryginalną pisownię.
[5] „Można je określić jako stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do przeszłych, obecnych i przyszłych zdarzeń, bezpośrednio lub pośrednio związanych z religią jako formą świadomości społecznej, obejmującej wierzenia dotyczące sensu i celu istnienia człowieka, ludzkości i świata”. Wyrok SN z dnia 6 kwietnia 2004 r. (I CK 484/03), Orzecznictwo Sądu Najwyższego Izba Cywilna 2005/4/69.
[6] J. Warylewski, „Pasja czy obraza uczuć religijnych? Spór wokół art. 196 Kodeksu karnego”, [mps] s. 7; http://www.warylewski.com.pl/karne/karne/pasja.pdf [dostęp: 11.08.2019].
[7] L. Gardocki, „Prawo karne”, Warszawa 2002, s. 224.
[8] R. Paprzycki, „Graj szatanie, „Rzeczpospolita” 21.09.2000 r.
[9] E. Kruczoń, „Przestępstwo obrazy uczuć religijnych”, „Prokuratura i Prawo” 2011, nr 2, s. 44.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2019

Kup tutaj