Jeden z księży mówi: Franciszek chce towarzyszyć osobom z moralno-kościelnie krańcowych miejsc. Nie ma natomiast tyle czułości do prostych katolików, nie dostrzega, że czasem uderza w ich wiarę oraz bardzo ich rani.

O tym, co polscy księża myślą na temat papieża Franciszka, wiele się mówi – ale raczej nie ustami samych zainteresowanych. Poprosiłem więc trzech różnych duchownych – z trzech regionów Polski i o różnych formach zaangażowania kapłańskiego – o krótkie wypowiedzi na temat papieża.

Wiedziałem, że zwracam się do osób, które na aktualny pontyfikat patrzą raczej krytycznie. Chciałem, żeby opowiedzieli, co jest dla nich u Franciszka najtrudniejsze. Nie pytałem jednak o to, czy jest coś, za co papieża cenią, czy jakieś aspekty jego działalności oceniają pozytywnie – dlatego z pewnością poniższe wypowiedzi nie są pełnym obrazem postrzegania przez nich biskupa Rzymu.

Płynie z nurtem świata

Duszpasterz młodzieży, zakonnik, miasto akademickie

Na początku zapowiadało się świetnie i młodzi też tak reagowali. Uśmiechnięty, bezpośredni, duszpasterz, głosił konkretne krótkie biblijne kazania. Ale potem…

Ja rozumiem, że może być jak z soborem – medialny i realny. Ale z soborem jest o tyle łatwiej, że można się trzymać dokumentów. A u Franciszka sięgnięcie do oryginalnych tekstów często wcale problemu nie rozwiązuje. Jedyny plus to chyba ten, że różne wątpliwości, jakie papież prowokuje swoimi gestami i słowami, są okazją do katechezy na te tematy, np. małżeństwa, spowiedzi, cnót i wad czy katolickiej nauki społecznej. Ale fakt, że księża muszą robić rożne intelektualne wygibasy, żeby tłumaczyć przed wiernymi papieża, próbując udowadniać, że on wcale nie rozbiega się z ortodoksją, jest niepokojący.

Przez jakiś czas należałem do facebookowej grupy zrzeszającej młodych katolików. Było tam kilka tysięcy osób – bardzo różnych, z różnych środowisk w Kościele, od oazy przez neokatechumenat i proste parafialne bezwspólnotowe życie, po tradycjonalistów czy poszukujących. W większości byli to ludzie zaangażowani i wierzący, chcący być w Kościele, formujący się, chcący ewangelizować, czytający apologetyczne pozycje, o których istnieniu wielu kleryków nawet nie wie. I tam też widać ogromny problem z Franciszkiem.

Utkwił mi w głowie taki obrazek z internetowego życia – dziś robi się memy, dużo jest też przeróbek Jana Pawła II, tzw. cenzopapy, pełno żartów, młodzi żartują nawet z godziny śmierci polskiego papieża. To ludzie, którzy Karola Wojtyły już nie pamiętają, urodzeni często po jego śmierci. Mimo to darzą go dostrzegalnym szacunkiem, a już w ogóle nie zauważyłem bagatelizowania nauczania Jana Pawła II jako czegoś niegodnego bycia argumentem. Tymczasem słowa Franciszka nie stanowią dla nich żadnego argumentu. Franciszek wydaje im się „lewakiem”, kimś odrzucającym nauczanie poprzedników, człowiekiem, który dokonuje w Kościele zmian prawie tak jak Marcin Luter. Nie widzą w nim autorytetu namiestnika Chrystusa, a raczej jakiegoś celebrytę płynącego z nurtem świata.

Franciszek przytula grzesznika, jednak nie mówi: kocham cię, ale idź i staraj się już nie grzeszyć. Mówi ładnie o Bogu, ale zapomina, że Jezus był wymagający – twierdzi duszpasterz młodzieży

Franciszek tak dużo i tak pięknie mówi o towarzyszeniu w duszpasterstwie. Jest to ważne, biblijne i oczywiście nienowe w duszpasterskich zaleceniach. Ale mam wrażenie, że jeśli on sam już komuś chce towarzyszyć, to raczej wybiórczo tym, którzy są w jakichś moralno-kościelnie krańcowych miejscach. Papież nie ma natomiast tyle czułości i zrozumienia do prostych katolików, nie dostrzegając nawet, że czasem po prostu uderza w ich wiarę i dobrą wolę oraz bardzo ich rani.

Franciszek dobrze odnajduje się w kontaktach z młodymi – uśmiechy, gesty, wspólne selfie mogą urzekać. Ale czy młodzi rzeczywiście tego potrzebują od kapłana, od papieża? U mnie sami młodzi – mówiąc na spotkaniach o podejściu papieża do ludzi – ukuli pojęcie „dobroludzizm”, nazywając to herezją. Bo rzeczywiście Franciszek sprawia takie wrażenie, że wystarczy, by człowiek był ogólnie dobry, chciał dobrze, a to, czy i jak wierzy oraz jak się prowadzi – już szczególnie istotne nie jest. Przytula grzesznika, jednak nie mówi: kocham cię, ale idź i staraj się już nie grzeszyć. Mówi ładnie o Bogu, ale zapomina, że Jezus był wymagający. Wydaje się że papież boi się usłyszeć to, co usłyszał Jezus – „trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?”…

Ja kocham Franciszka i uznaję go za mojego papieża, ale jest dla mnie bardzo trudny, nie pomaga mi w pracy duszpasterskiej. Nie modlę się może o szybką śmierć papieża, ale rzeczywiście bardzo dużo się za niego modlę o mądrość – i żeby chociaż nie zostawił Kościoła w gorszym stanie niż zastał.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2019

Kup tutaj