Gdyby Greta Thunberg wezwała z trybuny ONZ do walki z „lewicową polityczną poprawnością”, ci sami, którym Szwedka wydaje się teraz odpychająca i mówiąca propagandowym językiem, rozpływaliby się w hymnach pochwalnych.

Reakcje na wczorajsze wystąpienie Grety Thunberg na Szczycie Klimatycznym ONZ w Nowym Jorku były nad Wisłą dość przewidywalne politycznie i środowiskowo. Nie chodzi już nawet o opinie w stylu „biedna, zmanipulowana nastolatka”, „kto nią steruje?”, „kto jej to wszystko napisał?” lub „komentatorzy zdegustowani” (ta ostatnia uwaga na znanym portalu prawicowym). Wielu krytykom szwedzka nastolatka wydała się niesympatyczna, radykalna, agresywna, antypatyczna i – jak to się dzisiaj popularnie mówi – nakręcona.

Zastanawiające jest to, jak bardzo na nasze subiektywne oceny tego, czy dane osoby występujące w przestrzeni publicznej są sympatyczne, miłe, medialne, przyjemne i odważne, wpływają pewne „przed-sądy”, związane z tym, czy przyjmujemy jej poglądy za „swoje”. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że gdyby ta sama Greta Thunberg w taki sam sposób wezwała z trybuny ONZ do walki z „lewicową polityczną poprawnością”, George’em Sorosem, „terrorem LGBT”, ci sami, którym Szwedka wydaje się niesympatyczna, odpychająca, posługująca się propagandowym językiem (bo, jak wiemy, propagandą i radykalną retoryką posługują się tylko nasi przeciwnicy) – rozpływaliby się w hymnach pochwalnych. Lajkom i serduszkom nie byłoby końca, a komentarze „wspaniała, sympatyczna dziewczyna”, „mądra, odważna, wielka i super” wręcz mogłyby rozbić statystyki najczęściej używanych słów w mediach społecznościowych.

Reakcje na wczorajsze wystąpienie Grety Thunberg na Szczycie Klimatycznym ONZ w Nowym Jorku były nad Wisłą dość przewidywalne politycznie i środowiskowo

I żeby nie było wątpliwości – po drugiej stronie barykady również pojawiłyby się opinie o agresywnej, niesympatycznej Szwedce lub też wyjątkowo obecnie uniwersalne porównania do aktywistek dwudziestowiecznych, totalitarnych organizacji młodzieżowych ze Wschodu, Zachodu i Południa.

Zaznaczę od razu, że nie wrzucam powyższych komentarzy o „antypatycznej Grecie” do jednego worka z zupełnie już niegodnymi uwagami o urodzie Szwedki, pojawiającymi się w komentarzach czytelników wielkich portali. Te stanowią bowiem szczególny dysonans, jeżeli nie przykład radykalnego „kalizmu” tak zwanej debaty publicznej. Chociażby w stosunku do całkowicie słusznego, niedawnego oburzenia akcją internetową „Nie świruj, idź na wybory”.

To, że na ludzkie sądy i powierzchowne oceny innych osób wpływają nie tylko proste sympatie polityczne, środowiskowe lęki i konformizmy, ale również głębokie idiosynkrazje ideologiczne nie jest oczywiście szczególnym odkryciem. Takim będzie dopiero sytuacja, w której uświadomimy sobie, jak wielu naszym wdrukowanym do świadomości sądom, opiniom i reakcjom daleko jest od pełnej autonomii i realnego oglądu rzeczywistości, której nie potrafimy już po prostu widzieć taką, jaką ona jest.

Tekst ukazał się 24 września na Facebooku Autora. Tytuł od redakcji