Mamy w duszpasterstwie do czynienia z dwoma rodzajami odwagi, które najpełniej wyrażają słowa: potępić lub podnieść na duchu – mówił wczoraj w Krakowie bp Józef Guzdek. Ordynariusz polowy wraz z bp. Janem Zającem obchodzili w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia 15-lecie posługi biskupiej.

Odwołując się do przypowieści o marnotrawnym synu, bp Józef Guzdek rozróżnił dwa rodzaje odwagi. Pierwszą z nich charakteryzuje postawa ojca, który nie lekceważy grzechu syna, ale gdy ten wraca, „ma odwagę otworzyć ramiona i przyjąć go jako syna”. – Odróżnia grzech od grzesznika. Mówi „nie” dla grzechu, ale grzesznikowi okazuje miłosierdzie – opisywał hierarcha.

Drugi rodzaj odwagi symbolizuje starszy brat, który wytyka słabość i błędy syna marnotrawnego i w tej postawie jest bezwzględny. – Negatywne emocje sprawiły, że ostatecznie przekreśla swojego brata i oczekuje wykluczenia go z rodziny. Nie potrafi pokonać negatywnych emocji – mówił bp Guzdek i zauważył, że te dwa rodzaje odwagi są obecne „w każdym czasie i w każdym miejscu na świecie”, również w Kościele.

Jak podkreślał biskup, gdy duszpasterz przy każdej okazji „demaskuje zło, dokonuje krytyki ludzkich postaw, narzeka na to, co się wokół nas dzieje, często mówi o nieobecnych i do nieobecnych”, wykazuje się „złą odwagą”. – Używa wtedy często języka jest agresywnego, a wtórują mu w tym świeccy katolicy, podobni do starszego syna. Oni nie są w stanie uwierzyć i cieszyć się z tego powodu, że człowiek się nawrócił i odmienił, a Pan Bóg mu okazuje miłosierdzie – zauważył biskup polowy. – Nie do przyjęcia jest dla nich Jezus, który przebacza łotrowi w ostatniej godzinie jego życia, na krzyżu. A przecież ten łotr ani nie mógł niczego odwołać, ani naprawić, ani odpokutować – kontynuował, dodając, że sam spotyka się z takimi postawami potępienia i agresji, gdy np. modli się w intencji grzeszników, którzy jednak doznali Bożego miłosierdzia.

– Mamy też do czynienia w duszpasterstwie z odwagą ukazywania miłosiernego oblicza Boga. Kapłan, biskup głosi całą prawdę o grzechu, o słabości człowieka, ale nie rezygnując z wezwania do nawrócenia i przemiany życia nade wszystko jest szafarzem Bożego miłosierdzia – mówił duchowny o „dobrej odwadze”. – Owszem, i nam potrzebna jest odwaga, by nazwać zło po imieniu, by nie odwracać oczu i nie zamykać ust, kiedy zło stara się narzucić swoje rozwiązania. Nie wyklucza to jednak mowy i czynów miłosiernych, i tego, że jesteśmy posłani po to, by ratować nawet najmniejsze dobro – podkreślił.

Przekonywał, że z tego rachunku sumienia nie są zwolnieni księża i biskupi, bo mamy w duszpasterstwie do czynienia z „dwoma rodzajami odwagi, które najpełniej wyrażają słowa: potępić lub podnieść na duchu, odrzucić lub podać pomocną dłoń, ocalić dobre imię lub skierować w stronę człowieka słowa potępienia i wykluczenia”.

KAI, JH