Nie wszyscy biskupi Rzymu w ciągu dziejów wyrażali poglądy jednoznacznie ortodoksyjne. Papieże bywali potępiani jako heretycy – i to nawet przez sobory powszechne.

„Mamy z tym papieżem poważny problem” – dość często słyszę ostatnio takie zdanie na temat Franciszka z ust bardzo pobożnych i bardzo zaangażowanych w życie Kościoła katolików. Niejednokrotnie pytają mnie oni, czy obecny następca św. Piotra aby na pewno pozostaje w zgodzie z „prawdziwą katolicką doktryną”.

Dla niektórych możliwość (zasugerowana w adhortacji „Amoris laetitia”) dopuszczenia do Komunii świętej osób żyjących w związkach niesakramentalnych czy zakaz kary śmierci to wręcz kamień obrazy. Są tacy, którzy mniej czy bardziej głośno zastanawiają się, czy obecny papież nie popadł w herezję. Oddychają z ulgą, gdy dowiadują się, że Franciszek nie ogłosił dotąd niczego, co miałoby znamiona „nieomylności w sprawach wiary i moralności”. Ulga ta jest zwykle jednak krótkotrwała. Liczne papieskie wypowiedzi zdają się bowiem nie pozostawiać pola do wątpienia, że obecny biskup Rzymu idzie wyraźnie w poprzek wielowiekowemu nauczaniu Kościoła. Czy zatem Franciszek występuje przeciw Objawieniu Bożemu, którego źródłami równoważnymi dla katolików są Biblia i Tradycja Kościoła?

Konserwatywni teologowie katoliccy przeciwstawiają naukom obecnego papieża to, co głosił jego poprzednik – Benedykt XVI. W swym wielokrotnie komentowanym przemówieniu wygłoszonym w grudniu 2005 r. do pracowników Kurii Rzymskiej w kontekście kłopotów z właściwym i niewłaściwym przyswajaniem przez katolików nauczania II Soboru Watykańskiego powiedział: „Problemy z recepcją wzięły się stąd, że doszło do konfrontacji i przeciwstawienia sobie dwóch sprzecznych hermeneutyk i sporu na tym tle. Jedna wywołała zamieszanie, druga zaś – w sposób dyskretny, ale coraz bardziej widoczny – zaczęła przynosić i nadal przynosi owoce. Z jednej strony istnieje interpretacja, którą nazwałbym «hermeneutyką nieciągłości i zerwania z przeszłością»; nierzadko zyskiwała ona sympatie środków przekazu, a także części współczesnej teologii. Z drugiej strony istnieje «hermeneutyka reformy», odnowy zachowującego ciągłość jedynego podmiotu-Kościoła, który dał nam Pan; ten podmiot w miarę upływu czasu rośnie i rozwija się, zawsze jednak pozostaje tym samym, jedynym podmiotem — Ludem Bożym w drodze. Hermeneutyka nieciągłości może doprowadzić do rozłamu na Kościół przedsoborowy i Kościół posoborowy”[1].

Czy na pewno Kościół nigdy nie dokonał radykalnego zerwania z tym, co przez długi czas uważano za jego doktrynę?

Wokół tych słów Benedykta XVI narosło wiele nieporozumień[2]. Niemiecki papież, szukając bowiem „prawidłowej hermeneutyki”, czyli „właściwego klucza interpretacyjnego do zrozumienia i wprowadzania w życie” postanowień Vaticanum II[3], przeciwstawił to, co w Kościele służy „reformie i odnowie”, temu, co jest „nieciągłością” z doktryną Kościoła. W konserwatywnych kręgach katolickich to subtelne rozróżnienie zmieniło się w charakterystyczne retoryczne narzędzie ataku: oto są we wspólnocie katolickiej wierni Biblii i Tradycji stróże „hermeneutyki ciągłości”; są jednak także zwolennicy „hermeneutyki zerwania”. Ci ostatni to właściwie „kryptoheretycy”, występujący przeciw papieskiej nieomylności i trwałemu depozytowi wiary, jaki Kościół w sposób ciągły i niezmienny głosi od wieków.

Ta formuła interpretacyjna była dla konserwatystów katolickich niezwykle użyteczna aż do momentu abdykacji papieża Benedykta. Pontyfikat Franciszka codziennie właściwie wystawia takie rozumowanie na próbę. Zdaniem wielu doszło dziś w Kościele do niespotykanego w dziejach zerwania doktrynalnej ciągłości. Ów fakt ciężko pogodzić z popularnymi dotąd wśród licznych katolików koncepcjami „wolnego od błędu jedynego, prawdziwego Kościoła i jego Urzędu Nauczycielskiego”. Pojawiają się supozycje (nawet wśród biskupów), że Franciszek został „nieprawnie” wybrany albo że jest w istocie kacerzem. Domniemania takie wynikają niestety z braku wiedzy o historii rozwoju instytucji Kościoła i jego teologii. Warto zatem przypomnieć kilka zastanawiających w tym kontekście faktów z dziejów katolicyzmu.

Święci i heretycy

Czy na pewno Kościół nigdy nie dokonał radykalnego zerwania z tym, co przez długi czas uważano za jego doktrynę? Bez wątpienia w teologii katolickiej ważny przez wieki był np. pogląd, że wolność religijna, a nawet wolność sumienia to koncepcje problematyczne, gorszące, a nawet z gruntu błędne. Jeszcze w 1832 r. papież Grzegorz XVI w encyklice „Mirari vos” grzmiał z niewzruszonym poczuciem słuszności: „Ze stęchłego źródła indyferentyzmu, wypływa też owo niedorzeczne i błędne mniemanie, albo raczej omamienie, że każdemu powinno się nadać i zapewnić wolność sumienia. Do tego zaraźliwego błędu wprost doprowadza niewstrzemięźliwa i niczym niepohamowana dowolność poglądów, która wszędzie się szerzy ze szkodą dla władzy duchownej i świeckiej, za sprawą niektórych bezwstydników, którzy odważają się głosić, że z tego powodu religia odnosi jakąś korzyść. Ale czy może być «bardziej nieszczęśliwsza śmierć dla duszy niż wolność błądzenia?», mawiał św. Augustyn”[4].

Prawo do wolności religijnej uznał z kolei za przeciwstawne doktrynie katolickiej w swym słynnym „Syllabusie błędów” z 1864 r. bł. papież Pius IX. Przyjmował „za skierowane przeciw Bogu i Boga obrażające” następujące twierdzenia: „W naszej epoce nie jest już użyteczne, by religia katolicka miała status jedynej religii państwowej, z wykluczeniem wszystkich innych wyznań. Chwalebne jest więc, że w pewnych krajach uważanych za katolickie ustawy zezwalają, by przybysze mogli tam sprawować publicznie swoje nabożeństwa. […] Papież rzymski może i powinien pogodzić się i pojednać z postępem, liberalizmem i cywilizacją współczesną”[5].

Bł. Pius IX miał bez wątpienia mocną wewnętrzną pewność co do prawdziwości głoszonych przez siebie publicznie poglądów. Uważał, że jako następca św. Piotra dysponuje charyzmatem właściwej interpretacji Biblii oraz Tradycji Kościoła. Dziwiło go, że nie wszyscy chrześcijanie chcieli ten charyzmat w nim uznać. Nie bardzo chciał dostrzec, że mogli oni się lękać hegemonicznej władzy biskupa Rzymu, która przez wieki przyczyniła przecież cierpień wielu wyznawcom Chrystusa (o niewyznawcach już nie wspominając). Pius IX uważał zaś, że urząd, który pełnił, miał zgoła mistyczne kompetencje do słusznego rozstrzygania w kwestiach wiary i moralności, jak i odnośnie do wewnętrznej dyscypliny i zarządzania ogólnoświatową chrześcijańską trzodą.

Z całym przekonaniem dążył zatem do uroczystego ogłoszenia dogmatu o papieskiej nieomylności. Dopiął swego. Zwołany przez niego I Sobór Watykański 18 lipca 1870 r. przyjął konstytucję „Pastor aeternus”, w której znalazły się słowa do dziś dla licznych chrześcijan i niechrześcijan niezwykle kontrowersyjne: „My zatem, wiernie zachowując tradycję otrzymaną od początku wiary chrześcijańskiej, na chwałę Boga, naszego Zbawiciela, dla wywyższenia religii katolickiej i dla zbawienia narodów chrześcijańskich, za zgodą świętego soboru, nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w [osobie] św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienialne”[6].

Pius IX uważał, że jako następca św. Piotra dysponuje charyzmatem właściwej interpretacji Biblii oraz Tradycji Kościoła. Dziwiło go, że nie wszyscy chrześcijanie chcieli ten charyzmat w nim uznać

Przeciwnicy tej soborowej definicji papieskiej nieomylności podkreślali, że nie wszyscy biskupi Rzymu w ciągu dziejów wyrażali poglądy jednoznacznie ortodoksyjne. W historii nie było, co prawda, przypadku biskupa Rzymu, który podczas swojego pontyfikatu utraciłby urząd z powodu trwania przy doktrynie uznanej przez Kościół za heretycką. Jednak papieże bywali potępiani jako heretycy – i to nawet przez sobory powszechne (które, o czym niżej, dla wielu są ważniejszym autorytetem doktrynalnym niż rzymscy pontyfeksi).

Pośmiertnie owego wątpliwego w ortodoksyjnym chrześcijańskim świecie „zaszczytu” dostąpił Honoriusz I (lata pontyfikatu: 625–638), który został napiętnowany aż przez trzy ekumeniczne zgromadzenia Kościoła: III Sobór Konstantynopolitański w 681 r., II Sobór Nicejski w 787 r. oraz IV Sobór Konstantynopolitański w 870 r. Uznano, że ów rzymski pontyfeks wsparł stronników monoteletyzmu (tj. poglądu, że zarówno w swej boskiej, jak i ludzkiej naturze Chrystus kierował się tylko jedną wolą) i czynnie przyczynił się do szerzenia się tej herezji. Honoriusz zapewne nie bardzo się orientował w doktrynalnych sporach, jakie toczyli ze sobą bizantyńscy teologowie[7]. Jednak mocą swojego autorytetu uznał za obowiązującą doktrynę ostatecznie uznaną przez Kościół za fałszywą.

Nie minęło nawet pół wieku od śmierci Honoriusza, gdy anatemę względem niego ogłosił kolejny papież. Leon II (lata pontyfikatu: 682–683 – czczony w Kościele jako święty) w liście potwierdzającym ważność dekretów III Soboru Konstantynopolitańskiego napisał ni mniej ni więcej: „Honoriusz, zamiast dążyć do oczyszczania Kościoła Apostolskiego, dopuścił, by nieskalana wiara została splamiona na skutek bluźnierczej zdrady”[8]. Nie jest to, co prawda, wyraźne stwierdzenie herezji. Raczej zarzut, że biskup Rzymu nie dopełnił swoich obowiązków i – mimo wszystko dość biernie – przyczynił się do szerzenia błędnych poglądów.

Co ciekawe, do bezpośredniego poprzednika św. Leona II na tronie Piotrowym – św. Agatona (lata pontyfikatu: 678–681) – ojcowie III Soboru Konstantynopolitańskiego napisali, że wiara Kościoła rzymskiego jest od błędu wolna. W ich rozumieniu zatem papież Honoriusz mógł być heretykiem (czy też promotorem heretyckich treści, co dla konserwatywnych interpretatorów papieskiej nieomylności ma, jak się zdaje, wielkie znaczenie[9]), ale wspólnota, której przewodził, była na tę herezję impregnowana. Można stąd wysnuć wniosek, że VII-wieczni ojcowie soborowi mieli świadomość, że nieomylność Kościoła, na którego czele stoi papież – następca apostoła Piotra i depozytariusz apostolskiej tradycji, nie jest tożsama z nieomylnością, jaką mógłby sobie przypisywać zasiadający na tronie Piotrowym heretyk.

Innym biskupem Rzymu, który został uznany za heretyka, był rezydujący w Awinionie Jan XXII (lata pontyfikatu: 1316–1334)[10]. W 1329 r. wrogo nastawiony do Jana cesarz Ludwik IV Bawarski urządził nawet ceremonię w katedrze w Pizie, podczas której spalono przystrojoną w pontyfikalne szaty słomianą kukłę papieża. W spaleniu tym uczestniczył m.in. uprzednio przez pontyfeksa potępiony słynny franciszkański filozof i teolog Wilhelm Ockham.

Powodem ogłoszenia papieża heretykiem był w tym przypadku konflikt polityczny. Jednak Jan XXII istotnie miał poglądy nie do końca zgodne z prawowitą doktryną Kościoła. Dał temu wyraz w serii kazań wygłoszonych zimą 1331/1332 r. Twierdził mianowicie, że święci w niebie nie są po swojej śmierci natychmiast dopuszczeni przed oblicze Boga. Aż do dnia Sądu Ostatecznego mogą kontemplować tylko ludzką naturę Chrystusa. Przeciwko tej tezie ostro wystąpili teologowie z Uniwersytetu Paryskiego, a także król Francji. Domagano się nawet zwołania nowego soboru powszechnego. Niedługo przed swą śmiercią w 1334 r. papież nieco zmodyfikował swe stanowisko. Uznał, że dusze świętych tak przeżywają po śmierci visio beatifica (czyli widzenia Boga „twarzą w twarz”), „jak pozwala na to ich stan”[11]. Formuła ta, o dziwo, usatysfakcjonowała krytyków Jana. Niemniej fakt, że papież doktrynalnie pobłądził, znów dał asumpt do rozważań, czy biskup Rzymu aby zawsze i w każdych okolicznościach jest wiarygodnym strażnikiem prawdziwej doktryny[12].


[1] Benedykt XVI, „Przemówienie do kardynałów, biskupów i pracowników Kurii Rzymskiej”, 22.12.2005, cytat za: https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/przemowienia/kuriarz_22122005.html [dostęp: 30.07.2019.
[2] Pisał o tym przed laty na łamach „Więzi” Zbigniew Nosowski. Zob. Z. Nosowski, „Zrozumieć nowość. Benedykt XVI wobec II Soboru Watykańskiego”, „Więź” 2010, nr 4.
[3] Tamże.
[4] Grzegorz XVI, „Mirari vos”, 14. Cytat za: https://silesia.edu.pl/slask/index.php?title=Papie%C5%BC_Grzegorz_XVI_-_encyklika_Mirari_vos_z_15_VIII_1832 [dostęp: 31.07.2019].
[5]Pius IX, „Syllabus błędów”, 77-78. 80, Cytat za: https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_ix/inne/syllabus_08121864.html [dostęp: 31.07.2019].
[6] Konstytucja „Pastor aeternus”, 36, cytat za: http://ptm.rel.pl/czytelnia/dokumenty/dokumentysoborowe/sobor-watykanski-i/261-konstytucja-dogmatyczna-o-kosciele-chrystusowym-pastor-aeternus.html [dostęp: 31.07.2019].
[7] Zob. E. Duffy, „Historia papieży. Święci i grzesznicy”, tłum. B. Gadomska, Warszawa 2007, s. 80–81.
[8] Por. H. Denzinger, A. Schönmetzer: „Enchiridion symbolorum: definitionum et declarationum de rebus fidei et morum”, Fryburg Bryzgowijski 1976., n. 563.
[9] Ostatnio pisał o tym z przejęciem biskup pomocniczy kazachskiej Astany (Nursułtanu) Athanasius Schneider – zob. „W kwestii papieża heretyka”, https://www.pch24.pl/w-kwestii-papieza-heretyka,66994,i.html [dostęp: 03.08.2019].
[10] Na ten temat zob. J. J. Norwich, „Niezwykłe historie papieży. Dzieje papieży – od św. Piotra do Benedykta XVI”, tłum. A. Żukowska-Maziarska, Warszawa 2012, s. 238–239.
[11] Tamże.
[12] W XVI w. ostatecznie pojawiły się dwie teologiczne, wyrażone w odpowiednich łacińskich formułach prawnych odpowiedzi na pytanie, co należy zrobić z papieżem-heretykiem. Znany z dyskusji z Lutrem kardynał Kajetan uważał, że papież, który jako prywatny doktor (czyli nie chodziło w tym przypadku o „urząd Piotrowy”) popadł w herezję, powinien być oficjalnie złożony z urzędu (deponendus est). Kardynał Bellarmin utrzymywał z kolei, że papież, który jako prywatny doktor popadł w herezję, de facto nie pełni już „urzędu Piotrowego” z powodu wyznawanej i głoszonej herezji (depositus est).

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2019

Kup tutaj