Działalność środowisk LGBT to okrzyk: „Przyjmijcie nas z naszą odmiennością!”. Reakcja hierarchów to z kolei okrzyk grozy: „Nasz świat się kończy, a my nie rozumiemy tego, który nadchodzi!”.

Polski przekład wywiadu, jaki ukazał się 4 września 2019 r. w czeskim portalu Aktualne.cz. Dziękujemy autorowi wywiadu, redaktorowi naczelnemu Aktualne.cz, i ks. prof. Halíkowi za zgodę na polską publikację

Josef Pazderka: Niedawno arcybiskup krakowski Marek Jędraszewski w swoim kazaniu powiedział, że przez kraj kroczy „już nie czerwona zaraza, ale nowa, neomarksistowska, która chce zawładnąć naszymi duszami, sercami i umysłami – nie czerwona, ale tęczowa”. Czeski prymas, kardynał Dominik Duka, poparł abp. Jędraszewskiego, wcześniej też krytykował Prague Pride (praska parada dumy organizowana przez środowiska homoseksualne). Po tych wydarzeniach Ksiądz Profesor postanowił publicznie zabrać głos. Dlaczego?

Ks. Tomáš Halík: O wiele bardziej niż sam przedmiot sporu przeszkadza mi powierzchowna, emocjonalna i werbalnie agresywna retoryka, jaką wybierają kościelni dostojnicy. Ten fakt oraz nieuczciwa argumentacja uniemożliwiają solidne przemyślenie i rzeczowy dialog, niepotrzebnie też dolewają oliwy do ognia wojny kulturowej. To jest porównywanie zjawisk nieporównywalnych: z jednej strony są starania o społeczne uznanie ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, a z drugiej – komunistyczny terror. Nazywanie ruchu LGBT „zarazą” jest głupim objawem nieumiejętności rozróżniania.

Czy w tej reakcji bardziej Księdzu przeszkadza forma czy treść?

– Forma jest związana z treścią. Nasz świat jest krainą krzyku. Działalność środowisk LGBT to okrzyk: „Przyjmijcie nas z naszą odmiennością!”. Reakcja hierarchów to z kolei okrzyk grozy: „Nasz świat się kończy, a my nie rozumiemy tego, który nadchodzi!”. To objaw strachu, złości i desperacji. Już Kierkegaard mówił o „chorobie na śmierć”.

Papież jest konserwatywny, jeśli chodzi o zasady, a miłosierny w praktyce duchowej i duszpasterskiej. Takie jest również moje stanowisko, jakkolwiek niektórzy przez pomyłkę uznają dziś mnie – starego konserwatystę – za progresistę

Gdyby przedstawiciele Kościoła – zamiast obrażać się na świat i pospiesznie reagować w mediach społecznościowych – potrafili usiąść w ciszy w kaplicy, przynajmniej na godzinę, w nocy czy wcześnie rano, uspokoić się, wewnętrznie przepracować emocjonalny zamęt i wszystko do głębi przemedytować (tak jak robi na przykład papież Franciszek), mówiliby jak ludzie ducha i pasterze, a nie tak jak teraz: niczym zdenerwowani, zgorzkniali starcy. W ich słowach brak prawdziwej duchowej diagnozy, całkowicie uciekają im fundamenty rzeczywistości.

To bardzo mocne słowa.

– Ja nie rzucam słów na wiatr. Jestem księdzem od 40 lat, swoją kapłańską służbą, kaznodziejstwem, w konfesjonale, wykładami czy swoimi książkami pomogłem znaleźć drogę do wiary wielu ludziom. Dwóm pokoleniom pomagałem w nawróceniu się od powierzchownego ateizmu (albo od powierzchownej, mechanicznie odziedziczonej religijności) do głębszej, przemyślanej wiary opartej na medytacji; wiary, która będzie miała siłę przetrwać w zaczynającym się, trudnym okresie wielkich zmian. To ci ludzie dziś mnie pytają: Czy Duka i polscy konserwatywni biskupi to naprawdę oficjalny i jedyny głos Kościoła?

Chce Ksiądz zaproponować alternatywę dla bardziej liberalnych katolików?

– Moje sumienie zobowiązuje mnie, abym publicznie pokazywał, że Kościół może przemawiać również innym głosem. Poza tym mam doświadczenie z „Laboratorium dialogu” w Czeskiej Akademii Chrześcijańskiej. Regularnie urządzamy tam rzeczowe, specjalistyczne debaty teologów i chrześcijańskich intelektualistów z przedstawicielami różnych grup społecznych. Niedawno spotkaliśmy się ze specjalistami od gender i znów okazało się, że rozmawiając, możemy rozmontować wzajemne uprzedzenia i wspólnie się ubogacić, choć przecież nadal nie do końca i nie we wszystkim się zgadzamy. Przez lata proponowaliśmy udział w takich spotkaniach wszystkim naszym biskupom. Pozytywnym wyjątkiem wśród nich był nieżyjący już kardynał Miloslav Vlk, który z własnej woli chodził na te spotkania regularnie, do samej śmierci. Dziś jeździ tam tylko jeden biskup.

Dlaczego problematyka mniejszości seksualnych cały czas wzbudza tak silne emocje w Kościele katolickim?

– Stanowisko Kościoła wobec seksualności było przez wieki wystawione na zagrożenia gnostycką herezją, odrzuceniem cielesności i strachem przed seksualnością. Ten lęk był i nadal jest wzmacniany przez tych celibatariuszy, którzy mają problemy z dotrzymaniem podjętego zobowiązania.

„Drugie oświecenie” lat 60. XX wieku przyniosło rewolucję seksualną. Część kościelnych autorytetów, zamiast podjąć głębsze studium tych zjawisk, przeraziła się. To wtedy głównym kryterium katolickiej ortodoksji uczyniono rygorystyczne stanowisko w tej sferze. Odtąd „prawdziwy” katolik (ewentualnie: odpowiedni kandydat na biskupa) to był ten, który głośno potępiał prezerwatywy i związki homoseksualne oraz domagał się kryminalizacji aborcji.

W całym Kościele wyczuwalny jest opór przeciw reformom papieża Franciszka. Szczególnie aktywna jest tu amerykańska prawica

Dopiero papież Franciszek miał odwagę nazwać ten przesadny nacisk na moralność seksualną właściwym określeniem: neurotyczna obsesja. Przypomniał, że jądrem chrześcijaństwa jest coś innego.

Rzecz jasna, świeckie społeczeństwo zareagowało na to kościelne moralizowanie. Jego odpowiedź brzmiała: „Lepiej popatrzcie sami na siebie!”. To wtedy ujawniono przypadki seksualnego wykorzystywania dzieci i nieletnich przez duchownych na skalę, której wcześniej nikt nie przewidywał. Niektórzy biskupi próbują to bagatelizować, ale papież Franciszek wzywa do całkowitej szczerości i szukania głębszych przyczyn tych zjawisk.

Wreszcie, jeśli chodzi o stosunek do homoseksualistów – nie można dalej ukrywać, że pewna część duchownych katolickich przy pomocy celibatu próbowała kryć swoją seksualną orientację i brak dojrzałości psychoseksualnej. Szczególnie w przypadku agresywnych homofobów dość często mamy do czynienia ze świadomą czy nieświadomą kompensacją własnej, nieuznanej homoseksualności.

Co teraz powinien zrobić Kościół?

– W studiach teologicznych i pracy pastoralnej konieczna będzie rewizja niektórych przekonań związanych z seksualnością, przy wykorzystaniu szeregu ustaleń współczesnej neurofizjologii, psychologii i antropologii kulturowej. Współczesna teologia już nie ma problemu z heliocentryczną kosmologią czy nowoczesną biologią. Da sobie też pewnie radę w obszarze antropologii. Nie możemy dalej trwać przy ahistorycznych wyobrażeniach pochodzących ze średniowiecza.

Jeśli papież w tym roku na Synodzie Biskupów dotyczącym Amazonii otworzy drogę do święceń kapłańskich żonatych mężczyzn, to oczywiście nie rozwiąże to problemu braku księży, ale pewnie pomoże w osiągnięciu bardziej zdrowego klimatu psychologicznego w szeregach kleru.

Oficjalne stanowisko Kościoła wobec homoseksualizmu jest nadal dwuznaczne: Katechizm określa homoseksualne zachowania jako niemoralne, ale dodaje, że osoby homoseksualne mają być przyjmowane z szacunkiem, współczuciem i delikatnością oraz że trzeba unikać niesprawiedliwej dyskryminacji. Patrząc na to z zewnątrz, trudno znaleźć pole do kompromisu.

– W najnowszych kościelnych dokumentach, w dokumentach Soboru i wypowiedziach papieża Franciszka na zakończenie ostatniego Synodu widać, że wszystkie te teksty powstają jako kompromis po debatach różnych prądów myślowych. Dlatego zawierają specyficzną dwuznaczność, którą można rozmaicie interpretować.

Moje stanowisko wobec homoseksualistów bardzo zmieniło się od czasu, kiedy zacząłem słuchać ich życiowych historii w konfesjonale

Są tacy, którzy rozumieją jedność Kościoła jak uniformizację. I są ci, którzy za świętym Pawłem głoszą organiczne ujęcie jedności Kościoła – że Kościół ma być jak ciało, w którym poszczególne organy uzupełniają się w swojej niezastąpionej odmienności. Ci ostatni raczej cieszą się z przestrzeni do interpretacji.

Przecież na przykład podczas niedawnego Synodu Biskupów o rodzinie okazało się, że pojęcie „tradycyjna rodzina” jest zamkiem zbudowanym na wodzie – bo zupełnie inaczej wygląda struktura i rozumienie rodziny w afrykańskim społeczeństwie plemiennym, a inaczej na przykład w ponowoczesnej Francji. Podobnie w poszczególnych kulturach i tradycjach różny jest stosunek do homoseksualizmu i homoseksualistów. Jest ogromna różnica między tymi, którzy szanują ustalenia nauk psychiatrycznych i biologicznych na temat orientacji seksualnej oraz tymi, którzy ustalenia te ignorują.

Czy Księdza zdaniem nastał już czas na przewartościowanie katolickiej nauki o homoseksualizmie?

– Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek zmieniło się stanowisko Kościoła w tej kwestii, że pojęcie małżeństwa – szczególnie jako sakramentu – musi być zarezerwowane tylko dla relacji mężczyzny i kobiety. Tym, co już się zmienia z różną prędkością w różnych kulturach i grupach, jest natomiast duszpasterskie podejście do ludzi, którzy w związkach homoseksualnych szczerze pragną wierności i wzajemnego wsparcia.

Rozumiem jednak, że nawet biskupi i teologowie, którzy pragną reform, nie chcą tego procesu nadmiernie przyspieszać, mając na względzie konserwatywną większość. Kierują się starym rzymskim prawidłem: „Myślmy stuleciami” (pensiamo in secoli).

Czy brał Ksiądz udział w organizowanej przez środowisko LGBT paradzie Prague Pride?

– Maszerować w tym korowodzie? To jest coś, co by mi nawet we śnie nie przyszło do głowy. Przebieg parady, który widziałem na filmach (i kiedyś, przypadkiem, na własne oczy w Niemczech) jest absolutnie sprzeczny z moim mocno konserwatywnym gustem estetycznym. Pewien brytyjski dżentelmen powiedział mi, że jedynym dniem w roku, gdy wstydzi się tego, że jest gejem, jest właśnie dzień tego karnawału.

Jeśli jako chrześcijanie damy sprowokować się do agresji, to pozwolimy wciągnąć się w spiralę gniewu i nienawiści. A Jezus uczył czegoś przeciwnego

Ale czymś obcym mi jeszcze bardziej jest potępianie i demonizowanie czegokolwiek tylko dlatego, że mi się to nie podoba. Raczej staram się rozumieć i stosować w takich przypadkach wiedzę, jaką posiadam z zakresu psychologii społecznej i historii kultury.

I do jakich wniosków Ksiądz doszedł?

– Wspólnoty LGBT starają się zyskać uznanie ze strony większości. Ale kiedy mają już dość tych starań, zaczynają z tego uznania rezygnować i dochodzi do prowokacji, czasem bardzo niesmacznych. U nas sytuacja jest o tyle specyficzna, że społeczeństwo jest dość liberalne i z tego powodu ta część społeczności LGBT, która prowokuje głównie dla zabawy, stara się celowo rozdrażnić i ośmieszyć jeszcze mniej lubianą mniejszość, czyli religijnych konserwatystów.

Pamiętajmy więc, że jeśli damy sprowokować się do agresji (a przecież w Polsce słownej agresji biskupów towarzyszyły także brutalne, fizyczne ataki bigoteryjnych bojówek), to pozwolimy wciągnąć się w spiralę gniewu i nienawiści. A Jezus uczył czegoś przeciwnego – jak taką spiralę zatrzymać, łącznie z nastawieniem drugiego policzka. Bardziej doświadczeni hierarchowie na tego typu prowokacje reagują raczej asertywną techniką otwartych drzwi albo próbą rozmowy.

Krytycy Kościoła powinni z kolei zauważyć, że publiczne wystąpienia społeczności LGBT przesuwają się z obszaru protestu w obronie mniejszości w obszar karnawałowej zabawy i komercji. To samo stało się już kiedyś z protestami młodzieży i ruchem hippisowskim w latach 60. Z pierwotnego protestu przeciwko konsumpcjonizmowi i konformizmowi zamieniły się w modę, w komercyjny towar na sprzedaż.

Klasyczna rodzina musi być priorytetem i w Kościele, i w społeczeństwie. To fundament Kościoła i państwa

Przemysł rozrywkowy stopniowo połyka też w tej chwili protesty antyglobalizacyjne i ekologiczne. Trzeba także pamiętać, że współcześni populiści – tacy jak Donald Trump, Miloš Zeman czy Boris Johnson – to w istocie klauni. Przemysł rozrywkowy pochłania i religię, poczynając od amerykańskich megakościołów, a kończąc na rozmaitych religijnych, stadionowych festynach u nas. Dla ludzi, którym brakuje życiowej radości, takie zabawy to namiastka narkotyków. A przecież prawdziwa radość to życie duchowe. Można ją osiągnąć przez medytację w pustelni, a nie przez rozentuzjazmowany tłum na stadionie.

Konserwatywna część katolików twierdzi, że współczesna Europa broni mniejszości seksualnych, ale lekceważy problemy klasycznej rodziny, tworzonej przez mężczyznę i kobietę oraz ich dzieci.

– Klasyczna rodzina musi być priorytetem i w Kościele, i w społeczeństwie. To fundament Kościoła i państwa. W naszej akademickiej praskiej parafii Zbawiciela poświęcamy wiele czasu i sił na dokładne przygotowania narzeczonych do małżeństwa. Jest to między innymi cykl wykładów specjalistów z różnych dziedzin oraz indywidualne dyskusje. Pomagamy w takich przygotowaniach także wielu innym parafiom. Nasz zespół wykorzystuje przy tym nasze kwalifikacje psychologiczne i doświadczenie kliniczne.

Oczywiście mniej się o tym mówi, bo LGBT to temat modny i medialnie atrakcyjny. Sam jednak mam wiele szacunku dla tych, którzy szczególnie w dzisiejszym klimacie społecznym dbają o rodzinę, ale nie robią tego płomiennymi przemówieniami, tylko osobistym zaangażowaniem, szacunkiem, miłością i wiernością.

W kwestii Prague Pride na nowo wszedł Ksiądz w konflikt z czeskim prymasem, kardynałem Dominikiem Duką. Już w ubiegłym roku został Ksiądz oficjalnie upomniany za to, że w swoich medialnych wystąpieniach krytykuje Ksiądz wypowiedzi własnego biskupa.

– Z Dominikiem Duką znamy się już 50 lat, współpracowaliśmy jeszcze w podziemnym Kościele za komunizmu. Kiedy miał zastąpić kardynała Vlka [w roku 2010], cieszyłem się, że będziemy współpracować. Kiedy jednak pewnego dnia przyjechał do Pragi w złotym powozie zaprzężonym w konie, napisałem mu, że jego poprzednik św. Wojciech na znak pokory przyszedł do swojej biskupiej stolicy w Pradze boso. Im dalej, tym bardziej widziałem, że Dukę pochłaniają jego dwa koniki: polityka i historia. Jedno i drugie obraca go ku przeszłości [w 2016 r. o narastaniu tego konfliktu pisał na naszych łamach Bartosz Bartosik: Halík i Duka: jedna drużyna? – red.].

Publiczne wystąpienia społeczności LGBT przesuwają się z obszaru protestu w obronie mniejszości w obszar karnawałowej zabawy i komercji. To samo stało się już kiedyś z protestami młodzieży i
ruchem hippisowskim

Kardynał miał także ogromnego pecha, że czas jego misji wypełniły głównie spory o restytucje kościelnego majątku. Postawił na lojalność wobec ludzi władzy, a szczególnie na dwóch poprzednich prezydentów – a w konsekwencji przestał słuchać krytyków. W ubiegłym roku jednoznacznie poparł paranoidalną wizję księdza Petra Pithy [chodzi o szeroko dyskutowane w Czechach kazanie na Mszy z okazji Święta Czeskiej Państwowości, wygłoszone w obecności najwyższych urzędników państwowych i transmitowane przez publiczną telewizję – red.], który opowiadał między innymi, że liberałowie już wkrótce zaczną posyłać swoich przeciwników do obozów zagłady, odbierać im dzieci i sprzedawać je. Wtedy uświadomiłem sobie, że choć będę nadal wiernie i z pełnym szacunkiem szanować Dukę jako zwierzchnika kościelnego, to jego osobistych poglądów społeczno-politycznych już nie mogę traktować poważnie.

Nie boi się Ksiądz kar kościelnych?

– Kiedy przed laty rozpoczynałem nielegalną działalność w ramach Kościoła podziemnego, musiałem wykreślić słowo „strach” ze swojego słownika. Dominik Duka to inteligentny człowiek i na pewno rozumie, że represjonowanie nonkonformistycznych teologów w dzisiejszych czasach może co najwyżej zaowocować zwiększeniem ich popularności, zapewnić im dostęp do mediów, zwiększać sprzedaż książek i poczytność tekstów. Tak naprawdę boję się tylko tego, że przegapię głos Boży w swoim sumieniu. Właśnie sumieniem mamy się kierować w sferze społeczno-politycznej, a nie osobistymi poglądami hierarchów.

Ale spór z przełożonym nie jest dla mnie niczym przyjemnym. To krzyż, który muszę nieść, jeśli mam zgodnie ze swoim sumieniem wypełniać obowiązki duszpasterskie. Naprawdę już wielu ludzi dziękowało mi za moje publiczne wystąpienia. Mówili, że pomogłem im zwalczyć pokusę opuszczenia Kościoła.

Niektórzy zarzucają księdzu nadmierną medialne nagłaśnianie wewnętrznych sporów w Kościele.

– Jeśli chodzi o upomnienie, które dostałem w ubiegłym roku, ja tylko odpowiadałem na pytania dziennikarzy, którzy już wszystko skądś wiedzieli. A informacje do mediów, szczególnie tych bulwarowych, przez długi czas wynosił z praskiej Kurii jeden z bliskich współpracowników arcybiskupa. Prawdopodobnie bał się, żeby te media nie opublikowały bardzo ciemnych faktów z jego życia. Dziś ten człowiek stoi już przed sądem Bożym.

Czy niechęć kardynała Duki i konserwatywnych katolików w Europie Środkowej wobec mniejszości seksualnych może mieć jeszcze jakiś inny wymiar?

– Oczywiście. W całym Kościele wyczuwalny jest opór przeciw reformom papieża Franciszka. Szczególnie aktywna jest tu amerykańska prawica, której przeszkadza papieska krytyka nieograniczonego ekonomicznego liberalizmu i niszczenia środowiska naturalnego. Głównym architektem koalicji przeciw Franciszkowi jest były doradca Donalda Trumpa – Steve Bannon, który niedawno próbował we Włoszech założyć międzynarodowy ośrodek szkoleniowy dla polityków populistycznych w celu rozbicia Unii Europejskiej.

Nie można dalej ukrywać, że pewna część duchownych katolickich przy pomocy celibatu próbowała kryć swoją homoseksualną orientację i brak dojrzałości psychoseksualnej

Te kręgi liczą na episkopaty krajów Grupy Wyszehradzkiej. Tutejszym biskupom nadal bowiem w większości brak nowoczesnego wykształcenia, a teraz dodatkowo są oni przerażeni szybkim procesem laicyzacji w swoich krajach. Mogą więc być łatwą ofiarą takich politycznych planów. Koalicja konserwatywnych biskupów krajów V4 może być kompatybilna ze stanowiskiem rządów w tych krajach, które są dziś hamulcowymi w procesie integracji europejskiej. Ale jeśli hierarchowie chwycą tę przynętę, to słono za to zapłacą. Zachowania biskupów już dziś uruchamiają proces szybkiej sekularyzacji – i to nawet w Polsce, do niedawna tak „katolickiej”.

Czy sytuacja w Czechach rzeczywiście jest tak dramatyczna, jak głosił tytuł niedawnego komentarza Księdza w portalu „Denik N” – że Duka prowadzi katolików w objęcia populistów i konfliktu w Kościele nie można już dalej ukrywać.

– Ten tytuł pochodzi od redakcji, a nie ode mnie. To dziś niestety rzecz całkiem zwyczajna, że media podkręcą tytuł, a potem o poglądach autora dyskutują ludzie, którzy czytają tylko tytuły. Niestety, jest jednak prawdą, że podział w Kościele, w świecie i u nas rzeczywiście istnieje i się pogłębia. Jest też prawdą, że kardynał Duka zyskuje poklask populistów (wspierając niemożliwe do obrony wypowiedzi Pithy czy Jędraszewskiego), ale traci autorytet rozumnie myślących ludzi, szczególnie młodego pokolenia.

Kardynał – w oświadczeniu, w którym wsparł abp. Jędraszewskiego – kilkakrotnie odwołuje się do papieża Franciszka. Ksiądz też go cytuje, ale inaczej. Jak zwykły człowiek ma się w tym zamieszaniu orientować?

– Mi to też bardzo przeszkadza. Kardynał Duka przecież musi wiedzieć, że z Franciszkiem nie są ulepieni z tej samej gliny, a jeśli chodzi o poglądy polityczne, znacznie bliżej mu do oponentów papieża wewnątrz Kościoła, do ludzi, którzy tego papieża szczerze nienawidzą. Rozumiem, że pozycja nie pozwala mu otwarcie się od papieża dystansować, ale przynajmniej nie powinien przy pomocy wyrwanych z kontekstu cytatów udawać, że jego poglądy są mu bliskie.

Mimo to czeski prymas zwraca uwagę na słowa papieża z listopada 2014 r, gdzie głowa Kościoła w kontekście homoseksualistów mówi: „Ta rewolucja w zakresie obyczajów i moralności często «wymachiwała flagą wolności», jednak w rzeczywistości przyniosła zniszczenie duchowe i materialne niezliczonym istotom ludzkim, zwłaszcza najbardziej bezbronnym”.

– Nie wszyscy rozumieją papieża Franciszka [jak pisał na naszych łamach ks. Alfred Marek Wierzbicki, cytowane wyżej słowa papieża „nie odnoszą się wcale do tzw. ideologii LGBT+. Gdy papież mówił o wymachiwaniu flagą wolności, miał na myśli zjawisko «kultury tymczasowości», niszczącej trwałość więzi małżeńskiej” – red.]. Ja proponuję taki klucz: papież jest konserwatywny, jeśli chodzi o zasady, nie zmienia dogmatów, a mimo to jest miłosierny i życzliwy w praktyce duchowej i duszpasterskiej. Takie jest również moje stanowisko, jakkolwiek niektórzy przez pomyłkę uznają dziś mnie – starego konserwatystę – za progresistę.

Na przykład moje stanowisko wobec homoseksualistów bardzo zmieniło się od czasu, kiedy zacząłem słuchać ich życiowych historii w konfesjonale. Szczególnie kiedy poznałem historie homoseksualnych chrześcijan wyrzuconych przez pobożnych rodziców z domu. Słyszałem też opowieści o tych, którzy z takich powodów popełnili samobójstwo. Nie chcę zatem pospiesznie ich oceniać, aby nie ponosić współwiny za takie tragedie.

Myślę, że gdyby kardynał Duka spędzał więcej czasu w konfesjonale niż na urodzinowych przyjęciach polityków, to być może zobaczyłby te rzeczy inaczej i pewnie lepiej byśmy się rozumieli.

Mówi Ksiądz, że podział w Kościele, w świecie, ale też u nas rzeczywiście istnieje i pogłębia się.

– Widoczne jest, że różne grupy – także chrześcijan wewnątrz Kościoła – w niektórych sprawach się nie zgadzają. Osobiście mnie to ani nie dziwi, ani nie przeraża, widzę za tym głównie naturalne, psychologiczne różnice między ludźmi. Jedni ludzie tęsknią głównie do stabilności, inni wolą dynamikę i rozwój. Kto studiuje dzieje Kościoła, ten widzi, że zawsze tak to wyglądało, ale historię post factum poprawiali zwycięzcy.

Spór z moim biskupem nie jest dla mnie niczym przyjemnym. To krzyż, który muszę nieść, jeśli mam zgodnie ze swoim sumieniem wypełniać obowiązki duszpasterskie

Tym niemniej nawet Nowy Testament realistycznie opowiada o tym, jak święty Paweł rezolutnie postawił opór pierwszemu papieżowi Piotrowi i pozostałym autorytetom kościelnym. W końcu wszyscy oni, metodą drobnych kompromisów, przyjęli reformy Pawła. W ten sposób pierwotne judeochrześcijaństwo apostołów relatywnie szybko zanikło. Chrześcijaństwo takie, jakie znamy, jest efektem odważnej misji Pawła do pogan.

A dziś podziały są bardziej widoczne, bo Kościół nie ma już władzy świeckiej i hierarchowie nie mogą wyciszać czy cenzurować odmiennych poglądów, nawet wewnątrz Kościoła.

Faktem jest też wyraźny podział światopoglądowy wewnątrz Kościoła.

– Kościół jest dziś podobnie podzielony jak społeczeństwo i nie ma sensu tego ukrywać. Jednak i tu, przy takich różnicach Kościół powinien świecić przykładem: nie powinniśmy ludziom odmiennych poglądów przypisywać złych intencji czy z wyższością ich pouczać, próbować zamknąć im usta albo osobiście szkodzić. Demonizowanie odmiennych jest wprawdzie częścią naszych współczesnych sporów, ale przecież i przed tym Jezus nas ostrzegał! Raczej należy wzajemnie się słuchać i nieustannie pytać, czy ten drugi choć trochę nie ma racji. Obawiam się, że w tym zakresie my chrześcijanie – także ja! – musimy się jeszcze sporo nauczyć.

Tłumaczył Tomasz Maćkowiak

Ks. Tomáš Halík – ur. 1948. Filozof, teolog i socjolog, profesor Uniwersytetu Karola w Pradze, eseista. Był doradcą czeskiego prezydenta Václava Havla. Laureat Nagrody Templetona w roku 2014. W Polsce ukazało się wiele jego książek, m.in.: ”Wyzwoleni, jeszcze nie wolni. Czeski katolicyzm przed i po 1989 roku”, ”Wzywany czy niewzywany, Bóg się tutaj zjawi. Europejskie wykłady z filozofii i socjologii dziejów chrześcijaństwa”, ”Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą”, ”Drzewo ma jeszcze nadzieję. Kryzys jako szansa”, ”Przenikanie światów. Z życia pięciu wielkich religii”, ”Hurra, nie jestem Bogiem!”, „Zacheuszu. 44 kazania o sensie życia”, „Europejskie mówienie o Bogu i milczenie o Bogu”, „Chcę, abyś był”, „Dotknij ran: duchowość nieobojętności”, „Teatr dla aniołów: życie jako religijny eksperyment”, „Różnorodność pojednana”, „Żyć z tajemnicą”, „Żyć w dialogu”.

Oryginalna wersja rozmowy – zob. tutaj