Nasza postawa wobec świata nie może być nigdy postawą odrzucenia motywowaną przez lęk. Musimy patrzeć na świat i ludzi z szacunkiem i miłością.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/1994. To referat wygłoszony na sympozjum Rady Konferencji Episkopatów Europy w Pradze (7-13 września 1993 r.).

Spotykamy się w krytycznym momencie powojennej historii naszego kontynentu. Jest to czas niepokoju, lecz także realnej szansy. Wizja dopiero co wyzwolonej i pokojowej Europy, która pojawiła się w 1989 roku, wnet przygasła w cieniu tragedii Jugosławii. Również w innych miejscach istnieje niebezpieczeństwo naporu skrajnego nacjonalizmu, a kraje pokomu­nistyczne czynią wielkie wysiłki, aby napór ten pohamować poprzez budo­wę instytucji demokratycznych. Na Zachodzie – rozproszenie społeczne, ubytek wspólnych wartości moralnych oraz powszechny brak politycznej wizji przyczyniają się do poczucia bezwładnego dryfowania z prądem wydarzeń i rozczarowania.

Jednakże możliwości są również ogromne. Tu, w Pradze, znajdujemy się w samym sercu naszego kontynentu, w którym wielu ludzi usiłuje budować bardziej stabilne i pomyślne warunki rozwoju Europy opartej na wolności, sprawiedliwości i szacunku dla godności czło­wieka. W krajach pokomunistycznych istnieje tęsknota do moralnej i du­chowej odnowy, która przywróciłaby szacunek dla prawdy i odbudowała zaufanie; również na Zachodzie wielu ma poczucie, że ponowne odkrycie wspólnych wartości moralnych i duchowych jest podstawowym warunkiem utrzymania trudnego zwycięstwa wolności demokratycznych, nawet samego gmachu prawa i porządku.

We wszystkich częściach dzisiejszej Europy ludzie ponownie patrzą na Kościoły w oczekiwaniu, że przyczynią się one do urzeczywistnienia marzeń o prawdziwym pokoju i jedności w Europie.

Obecne rozszerzone sympozjum jest bardzo ważnym momentem w ży­ciu Kościoła. Nawiązując do Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Europie, które miało miejsce w ubiegłym roku, mamy oto możliwość czerpania z rozważań jego uczestników i pogłębienia naszego rozumienia roli Kościoła w obecnym czasie głębokiej zmiany i niepewności.

Przybyli tu przedstawiciele całego Ludu Bożego: osoby świeckie, zakonnicy, księża i biskupi wraz z przedstawicielami innych Kościołów chrześcijańskich, aby rozmyślać, słuchać się wzajemnie, a nade wszystko – aby poszukiwać Ducha Prawdy (J 15,26). Fakt, że wszystkie te grupy mają tu swoich przedstawicieli jest ważny zwłaszcza dlatego, że przypomina on nam, iż każdy członek Ludu Bożego ma coś cennego do zaofiarowania.

Podobnie jak uczniowie zgromadzeni wraz z Marią i innymi kobietami w wieczerniku w Dniu Pięćdziesiątnicy, my również czekamy na przewod­nictwo i inspirację Ducha Świętego. Teologia prawosławna od początku kładzie szczególny nacisk na rolę Ducha Świętego jako źródła stałej odno­wy i serca życia Kościoła: „Przyjście Ducha Świętego w Kościele – pisał je­den z jej przedstawicieli – nie jest odosobnionym wydarzeniem historycz­nym z przeszłości, lecz stałym darem, który daje życie Kościołowi, zapew­niając jego istnienie w historii ludzkości, umożliwiając mu dawanie świa­dectwa o zapoczątkowanym Królestwie Bożym” („Orthodox Thought”, raporty o prawosławnych konsultacjach zorganizowanych przez Światową Radę Kościołów 1975-82, wyd. Genges Tsetes, ŚRK, Genewa 1983, s. 38-39).

Przekleństwo nacjonalizmu, które prześladuje europejską przeszłość, ma swoje źródło w podniesieniu narodowej tożsamości do rangi fałszywego absolutu

Pięćdziesiątnica jest teraz. Duch stale działa w Kościele i w świecie, a życie w dynamice tego działania oznacza oczekiwanie odnowy i przemiany; oznacza wiarę w przyszłość, pokładanie ufności w Tym, którego ręce podtrzymują w istnieniu wszelkie stworzenie i którego tchnienie daje życie wszelkiemu stworzeniu. Księga Mądrości uczy nas: „Albowiem Duch Pański wypełnia ziemię” (Mdr 1,7). Dlatego nasza postawa wobec świata nie może być nigdy postawą odrzucenia motywowaną przez lęk. Ludzka ułomność i niegodziwość nie mogą nigdy zgasić lub definitywnie udaremnić miłującej mocy Boga, który stworzył wszystko i podtrzymuje wszystko w istnieniu. Musimy dążyć do tego, aby patrzeć na nasz świat i jego ludzi z szacunkiem i miłością, ożywieni pragnieniem pełnienia naszej roli, tu i teraz, w budowaniu Królestwa Bożego.

Miną pokolenia, zanim ujawnią się i rozwiną podstawowe konsekwencje tych rewolucji, jakie dokonały się w Europie środkowej i wschodniej. Nadal zaledwie zaczynamy dostrzegać zasięg ich skutków: społecznych, politycznych, gospodarczych i duchowych dla Europy i szerszego świata. A jednak wiele zdołano już zrobić w dziele przemyślenia przyszłego kształtu Europy i roli Kościołów. Wspomniałem już oznaczeniu Synodu Biskupów poświęconego Europie z 1991 roku. Jednakże jeszcze zanim gmach komunizmu w Europie całkowicie rozpadł się, w Bazylei w maju 1989 roku obradowało Europejskie Zgromadzenie Ekumeniczne, aby zbadać, co Duch Święty mówi dzisiaj do Kościołów w Europie. Myślę, że dobrze zrobimy, jeśli obejmiemy refleksją również pracę tego Zgromadzenia oraz skorzysta­my z godnej uwagi ekumenicznej zgody, jaką osiągnęło ono w kwestii naj­ważniejszych zadań Kościołów, określając wyzwania i zadania stojące przed nami.

Szczególnie uderzyło mnie położenie nacisku na potrzebę nawrócenia (metanoia). Zgromadzeni w Bazylei delegaci podkreślali, że prawdziwe nawrócenie, do którego stale jesteśmy powoływani jest czymś więcej niż uznaniem przyszłych grzechów i przyjęciem przebaczenia. Jest ono głęboką przemianą umysłu i serca, otwarciem na odnowicielską moc Bożego życia i miłości, wewnętrznym przeobrażeniem naszych postaw i głębszą świado­mością obecności Boga w naszym życiu i w świecie. Być nawróconym zna­czy: widzieć jaśniej, że Chrystus jest w centrum wszystkiego. To znaczy także: ogarnąć i przyjąć Jego wartości i Jego życie, a przez to przybliżyć się do oglądania świata takim, jakim widzi go Chrystus. Wtedy będziemy mogli jasno rozpoznać dziedziny spraw rzeczywiście najważniejszych i miejsca, w których można Go odnaleźć. Wtedy dopiero będziemy w stanie odejść od widzenia nas samych jako miejsc najważniejszych naszego świa­ta i zobaczyć, wedle pierwszych słów „Gaudium et spes”, że „radość i na­dzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszys­tkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych”.

Wolność i solidarność

W Europie rozlega się obecnie wezwanie do głębokiego nawrócenia, a we­zwanie to kieruje naszą uwagę szczególnie w stronę problematyki wolności i solidarności. Dla każdego z nas nawrócenie serca musi obejmować również właściwe korzystanie z wolności i sposób życia, który wyraża prawdziwą solidarność. Te dwie podstawowe idee uzupełniają się wzajem i odpowiadają sobie: zawierają one żywotne i równoważne wzajem prawdy o naturze człowieczeństwa i naszym wspólnym przeznaczeniu. Mogą one być bardzo pomo­cne w poszukiwaniu głębszego zrozumienia tych mocy kulturowych, które nadają kształt współczesnym społeczeństwom europejskim.

Źródłem i natchnieniem zarówno wolności, jak i solidarności, jest Chrys­tus, w którym, wedle Ewangelii Janowej, stało się wszystko. Prawdziwa bowiem wolność polega na możliwości, urzeczywistnionej przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, odpowiadania na Jego wezwanie do miłoś­ci Boga i bliźniego. Gdy mówimy: „oto jestem”, czynimy to w wolności ­nigdy nie jesteśmy do tego przymuszeni. Wolność zatem jest to odpowie­dzialność dana nam po to, abyśmy dokonywali wyborów. Jest ona darem i – jak wszelkie dary – może być używana niewłaściwie.

Jest ważne, aby Kościoły podkreślały moralny nakaz udzielania pomocy tym, którzy są w potrzebie

Solidarność jest praktyką, przez którą wyraża się w świecie wspólnota między Bogiem i ludzkością, wspólnota, którą umożliwiła śmierć i zmar­twychwstanie Chrystusa. Kościół istnieje jako źródło i znak tej wspólnoty. Tajemnica Kościoła polega na uczestnictwie w trynitarnym życiu Boga. To uczestnictwo w jednej boskiej rzeczywistości jest podstawą wspólnoty w Kościele, a także solidarności w świecie. Solidarność zatem jest uzna­niem wspólnoty jednej ludzkiej rodziny, w której urodziliśmy się wszyscy. Wynika z tego nasze zobowiązanie do dzielenia się z bliźnimi dobrami stworzenia, które są prze­znaczone dla wszystkich. Ojciec Święty w encyk­lice „Sollicitudo rei socialis” podkreśla, że „soli­darność nie jest (..) tylko nieokreślonym współ­czuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wielu osób, bliskich czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jes­teśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich” (38). Prawdziwa solidarność wypływa z uświado­mienia sobie, że wszelkie stworzenie stanowi i osobną całość i że osoby ludzkie są niezależne zarówno względem siebie, jak i wobec pozostałego stworzenia. Zaakceptować naszą solidarność zna­czy uznać, że nic nie jest naszą absolutną własnością. Wszystko co mamy, włącznie z naszym życiem, jest nam oddane w powiernictwo dla dobra wszystkich.

Jest oczywiste, że przedstawione rozumienie wolności i solidarności jest sprzeczne z wieloma poglądami i postawami praktycznymi we współ­czesnych społeczeństwach Europy. W istocie, moglibyśmy nawet powie­dzieć, że Europa komunistyczna nadużyła pojęcia solidarności i zaprzeczy­ła wolności, podczas, gdy Europa zachodnia nadużyła pojęcia wolności i, po części, zaprzeczyła solidarności. Jest to, być może, nadmierne uproszcze­nie, lecz zawiera ono przecież coś z prawdy.

Dziedzictwo komunizmu

Komunizm był systematyczną i groteskową parodią solidarności wraz z jej ideałem dobra wspólnego. Stworzył on oparcie ateistycznemu, materialistycznemu i rewolucyjnemu ideałowi ludzkiej wspólnoty i wzajemnej zależności. W imieniu państwa podporządkował on bezwzględnie ludzką wolność woli i władzy nielicznych jednostek. Odmówił wartości wszystkie­mu, co przewyższa wspólnotę. Osoba ludzka była postrzegana zasadniczo jako „produkt społeczeństwa”, któremu nie przysługuje żadna ostateczna lub transcendentna wartość. Co więcej, świat przyrody był traktowany bez szacunku, co jest obecnie aż nazbyt wyraźnie widoczne w przerażającym dziedzictwie, jakim jest degradacja i zanieczyszczenie środowiska w kra­jach pokomunistycznych.

Komunizm nie miał duszy i zgnił od wewnątrz. To, co ostatecznie rozsypało się w 1989 roku, było powłoką tworu od dawna już martwego. Pokonanie komunizmu przez protest w głównej mierze pokojowy było triumfem człowieczeństwa nad tym, co nieludzkie, Ducha Prawdy nad państwem kłamstwa. Było to zwycięstwo mocy miłości nad miłością mocy – i z pewnością jedno z najbardziej opatrznościowych wydarzeń w ludzkiej historii.

Akceptacja wielokulturowości społeczeństwa nie umniejsza misji Kościoła, a przeciwnie, może nawet prowadzić do pełniejszego urzeczywistnienia słów Jezusa: „Moje Kró­lestwo nie jest z tego świata”

Jednakże dziedzictwo komunizmu dotyka nas nadal, w sposób głęb­szy nawet niż zniszczenie środowiska. Niepodobna bowiem zmierzyć szkód, jakie poniósł duch człowieka w wyniku prześladowań i systema­tycznego ucisku. Jeżeli istoty ludzkie mogą uciskać się wzajem w ten sposób przez tak długi czas, to kim jesteśmy? Niech mi wolno będzie przytoczyć słowa ks. Józefa Tischnera, profesora filozofii w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie: „Jeśli po Oświeceniu mogło powstać pytanie, jak jest możliwa wiara w Boga, to po zbrodniach komunizmu (…) inne pytanie stanęło przed oczyma: czy i jak jest możliwa wiara w człowie­ka? Zwątpienie w człowieka przyczyniło się w sposób zasadniczy do rozkła­du więzi społecznej, który w końcu dosięgnął również «komuny». Ono też okazuje się dziś trudną do pokonania przeszkodą na drodze do wyjścia w stronę demokracji. Choroba komunistyczna w epoce postkomunistycznej polega właśnie na bolesnym zwątpieniu w człowieka” („Chrześcijaństwo w postkomunistycznej pustce” w: J. Tischner: „Nieszczęsny dar wolności”, Kraków 1993, s. 84).

O ile rozumiem, wiele osób w pokomunistycznej Europie w następstwie komunizmu zwróciło się w stronę Kościołów z bolesną świadomością, że trwający proces demoralizacji ludzkiej osoby pilnie wymaga odwrócenia. Choć brak mi osobistego doświadczenia, wyobrażam sobie – mając na uwa­dze rodzaj cierpień, jakich Kościoły same doświadczyły w komunizmie – że w wielu dziedzinach będzie niezmiernie trudno tej naglącej potrzebie za­dośćuczynić. Jednakże sam fakt, że potrzeba ta rzeczywiście istnieje i jest szeroko odczuwana stanowi uderzające potwierdzenie, że tęsknota za „rze­czami Ducha” tkwi głęboko w ludzkim sercu.

Wolność i solidarność na Zachodzie

Cóż zatem, jeśli chodzi o Zachód? Jeśli komunizm był nadużyciem soli­darności i odrzuceniem wolności, to Zachód cierpi na wypaczenie wolności i zniszczenie solidarności. Prezydent Czech Václav Havel kilka lat przed tak zwaną aksamitną rewolucją zwrócił się, z głębi doświadczenia komu­nizmu, z mocnym posłaniem do Zachodu, pisząc: „W kwestii stosunku Euro­py zachodniej do systemów totalitarnych, sądzę, że żaden z jej możliwych błędów nie będzie większy niźli ten, który budzi największy niepokój, a po­lega na braku zrozumienia, że systemy totalitarne są w swej najgłębszej is­tocie wypukłym zwierciadłem wszelkiej współczesnej cywilizacji oraz suro­wym, być może ostatnim, wezwaniem do całościowego przekształcenia obe­cnej cywilizacyjnej samowiedzy” („Życie w prawdzie”).

Wedle jego poglądu totalitarnemu państwu na Wschodzie odpowiada wszechmocna dyktatura konsumpcji, produkcji, reklamy, handlu, kultury konsumpcyjnej na Zachodzie. Stawia on diagnozę, że kultura Zachodu jest we władzy materialistycznej wizji życia, w której człowiek jest tylko przed­miotem, a każdy aspekt życia – jedynie technicznym problemem.

Oczywiście pełny obraz sytuacji jest niezmiernie złożony i z pew­nością zróżnicowany zarówno między poszczególnymi krajami jak i wewnątrz nich. Sądzę jednak, że ta analiza jest prawdziwa. Niebywały rozwój technologiczny naszego stulecia, szczególnie w zakresie transportu i komunikacji masowej, zmienił sposób naszego odnoszenia się do siebie. Nau­ka i technologia nie przestają rozwijać się w zdumiewającym tempie, docierając coraz głębiej do natury wszechświata, a obecnie badając nawet biologiczną strukturę człowieczeństwa. Nowa era technologiczna w rzeczy samej ujawnia możliwości rozwijania jedności rodziny ludzkiej, jednakże towarzyszy jej również rosnące niebezpieczeństwo alienacji czło­wieka i duchowego wyniszczenia, niesprawiedliwości społecznej i rozbicia wspólnot.

Kultura zachodnioeuropejska nadała rangę świętości znaczeniu jednostki. W świecie, który zdaniem wielu nie ma żadnego ostatecznego celu ani wartości, ,Ja” jest pojmowane jako jedyna dziedzina, w której nasze doświadczenie może mieć znaczenie. Nie uznaje się żadnej instancji zwierzchniej wobec indywiduum. Jest to wolność, ale wolność odcięta od jej łożyska. W tej pespektywie być wolnym znaczy jedynie – być nieskrępowanym, mieć możliwie najszerszą skalę możliwości wyboru. Ludzi postrzega się jako konsumentów, którzy muszą być wolni również w zakresie wyboru własnego stylu życia. Sugestia, że są pewne granice wolności indywidualnej jest instynktownie przyjmowana z podejrzliwością lub nawet wro­gością.

Oczywiście, doświadczenie komunizmu ujawniło aż nazbyt wy­raźnie zgubne skutki odmówienia ludziom wolności. Jednakże wy­sławiając wolność jako wartość absolutną, Europejczycy Zachodu utra­cili być może z pola widzenia fakt, że dążenie do wolności wyboru nie jest celem samym w sobie. Większe znaczenie ma to, jak z tej wolności korzystamy. Pewne wybory zniewalają nas, inne – wyzwalają; decyzje są życiodajne wtedy, gdy są zgodne z prawdą o nas. Prawdziwa wolność nie polega na dostępie do wielu możliwości wyboru, lecz raczej na odpowiedzialnym działaniu, mądrym i dobrym. Jest ona prawdą, która nas wyzwala. Zagubienie zaś tej intuicji doprowadziło do wypaczenia wolności.

Niech mi wolno będzie odwołać się do deklaracji końcowej Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Europie z 1991 roku: „Wydaje się więc, że decydujące znaczenie ma relacja między wolności a prawdą, które współczesna kultura europejska zbyt często sobie przeciwstawia, a które tymczasem są sobie wzajemnie przyporządkowane i to tak, że jedna bez drugiej nie daje się osiągnąć. Równie istotne jest przezwyciężenie innego przeciwstawienia, które zresztą wiąże się z poprzednim: przeciwstawienia wolności i sprawiedliwości, wolności i solidarności, wolności i wzajemnej komunii. Osoba bowiem, której najwyższą godnością jest wolność, zmierza do doskonałości, dając siebie w darze, a nie zamykając się w sobie” (p. 4).

Ta wypowiedź prowadzi mnie do refleksji o zachodnioeuropejskich postawach wobec solidarności oraz do ujęcia sposobu, w jaki solidarność została niejako przeciwstawiona wolności. Jest oczywiste, że nawet w bardzo pomyślnie rozwijających się społeczeństwach zachodniej Europy wielu jest praktycznie wyłączonych z udziału w materialnych dobrach, z których większość korzysta. Ubóstwo, złe warunki mieszkaniowe, bezrobocie, niedostatek opieki zdrowotnej i edukacji są mocnym dowodem braku solidarności rodzimej, zaś rosnąca różnica w bogactwie między Północą a Połud­niem pokazuje, jak mało znaczy solidarność globalna w stosunkach międzynarodowych.

Jeśli komunizm był nadużyciem soli­darności i odrzuceniem wolności, to Zachód cierpi na wypaczenie wolności i zniszczenie solidarności

Są jednak również znaki przeciwne. Solidarność w zachodniej Europie mimo wszystko przejawia się uderzająco i wielorako, na przykład w powszechnej trosce o prawa człowieka, w zdumiewającym wybuchu wrażliwości na zagadnienia ochrony środowiska i wzajemną zależ­ność ludzkości i reszty stworzenia, w szczerym i autentycznym zatroskaniu wielu ludzi w Europie światowym zjawiskiem ubóstwa. Wszystkie te znaki są cennymi zarodkami nadziei.

Dlatego byłoby błędem powiedzieć po prostu, że solidarności w Europie zachodniej brak. Jednakże życie w solidarności z innymi jest często post­rzegane raczej jako możliwość atrakcyjna dla niektórych niż jako zobowią­zanie dotyczące wszystkich. Prawda jest oczywiście inna. Każdy z nas przyszedł na świat w rodzinie, we wspólnocie oraz w jednej rodzinie ludz­kiej. Nie są to stowarzyszenia jednostek, do których wstępujemy lub nie wedle własnej woli. Ze wspólnotami tymi jesteśmy nieodwołalnie związani na mocy urodzenia. Wszyscy jesteśmy członkami tej samej rodziny, jaką stanowi ludzkość – chcemy tego czy nie. Ludzka solidarność jest niczym więcej niż uznaniem wspólnoty naszego człowieczeństwa, i z tego wypływa nasza odpowiedzialność za innych.

Rozpoznanie prawdziwej solidarności pomaga nam zatem zobaczyć wolność w nowym kontekście oraz uznać, że jest ona darem, z którym związany został cel moralny i duchowy. Jednakże w obecnej Europie brak jest zgody co do realności takich moralnych i duchowych rosz­czeń. Realność wartości obiektywnych jest kwestionowana, zaś wielu wątpi, czy istnieje ostatecznie jakikolwiek transcendentny cel życia. To, być może, jeden z powodów tego, że wol­ność jako wartość stała się tak dominująca, i że bardziej podkreśla się istnienie możliwości wyboru niż możliwości rozwoju człowieka przez dokonywanie wyborów dobrych.

U podłoża rozbieżnych czy wręcz sprzecznych sposobów rozumienia w Europie wolności i soli­darności leży głębsza jeszcze niepewność w kwestii, co znaczy być człowiekiem. Ostatecznej odpo­wiedzi na pytanie „co to znaczy człowieczeństwo?” trzeba szukać w Chrystusie. „Tajemnica człowieka – mówią Ojcowie Soboru – wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa wcielonego. Albowiem Adam, pier­wszy człowiek, był figurą przyszłego (Rz 5,14), mianowicie Chrystusa Pa­na. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu naj­wyższe jego powołanie” (KDK 22).

Kościół w dzisiejszej Europie

Zadaniem Kościoła jest dostarczenie bogatszej wizji ludzkiego życia i przeznaczenia, aby zaspokoić najgłębsze potrzeby i tęsknoty wielu ludzi współczesnych – niespokojnych i poszukujących. Wypełnia on to zadanie przez wskazywanie na Tego, który jest drogą, prawdą i życiem. Jest ude­rzające, jak bardzo rozpowszechnione wydaje się w Europie pragnienie autentycznego religijnego doświadczenia. Istnieje głód duchowy często nieroz­poznany, znacznie częściej niewyznawany. Niektórzy może nie ufają Koś­ciołowi instytucjonalnemu, wielu jednak poszukuje doświadczenia, które ma dla nich znaczenie i jest rzeczywiste. Ta tęsknota do bezpośredniego spotkania z Bogiem jest cennym darem; jest ona częścią stałej i przeobrażającej obecności Boga w świecie. Jest bowiem prawdą, że istnieje taka przestrzeń w ludzkim sercu, którą tylko Bóg może wypełnić.

Kościół – sakrament lub też widzialny znak bliskiego związku z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego – jest opisany wielorako. Jest on Ciałem Chrystusa, Oblubienicą Chrystusa, Świątynią Ducha Świętego, Lu­dem Bożym. „Od czasu Drugiego Soboru Watykańskiego wiele zrobiono dla lepszego zrozumienia Kościoła jako wspólnoty…” – czytamy w Raporcie końcowym Nadzwyczajnego Synodu z 1985 roku. Pierwsza wspólnota chrześcijańska jest przedstawiona w Dziejach Apostolskich jako trwająca „w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba…” (Dz 2,42). To właśnie były podstawowe rzeczywistości religijne, które stanowiły życie wspólnoty wraz z jego dwoma ogniskowymi punktami: Słowem Bożym i Eucharystią. Chrzest jest wejściem w komunię z Kościołem, ale także w komunię z Bo­giem przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym.

Właśnie w tym kontekście pragnę zwrócić waszą uwagę na piękny fragment Deklaracji końcowej Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Europie: „… Bóg chrześcijan nie jest Bogiem samotnym, lecz Bogiem żyjącym w komu­nii miłości Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Miłość ta w ogołoceniu się Syna objawiła się w sposób wyjątkowy. Stąd też komunia miłości i uniżenia na­leżą do istoty Ewangelii, którą należy głosić Europie i całemu światu, aby mogło dojść do spotkania słowa życia z różnymi kulturami. Ta synteza pra­wdy, wolności i komunii, wypływająca ze świadectwa życia i paschalnej ta­jemnicy Chrystusa, w której Bóg w Trójcy Jedyny nam się objawia, stanowi podstawę i sens całego chrześcijańskiego życia oraz moralności. Wbrew roz­powszechnionej opinii moralność ta nie przeciwstawia się wolności, lecz stanowi zarazem jej warunek i owoc, gdyż nowe prawo jest łaską Ducha Świętego. Z tych źródeł może zrodzić się kultura wzajemnej wymiany da­rów i komunii, która urzeczywistnia się także w ofierze i codziennej pracy dla wspólnego dobra” (p.4).

Wy­sławiając wolność jako wartość absolutną, Europejczycy Zachodu utra­cili z pola widzenia fakt, że dążenie do wolności wyboru nie jest celem samym w sobie. Większe znaczenie ma to, jak z tej wolności korzystamy

Spotkanie Ewangelii ze współczesnymi kulturami Europy zobowiązuje nas do poszukiwania Boga w każdej sytuacji. Musimy otworzyć się na intu­icję tych, którzy potrzebują szczerze przeżyć własne chrześcijańskie powo­łanie w warunkach nader odmiennych od naszych. Życie dowolnej wspól­noty chrześcijańskiej bowiem nie jest nigdy oddzielone od jej kulturowych korzeni. Każdy Kościół lokalny ma niejako własną biografię obecną w języ­ku, obyczaju, historii i geografii, która stanowi część jego tożsamości. Obe­cne sympozjum daje nam możliwość rozszerzenia i pogłębienia naszego po­czucia communio, w której każdy Kościół lokalny uczestniczy przez Słowo i Sakrament. To pomaga nam głębiej dostrzec naszą religijną tożsamość – wyrażoną poprzez uczestnictwo Kościoła lokalnego w całej wspólnocie wiernych – w Kościele powszechnym. Ten sam Duch Święty działający w Kościele i w każdym bez wyjątku wierzącym jest podstawą naszej jed­ności i naszego związku (por. „Lumen gentium” p.13).

Kościół nie istnieje sam dla siebie. Kościół ma misję wobec świata. Czas obecnie rozważyć specyficzne zadania Kościoła w dzisiejszej Europie w kontekście wolności i solidarności. Lista zadań, którą obecnie przedsta­wię, ujawnia mój własny punkt widzenia i jest, co nieuchronne, selektyw­na; kto inny przedstawiłby niewątpliwie listę odmienną.

Modlitwa i świadectwo

Pierwsze zadanie Kościoła dotyczy modlitwy i chrześcijańskiego świa­dectwa. Kościół każdego wieku potrzebował zaangażowania ludzi kontem­placji oraz przykładów męczeństwa dla pobudze­nia wszystkich swoich członków do modlitwy i świadectwa. Zakony kontemplacyjne znajdują się w sercu życia i misji Kościoła, i należą do isto­ty tej misji. Ich życie w miłującej łączności z Bogiem przypomina wszystkim ochrzczonym, że więź z Bogiem w wierze i miłości jest powoła­niem każdego. Przywołam słowa, które napisał Paweł VI w 1975 roku: „Świat (…) żąda głosicieli Ewangelii, którzy by mówili o Bogu znanym so­bie i bliskim, jakby Go niewidzialnego widzieli („Evangelii nuntiandi” p. 76). Zwróćcie uwagę na te ostatnie słowa: „jakby Go niewidzialnego wi­dzieli”. Oczy wiary uzdalniają nas do tego, byśmy zobaczyli, poza granicami naszych umysłów i zmysłów, tę Rzeczywistość, która wyjaśnia wszystko, a która jest Bo­giem.

Dziesięć lat później Papież Jan Paweł II, przemawiając na naszym sympozjum CCEE (Rada Konferencji Episkopatów Europy) w 1985 roku, powiedział, że potrzebujemy głosicieli Ewangelii, którzy są „ekspertami w sprawach ludzkich, którzy znają głębiny ludzkiego serca, mogą dzielić z człowiekiem współczesnym jego radości i nadzieje, udręki i rozpacz, lecz jednocześnie są ludźmi kontemplacji zakochanymi w Bogu”.

Dawanie świadectwa o Chrystusie nigdy nie było łatwe. Ostatecznie, powiedziano nam, że musimy być gotowi przyjąć cierpienie dla Ewangelii. Kościół ma szczególny szacunek dla męczenników. Kościół w krajach komunistycznych został ciężko doświadczony cierpieniem. My, na Zachodzie podziwialiśmy tych świadków wiary w Europie wschodniej i środkowej. Jestem pewien, że jest wielu bohaterów i wiele bohaterek nie opiewanych – niektórzy są dziś obecni na tej sali – którzy byli pięknymi przykładami chrześcijańskiej wierności i hartu ducha. Tacy świadkowie, w których jaś­nieje blask Chrystusa, stanowią o życiu Kościoła we wszystkich czasach. Wspaniale wyraził to ksiądz Józef Tischner, rozważając doświadczenie prześladowania w Europie komunistycznej: „…nie ma wiary bez jakiegoś heroizmu. Chrześcijaństwo jest silne siłą swych męczenników, których krew jest ważniejsza od słów. Nie chodzi jednak o męczenników abstrakcyjnych idei, lecz męczenników miłości bliźniego: bliźni jest wartością absolutną” („Chrześcijaństwo w postkomunistycznej pustce”).

Sprawiedliwość i pokój

Pierwszym zatem i podstawowym zadaniem Kościoła jest modlitwa i świadectwo Ewangelii. Jednakże Kościół ma również obowiązek bro­nić sprawiedliwości i czynić pokój. Paweł VI w „,Evangelii nuntiandi” podkreślił znaczenie stosunku między ewangelizacją a zagadnieniami sprawiedliwości i pokoju. Stwierdził on, że „pomiędzy ewangelizacją i promocją ludzką, czyli rozwojem i wyzwoleniem, zachodzą wewnę­trzne więzy łączności (…); są także więzy natury najbardziej ewangelicz­nej, mianowicie porządek miłości: bo jak można głosić nowe przykaza­nie bez popierania razem ze sprawiedliwością i pokojem prawdziwego i braterskiego postępu człowieka?”. Następnie przywołał słowa własnego przemówienia do Trzeciego Ogólnego Zgromadzenia Synodu Biskupów w 1974 roku, w których stwierdził, że „jest niedopuszczalne, aby w ewangelizacji można było lub należało lekceważyć najwyższą wagę (…) owych problemów tak dziś nabrzmiałych, które dotyczą sprawiedliwości, wyzwolenia, postępu i pokoju w świecie. Bo gdyby się tak działo, to zapom­ni się także naukę Ewangelii o miłości względem bliźniego, cierpiącego i po­trzebującego” (p.31).

Rolę Kościołów w popieraniu pokoju i sprawiedliwości w Europie roz­ważało z wielką uwagą Zgromadzenie Ekumeniczne w Bazylei w 1989 ro­ku. Powiem tylko o kilku sprawach, które wydają mi się szczególnie istot­ne dziś.

Rozwój gospodarczy

W obecnym czasie obie części Europy przeżywają dotkliwe trudnoś­ci gospodarcze i społeczne. Przeobrażenie gospodarek pokomunistycz­nych z systemu nakazowego w kierunku rynkowego doprowadziło do poważnego wzrostu bezrobocia. Jednocześnie recesja w skali światowej spowodowała wzrost bezrobocia w gospodarkach Europy zachodniej. Ta sytuacja wywołała wiele złożonych problemów, które mają w pew­nej mierze charakter ekonomiczny, wszakże jednocześnie mają aspekt moralny.

Przykładem niechaj będzie granica, do której rządy zachodnie są goto­we dojść w procesie liberalizacji handlu ze swymi wschodnimi sąsiadami. Wspólnota Europejska nadal nakłada ścisłe ograniczenia na import wielu produktów, w których dziedzinie kraje pokomunistyczne są bardziej kon­kurencyjne, jak stal, wyroby tekstylne i żywność. Czy ograniczenia te win­ny być nadal zwiększane? Nie czuję się kompetentny, aby rozstrzygać spe­cjalistyczne gospodarcze i finansowe zagadnienia szczegółowe, twierdzę jednak z całym przekonaniem, że istnieje także wymiar moralny. Nie wol­no go przeoczyć i Kościół troszczy się o to właśnie, by go nie przeoczono. Europa zachodnia mogłaby zapewne przyczynić się do trwałego pokoju i równowagi w Europie pokomunistycznej, gdyby za cenę krótkotrwałych poświęceń, udzieliła większej pomocy krajom walczącym o odzyskanie eko­nomicznej siły, prowadząc tym samym do szerszego i bardziej trwale ugruntowanego dobrobytu.

Zadaniem Kościoła jest zaspokojenie najgłębszych duchowych potrzeb i tęsknot wielu ludzi współczesnych – niespokojnych i poszukujących

Jednakże ważne jest również zabezpieczenie się przed sytuacją, w któ­rej solidarność byłaby ograniczona tylko do dziedziny gospodarczej. Uni­wersalny wymiar solidarności, o którym mówiłem wcześniej, prowadzi nas do pytania o odpowiedzialność Europy wobec krajów rozwijających się. Is­tnieje realne niebezpieczeństwo, że kraje zachodnie tak dalece skoncentru­ją uwagę na odbudowie Europy pokomunistycznej i własnych trudnoś­ciach, że zapomną o sytuacji krajów rozwijających się.

Kościoły muszą współdziałać ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, aby sprawić, że nowa Europa nie zrezygnuje z solidarności z Trzecim Światem oraz będzie przyczyniać się do właściwego rozwoju wszystkich ludzi. Wiele mniej rozwiniętych krajów stoi wobec konieczności spłaty paraliżująco wielkich długów zagranicznych i ograniczeń w handlu międzynarodowym. Potrzebna jest nie tylko pilna pomoc tego, kto zamożniejszy wewnątrz Eu­ropy, lecz także głębokie zaangażowanie wszystkich Europejczyków w za­pewnienie znośnych warunków najuboższym na całym świecie. Tylko przez pokazanie rzeczywistej międzynarodowej solidarności Europa jako całość może odnaleźć drogę do moralnego ozdrowienia. Jeżeli Europa od­grodzi się od zewnętrznego świata i będzie usiłowała stworzyć oddzielny blok zamożności, wówczas wystawi się na niebezpieczeństwo zadławienia przez materializm.

Emigranci i uchodźcy

Drugim zagadnieniem, o którym chcę wspomnieć w kontekście sprawie­dliwości, jest migracja i fala uchodźców. Ujawnienie się sił i wymogów rynku skłoniło wielu mieszkańców Europy środkowej i wschodniej, zwłaszcza młodszych mężczyzn i kobiety, do opuszczenia swych rodzimych środowisk w poszukiwaniu większego dobrobytu i możliwości pracy. Migracja może ujawnić napięcie między wolnością i solidarnością ludzi: wolnością zmiany miejsca, poszukiwania pracy a solidarnością wspólnot, które ta wolność dotyka. Jest również wielu uchodźców z byłej Jugosławii i innych części świata. Bywa, że wspólnoty zostają poddane nazbyt silnemu napięciu, wtedy w wielu krajach następuje niepokojące uaktywnienie się skrajnej prawicy i postaw ksenofobii. Nie istnieją łatwe sposoby rozładowania tych napięć.

Trzeba przyznać, że wspólnoty mają uzasadnione obawy w sytuacji, gdy możliwy jest wielki napływ ludzi i wówczas właściwym obowiązkiem rządów jest dbanie o to, by sprawy te były rozwiązywane w sposób zgodny z prawem. Jednakże jest ważne, aby Kościoły podkreślały moralny nakaz udzielania pomocy tym, którzy są w potrzebie. Powinny one również kłaść nacisk na to, że wspólnoty przyjmujące przybyszów otrzymują możliwość kulturowego wzbogacenia. Dla przykładu, ileż utraciła Hiszpania przez wypędzenie pięćset lat temu wspólnoty żydowskiej. Ile utraciły państwa Europy środkowej i wschodniej w okresie powojennym przez tragiczne ubytki całych populacji w wyniku Holokaustu i jego następstw. Ludzkość ma płaszcz wielokolorowy – i tą pstrokacizną powinniśmy się chlubić.

Nacjonalizm

Rozważania powyższe prowadzą mnie do zagadnienia pokoju i niepoko­jącego ożywienia nacjonalizmu w Europie. Zjawisko to jest aż nazbyt wi­doczne w zatrważającej i ciągłej udręce, jaką przeżywa była Jugosławia. Wojna ta, toczona z niewiarygodnym okrucieństwem, jest dla ludzkości po­nurą lekcją, że upadek komunizmu nie skruszył zła w Europie. U końca dwudziestego stulecia i po doświadczeniu dwu wojen światowych ludzka skłonność do umniejszenia lub odmówienia człowieczeństwa bliźniemu z powodów etnicznych nie tylko nie jest mniejsza, lecz wydaje się nawet na nowo rozpętana. Wśród bardzo wielu ofiar wojny w Bośni, w szczególności muzułmanie doświadczyli zbrodni, które wolno zaliczyć do ludobójstwa. Działania te nie mają precedensu w powojennej historii Europy, i ten zgod­ny wysiłek wyeliminowania narodu, jego kultury i dziedzictwa, musi wydać się odrażający wszystkim ludziom dobrej woli. Jest czymś przerażają­cym, że suwerenne państwo, uznane przez wspólnotę międzynarodową, jest podawane rozbiorowi przede wszystkim z powodu religijnej i etnicznej przynależności znacznej części społeczeństwa.

Przekleństwo nacjonalizmu, które prześladuje europejską przeszłość, ma swoje źródło w podniesieniu narodowej tożsamości do rangi fałszywego absolutu. Fałszywego, ponieważ jedynym absolutem jest nasze wspólne człowieczeństwo. To, co łączy nas jako istoty ludzkie jest daleko ważniejsze niż to, co nas dzieli. W kategoriach Ewangelii powiedzielibyśmy, że so­lidarność stale stawia opór próbom jej ograniczania. Trzeba, rzecz jasna, żywić i pielęgnować lojalności najbliższe: rodzinną, regionalną, narodową, europejską, żaden jednakże z tych wymiarów solidarności nie musi wyklu­czać innych, i żaden nie powinien mieć pierwszeństwa wobec solidarności podstawowej, jaką dzielimy z całą ludzkością.

Kościół musi o tym świad­czyć. I musi nieustannie być czujny wobec pokusy przyzwolenia na sytuację, w której stałby się narzędziem umacniania tożsamości ekskluzywnej – regionalnej lub narodowej. Musimy przyznać, że wiele wspólnot europejskich o silnych tradycjach religijnych sięga najgłębszymi społecznymi i kulturowymi korzeniami również do historycznego rozwoju naszego kontynentu. W takich przypadkach nie jest łatwo oddzielić tożsamość religijną od tożsamości kulturowej. Jednakże zasada solidarności prowadzi nas zawsze do poszukiwania równowagi między lojalnością wobec współobywate­li a lojalnością szerszą wobec ludzkości. Solidarność ma nieuchronnie wymiar uniwersalny.

Jeżeli Europa od­grodzi się od zewnętrznego świata i będzie usiłowała stworzyć oddzielny blok zamożności, wówczas wystawi się na niebezpieczeństwo zadławienia przez materializm

Europa ma obecnie charakter wielokulturowy w stopniu niewyobrażalnym dla poprzednich po­koleń. We wszystkich większych miastach Europy mieszkają znaczne mniejszości etniczne. Po­nieważ możliwości łączności i podróżowania rośną, społeczeństwa europejskie będą stawać się coraz mniej jednorodne. Fakt ten, jak sądzę, niesie ze sobą wielką możliwość przeciwstawiania się ciśnieniu nacjonalizmu. W swoich bowiem znaczeniach pozytywnych może on przyczynić się do tego, by ludzie określali swoją społeczną tożsamość raczej przez uczestnictwo w tej samej wspólnocie niż w sposób wyłączający – przez wspólną etniczną, religijną lub społeczną prze­szłość. To zaś pomoże społeczeństwom europejskim w rozwinięciu idei oby­watelstwa opartego na innej zasadzie niż pochodzenie etniczne lub społecz­ne.

Kościołom europejskim przypada tu rola kluczowa w umacnianiu poko­ju poprzez głoszenie godności każdej osoby stworzonej na obraz i podobień­stwo Boga. Musimy bronić solidarności włączającej i otwartej, opartej na miłości i szacunku dla obcego, a przeciwstawiać się solidarności wyłączają­cej i zamkniętej, opartej na obojętności wobec obcego bądź nawet lęku przed nim.

Bezpośrednio po upadku komunistycznej dyktatury wiele mówiono o „dywidendzie pokoju”. Zimna wojna, rzecz jasna, pociągała za sobą nieby­wałe koszty z powodu uzbrojenia, a dzisiaj wiele z tych zasobów znajdują szczęśliwie lepszy użytek. Jednakże podstawą idei takiej dywidendy było przekonanie, że podczas gdy zapobieganie wojnie jest drogie, pokój winien być bezpłatny. Otóż prawda jest inna. Umacnianie prawdziwego pokoju jest trudniejsze niż zapobieganie wojnie, ponieważ zakłada ono ciągłe po­święcanie się. Pokój bowiem zależy od sprawiedliwości. Pokój nie polega jedynie na nieobecności wojny, lecz jest kształtowaniem wspólnot opartym na tolerancji, szacunku wzajemnym i stałej trosce o dobro wspólne. Konstruowanie prawdziwej solidarności jest trudne i kosztowne.

Jedność chrześcijan oraz inne religie

Kościół jest znakiem i źródłem pojednania między Bogiem a ludzkością. Aby pełnić swoją misję w społeczeństwie, Kościół sam musi być wspólnotą zjednoczoną i pojednaną. Dlatego Kościół ma do spełnienia w Europie jed­ną podstawową rolę: dążyć do jedności chrześcijan i ożywiać ją. Oto dlaczego Ojciec Święty w liście skierowanym do przewodniczących CCEE w styczniu 1986 roku uwydatnił tę najistotniejszą kwestię. Chciałbym tę jego wypowiedź dość obszernie przytoczyć: „…Europa ma szczególne znacze­nie dla historii Kościoła i stałego rozprzestrzeniania się Dobrej Nowiny w świecie, poczynając od czasów apostolskich. Trudności, jakie Europa obecnie przeżywa, muszą chrześcijan wzmacniać, muszą prowadzić ich do ponownego odkrywania swych źródeł, a także do tego, by dali nowe życie tym autentycznym wartościom, które określiły duchową jedność Kontynentu i zasilały żywy płomień cywilizacji, z której czerpały tak liczne narody Ziemi. Chrześcijańska cywilizacja Europy jest zakorzeniona w dwóch godnych szacunku tradycjach, które rozwijały się przez wieki nabywając odmienne, lecz uzupełniające się cechy. Są to tradycja łacińska i tradycja wschodnia, z których każda ma odmienne właściwości teologiczne, liturgiczne i asce­tyczne a zarazem każda jest wypełniona niewyczerpalnym bogactwem jed­nej objawionej Prawdy. Jeden jest bowiem duch ożywiający je, jedno pier­wotne źródło i jeden cel ostateczny. Ponieważ w toku dziejów wydarzył się bolesny rozłam między Wschodem i Zachodem, rozłam, z powodu którego Kościół cierpi po dziś dzień, szczególnie pilnym obowiązkiem jest odbudo­wanie jedności, aby piękno Oblubienicy Chrystusa mogło świecić pełnią blasku. Obie bowiem tradycje, właśnie dlatego, że się uzupełniają, są też, jeśli ująć je osobno, w pewien sposób niedoskonałe. Dzięki spotkaniu i har­monizacji obie tradycje mogły się wzajemnie uzupełnić i przedłożyć bar­dziej adekwatną interpretację tego, że «Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym» (Kol 1,26).

Co więcej, Europa jest kontynentem, na którym wydarzyło się kolejne rozdarcie «szaty bez szwów»: nastąpiło ono pod nazwą «reformacji protes­tanckiej». Jest oczywiste dla każdego, że sytuacja podziału stanowi poważ­ną przeszkodę dla pracy ewangelizacyjnej we współczesnym świecie. Dlatego każda jednostka musi dokładać wszelkich starań w zaangażowaniu na rzecz sprawy ekumenizmu aby, poprzez uczestnictwo wszystkich, postęp w kierunku jedności nie tylko nie zanikł, lecz by doznał tego przyspiesze­nia, do którego tęsknią najbardziej żarliwe dusze, ożywione Duchem. Euro­pa jest pierwotną «ojczyzną» tych religijnych podziałów; dlatego do Europy szczególnie należy zadanie poszukiwania najbardziej odpowiednich środ­ków przezwyciężania tych podziałów możliwie najszybciej. Im lepiej zaś jest skoordynowane to poszukiwanie, tym bardziej będzie ono skuteczne”.

Ludzkość ma płaszcz wielokolorowy – i tą pstrokacizną powinniśmy się chlubić

Dlatego dążenie do chrześcijańskiej jedności pozostaje dla Kościoła za­daniem o podstawowym znaczeniu, jeśli ma on dawać skuteczne świade­ctwo dla podzielonej i rozbitej Europy. Istnieje również dalszy aspekt: potrzeba zbudowania ściślejszych związków z Żydami, muzułmanami i inny­mi wspólnotami religijnymi w Europie. Powiedziałem wcześniej o niepoko­jącym nasileniu ksenofobii w niektórych częściach Europy; dodam, że is­tnieją powody do obaw przed powrotem antysemityzmu. Potępienie takich działań ma dla Kościołów chrześcijańskich coraz większe znaczenie, chrześcijańska Europa musi w kwestii antysemityzmu uznać własną odpowiedzialność, i pilnym obowiązkiem Kościołów jest rozwinięcie ściślejszych związków z naszymi żydowskimi braćmi i siostrami.

Nie mniejsze znaczenie ma islam. W następstwie zimnej wojny niektórzy Europejczycy skwapliwie uznali w islamie obcego, postulując, by nowa Europa określiła się przeciwko niemu. Uznali to, rzecz oczywista, wbrew prawdzie, albowiem dla wielu krajów islam stanowi ważną część kultury europejskiej. Tatarzy w Polsce, Pomacy bułgarscy, rumuńscy Cyganie muzułmańscy oraz mu­zułmanie bośniaccy – to tylko niektóre spośród wspólnot muzułmańskich, które przez długi czas tworzyły część bogatej mozaiki naszego kontynentu.

Dialog z islamem jest szczególnie ważny i w tej dziedzinie pozostaje wiele do zrobienia. Jest taka dziedzina dialogu z islamem, w której Kościół europejski może mieć szczególny udział: oto w społeczeństwach europej­skich Kościół ostatnich stuleci doświadczył stopniowego rozdzielania insty­tucji Kościoła od państwa aż do obecnego punktu, w którym w większości społeczeństw państwo wyznaje znikomą przynależność religijną lub nie wyraża żadnej. Coraz większa jest świadomość, że obywatele tego samego państwa – którego prawa uznają wolność religijną i służą ludzkiej godności – mogą żywić odmienne przekonania religijne i żyć wspólnie w pokoju i wzajemnym szacunku. Ten proces rozdziału nie był ani szybki ani bezbolesny, jednakże Kościół ma obecnie świadomość, że może być wierny samemu sobie w społeczeństwie pluralistycznym.

W tym szczególnie aspekcie doświadczenie lokalnych Kościołów w Europie jest zróżnicowane. Sądzę jednak, że akceptacja wielokulturowości społeczeństwa bynajmniej nie umniejsza misji Kościoła, a przeciwnie, może nawet prowadzić do pełniejszego urzeczywistnienia słów Jezusa: „Moje Kró­lestwo nie jest z tego świata”. Nawet więcej, ponieważ w europejskiej społeczności ludzie świeccy w większym zakresie włączają się w życie Kościoła i pełnią w nim rolę coraz bardziej aktywną, obecność Kościoła będzie za­pewne identyfikowana mniej z instytucją publiczną, a bardziej z działalnością i życiem całego Ludu Bożego.

Rola laikatu

W rzeczy samej, należne podkreślenie roli laikatu w Kościele jest czwartym zadaniem, które chciałbym podkreślić. Wedle kościelnego rozu­mienia wspólnoty, jest ona ciałem, w którym każda z części działa dla dobra wszystkich. Każdy członek Kościoła – on lub ona – ma własny zakres odpowiedzialności. Rośnie świadomość uczestniczącej roli laikatu oraz go­towość osób świeckich do przyjmowania odpowiedzialności w Kościele. Wielu świeckich silnie odczuwa powołanie i powinni oni odgrywać coraz bardziej aktywną rolę. Ojciec Święty pisał w „Christifideles laici”: „Oświeco­ny wiarą wzrok raduje się wspaniałym widokiem tak wielu świeckich, męż­czyzn i kobiet, którzy często nie zauważani lub wręcz nie rozumiani, obcy wielkim tego świata, lecz bliscy kochającemu ich Ojcu, są w normalnym życiu, wśród codziennych zajęć, niestrudzonymi robotnikami pracującymi w winnicy Pańskiej, pokornymi, lecz potężnymi mocą Bożej łaski sprawcami rozszerzania w dziejach Królestwa Bożego” (p.17).

Ta sama encyklika podkreśla również znaczenie roli kobiet w życiu Kościoła i dla rozwoju społeczeństwa oraz ponawia jedno ze stwierdzeń Drugiego Soboru Watykańskiego: „Ponieważ zaś w naszych czasach kobiet biorą coraz żywszy udział w całym życiu społeczeństwa, dlatego jest sprawą wielkiej wagi większe ich uczestnictwo także w różnych dziedzinach działalności apostolskiej Kościoła („Dekret o apostolstwie świeckich”, p. 9). W czasach, gdy dyskryminacja i wykorzystywanie kobiet nadal są zasmucająco powszechne, jest tym ważniejsze, aby Kościół przeciwstawiał się takiej przemocy. Musi on również podkreślać, że kobiety na równi z mężczyznami otrzymały – przez chrzest i bierzmowanie – uczestnictwo w potrójnej misji Jezusa Chrystusa: kapłańskiej, prorockiej i królewskiej, i przez to – zdolność do pełnego udziału w tej podstawowej misji, jaką jest ewangelizacja; musi to podkreślać mając jednak, jak sądzę, zawsze na względzie różnice między mężczyznami i kobietami (por. „Christifideles laici”, p. 51).

Osoby świeckie powinny wystrzegać się wprowadzania sztucznego roz­działu między członkostwem w Kościele a rolą obywatela w społeczeń­stwie. Chciałbym ponownie przytoczyć fragment encykliki „Christifideles laici”: „W ich życiu nie może być dwóch równoległych nurtów: z jednej stro­ny tak zwanego życia „duchowego» z jego własnymi wartościami i wymoga­mi, z drugiej tak zwanego życia „świeckiego», obejmującego rodzinę, pracę, relacje społeczne, zaangażowanie polityczne i kulturalne. Latorośl wszcze­piana w krzew winny, którym jest Chrystus, przynosi owoce w każdej sferze działalności i istnienia. Wszystkie bowiem dziedziny świeckiego życia są Objęte Bożym planem, według którego są one „historycznym miejscem» objawiania się i urzeczywistnienia miłości Jezusa Chrystusa na chwałę Ojca i w służbie braciom. Każde działanie, każda sytuacja, każda konkretna forma zaangażowania – na przykład kompetencje zawodowe i solidarność w miejscu pracy; miłość, oddanie, udział w wychowaniu dzieci w rodzinie; służba społeczna i polityczna; obrona prawdy w kulturze – to wszystko jest opatrznościową okazją «ustawicznego ćwiczenia się w wierze, nadziei i miłości»” (p. 59).

W czasach, gdy dyskryminacja i wykorzystywanie kobiet nadal są zasmucająco powszechne, jest tym ważniejsze, aby Kościół przeciwstawiał się takiej przemocy

Jednym z błędów naszego stulecia jest usta­nowienie fałszywych dychotomii między religią a życiem oraz między tym, co święte a tym, co świeckie. Rzeczywista różnica zachodzi nie między religią a życiem, lecz między tym, co realne a tym, co złudne: między życiem w prawdzie a życiem opartym na fałszywych nadziejach. Nasza wiara objawia prawdę o Bogu i prawdę o człowieku, i zaiste mógł św. Ireneusz powiedzieć: „Chwałą Boga jest żywy człowiek”.

Nie istnieje taka dziedzina „świecka”, w której Bóg byłby nieobecny. Jego obecność w świecie może być zakryta lub odrzucona, jednakże Bóg jest wszę­dzie. Dlatego musimy poszukiwać Boga we wszystkich doświadczeniach życia i we wszystkim, co istnieje. Szczególną rolą laikatu jest uświęcanie i działania w kierunku przekształcania doczesności, aby obecność Boga wewnątrz tej rzeczywistości mogła być rozpoznana i uznana. Jest prawdą, że Kościół, jaki wspólnota, nie ma czysto duchowego charakteru, lecz jest ściśle związany z budowaniem Królestwa Bożego w świecie ludzkim. Nowe niebo i nowa ziemia nie są jedynie czymś, czego powinniśmy z utęsknieniem oczekiwać w następnym życiu, lecz mają być ustanawiane tu i teraz. W tym zaś zadaniu wszystka członki ciała Chrystusa, świeckie kobiety i świeccy mężczyźni, zakonnice i zakonnicy, księża i biskupi mają ważne role do odegrania.

Rodzina

Przechodzę teraz do piątego zadania Kościoła w dzisiejszej Europie. Jest nim udzielanie pomocy rodzinie. Rodzina chrześcijańska, określona przez Drugi Sobór Watykański jako Ecclesia domestica (Kościół domowy) pełni kluczową rolę w budowaniu Królestwa Bożego w historii. W dzisiejszej Europie rodzina podlega często rozmaitym zagrożeniom i Kościół musi wyraźnie umocnić integralność życia rodzinnego.

Jest uderzające, że w „Studium o wartościach europejskich 1981-1990” rodzina jest jedyną instytucją postrzeganą powszechnie jako niesłychanie ważna. Jednakże przypisywaniu jej wielkiej wartości towarzyszy rosnąca niechęć do tolerowania niezadowalających relacji małżeńskich i w wielu krajach postaw wobec rozwodów stają się ostatnimi laty coraz bardziej liberalne.

Rodzina jest podstawą każdego ludzkiego społeczeństwa. W zdrowej rodzinie dzieci uczą się wolności i solidarności. Umieją kochać, ponieważ wcześniej doznały miłości od swoich rodziców. Zdrowa rodzina w naturalny sposób uwydatnia związki między cnotami i wpaja wartości, które czynią życie bogatszym. Nic dziwnego, że w społeczeństwach, które utraciły poczucie wspólnych wartości i które samorealizację cenią wyżej niż poświęcenie, życie rodzinne bywa poddawane tak wielkiemu napięciu i stresowi.

Nie istnieje taka dziedzina „świecka”, w której Bóg byłby nieobecny. Jego obecność w świecie może być zakryta lub odrzucona, jednakże Bóg jest wszę­dzie

W rzeczy samej, zasadniczym powodem załamania życia rodzinnego jest niewątpliwie konflikt, dający się zauważyć, między wolnością i zobowiązaniem. Ideał wolności pojętej jako możliwość wyboru, o którym mówiłem wcześniej podkopał ideał wolności pojętej jako dawanie siebie, który musi być w sercu miłości małżeńskiej. Wewnętrzna dynamika zaangażowania rodzinnego apeluje o solidarność. Jak pisał Ojciec Święty w „Familiaris consortio”: „We wzajemnych stosunkach członkowie wspólnoty rodzinnej są inspirowani i kierują się «prawem bezinteresowności», które szanując i umacniając we wszystkie i w każdym godność osobistą jako jedyną rację wartości, przybiera postać serdecznego otwarcia się, spotkania i dialogu, bezinteresownej gotowości służenia, wielkodusznej służby i głębokiej solidarności” (p. 43).

Nic nie jest równie ważne dla przyszłości społeczeństw europejskich jak zdrowie rodziny. Znaczenie, jakie wielu ludzi w Europie przywiązuje do rodziny, jest pozytywnym znakiem, zaś oczywistym i pilnym obowiąz­kiem Kościoła jest zrobić wszystko, co możliwe, aby pomóc w urzeczywis­tnieniu tego ideału. Chciałbym wspomnieć o znaczeniu kwestii związa­nych z tymi dwoma słowami, „życie” i „miłość”: szacunek dla wszelkiego ludzkiego życia i rozwijanie zaangażowanej, dającej siebie, miłości. Brak obecnie czasu, aby podjąć te dwa tematy obszerniej, jednakże muszą one należeć do programu Kościoła w Europie.

Wniosek

Modlitwa i świadectwo, obrona sprawiedliwości i pokoju, jedność chrześcijan i stosunki z innymi religiami, rola laikatu, wreszcie rodzina – oto moja lista zadań Kościoła we współczesnej Europie. Musimy podejść do nich wszystkich w pokorze, świadomi naszej własnej słabości, a jednak z ufnością, świadomi osobistej i wiecznej miłości Boga do człowieka i wszelkiego stworzenia.

Kościół istnieje, aby jednoczyć i wprowadzać pojednanie. Pobudza on powszechną solidarność opartą na miłości, i mówi światu o wizji transcen­dencji, o jedności wszystkiego w Chrystusie. Tę właśnie wizję jedności stworzenia chciałbym wam pozostawić. Astronauta James Irwin zobaczywszy Ziemię z przestrzeni kosmicznej, powiedział te słowa:

„Ziemia przypomina nam ozdobę choinkową wiszącą w czerni przestrze­ni. Gdy oddalamy się od niej, jej rozmiary zmniejszają się. W końcu kurczy się ona do rozmiarów kamiennej kulki, najpiękniejszej kamiennej kulki, ja­ką można sobie wyobrazić. Piękny, ciepły, żywy przedmiot sprawiał wraże­nie tak kruchego i delikatnego, że – wydawało się – dotkniesz go palcem, a skruszy się i rozpadnie. Ten widok musi zmienić człowieka, musi spra­wić, że uzna on Boże stworzenie i Bożą miłość”.

Tłum. Jerzy Wocial

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/1994.