Czy w niebie polski Kościół będzie miał stworzoną specjalną enklawę, dostanie miejsce z dala od innych Kościołów i progresywnych kardynałów?

Czy Kościół w Polsce jest wyjątkowy? I czy z tego powodu w zeszłą niedzielę żaden polski duchowny nie został wybrany przez Franciszka na nowego kardynała?

Dlaczego nie pojawił się kardynał z Polski? Nie wiem. Może dlatego, że mamy wystarczającą liczbę kardynałów, którzy mogą wybierać papieża.

Na pewno Franciszek pozostaje konsekwentny w tym, że chce, aby kardynałowie reprezentowali cały Kościół powszechny. I ten priorytet jest dla niego bardzo ważny. Wydaje mi się, że próbuje w ten sposób wyrywać kościoły lokalne z ich partykularności, skupienia wyłącznie na sobie. Z podobnego powodu papież odwiedza mniejszości chrześcijan i katolików w różnych krajach, a nie wybiera się tam, gdzie ich jest najwięcej. Kościół to nie wielkie liczby.

Nie kieruje się też przy wyborze kandydatów tradycyjnym kryterium stolic kardynalskich. Bo w sumie dlaczego miałby się kierować, jeśli ważna jest osoba, a nie miejsce.

Natomiast bardzo rozbawił mnie pewien wpis na FB, który próbuje wyjaśnić, dlaczego z Polski nie ma nowego kardynała. Zacytuję fragment: „Dobrze już wiadomo, że podczas tego pontyfikatu kardynałem zostaje się za opcje progresywną i humanitarną. Polacy na to nie zasługują, bo są od głoszenia w porę i nie w porę, Pana Boga, a nie człowieka. To dobra więc informacja, że nikt z Polaków nie został kardynałem”.

Czyli Polska jest niemalże jedyną ostoją katolicyzmu i gwarantem prawdziwości Ewangelii na morzu ogólnoświatowego, a na pewno europejskiego zepsucia. Jesteśmy wybrani w inny sposób. Nie potrzebujemy kardynałów, bo „oto tu jest coś więcej niż kardynał”. Jesteśmy opcją konserwatywną – tą prawdziwą i jedyną, i w tym miejscu brakuje mi przeciwieństwa do słowa „humanitarny”, bo chyba nie „nieludzki”.

Franciszek pozostaje konsekwentny w tym, że chce, aby kardynałowie reprezentowali cały Kościół powszechny

Może to aluzje do tego, że u nas obraża się Boga tylko wtedy, gdy bezcześci się obrazy i symbole religijne, ale kiedy krzywdzi się człowieka, to już nie ma profanacji. Nie trzeba też wtedy aż tak wynagradzać za grzechy, bo jednak te przeciw ludziom zdarzają się dość często, a profanacje miejsc świętych nie za często. Więc jeśli się zdarzą, to jest to wydarzenie. Nie trzeba więc żyć „humanitarnym” chrześcijaństwem. Wystarczy, że na sztandary wypiszemy hasła i będziemy bronić prawdziwych wartości.

Powinniśmy więc być szczęśliwi, że w odróżnieniu od innych Kościołów lokalnych i samego papieża jako jedyni głosimy i zachowujemy prawdziwą Ewangelię. Czegóż więcej można chcieć? Po jakiego grzyba nam nowi kardynałowie? Niech sobie ich mają ci, którzy głoszą w Kościele „człowieka”!

Ciekawe też, jak to będzie w tym niebie. Czy Kościół z Polski będzie miał stworzoną specjalną enklawę, będzie wyróżniony za wierność niezłomną do końca i dostanie miejsce z dala od innych Kościołów czy kardynałów progresywno-humanitarnych? Czy pozostanie na jakiejś samotnej wyspie w poczuciu „lepszości” od innych?

Jak dobrze więc żyć w takiej bańce i poczuciu eklezjalnego zadowolenia.

Tekst ukazał się 2 września na Facebooku Autora. Tytuł i lead pochodzą od redakcji