Istotą misji chrześcijan w świecie nie ma być zmiana praw stanowionych, ale osobiste świadectwo – pisze Szymon Hołownia w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”.

Felieton Szymona Hołowni „Homoseksualizm i przyszłość świata” ukazał się dziś w „Tygodniku Powszechnym”. Autor przywołuje w nim „fascynujące” zdjęcie, na którym spiker nowozelandzkiej Izby Reprezentantów Trevor Mallard karmi z butelki noworodka, syna przemawiającego posła Tamatiego Coffeya (wcześniej temat ten wywołał dyskusję na facebookowym profilu publicysty). Mallard wrzucił fotografię na swój profil w mediach społecznościowych i pogratulował posłowi oraz jego partnerowi potomka (dziecko urodziła parze wynajęta w tym celu surogatka). Patrząc na zdjęcie, Hołownia – jak zaznacza – miał wrażenie, że zagląda „za zasłonę przyszłości” i stawia „czoło dylematom, które codziennie roztrząsać będzie pokolenie naszych dzieci”.

„W moim światopoglądzie (i w bronionej ostatnio z zapałem przez wielu, również z liberalnej strony, polskiej konstytucji) nie mieści się pojęcie «małżeństwo jednopłciowe». Podobnie – adopcja przez takie pary dzieci. Podobnie (i to bardzo zdecydowanie) zjawisko surogactwa” – pisze felietonista. Jak przypomina, żyjemy w świecie, „w którym przez wieki normą było wychowywanie potomstwa przez matkę i ojca. Nie wiemy jeszcze nic o tym, jak będzie wyglądał świat, struktura społeczna, demograficzna w mikro- i makroskali, gdy ta norma zostanie zmieniona i pozwoli się jej pracować na przestrzeni wielu pokoleń”.

Dziennikarz zauważa jednak, że katolicki światopogląd „nie jest (jeszcze) konstytucją tego kraju, w którym (jeszcze) żyją ludzie mający w tych sprawach zgoła na czym innym posadowiony świato­pogląd”. Za ważne uznaje pytania: „jak nie pozabijać się w imię walki o życie? Jak nie znienawidzić się z obu stron, idąc do boju ze sztandarem walki o «prawdziwą miłość»? Jak nie planować światopoglądowego podboju (znów: z obu stron), wznosząc (z obu stron) szumne hasła o wolności sumienia?”.

Hołownia przypomina, że Bóg chrześcijan jest miłością. „Czy Boga naprawdę nie ma w tej miłości, którą poseł Coffey darzy swojego synka? Ba – swojego partnera? I co, będziemy mu teraz tłumaczyć, że to tylko taki nieuporządkowany afekt, że tak mu się zdaje, że ma moralne halucynacje, nosi w sobie wadę, która pozwala mu widzieć coś, co nie istnieje?” – pyta.

Za jeden z najtrudniejszych dylematów, jakie stawać będą przed chrześcijanami w tym stuleciu, publicysta uznaje pytanie o to jak bronić życia, nie zadając śmierci. „Nie wydaje mi się, że istotą naszej misji w świecie nie z naszych myśli utkanym ma być teraz budowanie kontruniwersytetów albo (o czym w latach 60. mówił ks. prof. ­Joseph Ratzinger) założenie, że naszym celem jest ewangelizacja świata przez zmianę praw stanowionych, a nie przez osobiste świadectwo” – podkreśla.

Za kierunek, który nie powoduje schodzenie na manowce, felietonista „TP” uważa „bezwarunkowe przyjęcie człowieka, bezwarunkowa miłość i radość z tego, że jest, z każdego okruchu dobra, jaki wygenerował w życiu”.

DJ