Zamiast filipik przeciwko zagrożeniu moralnym permisywizmem należałoby budować porozumienie ponad podziałami na temat nowoczesnego programu edukacji seksualnej.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7-8/2008 pt. „A co to takiego?”. Redakcja zwróciła się wówczas do wybranych osób z prośbą o wzięcie udziału w ankiecie „Bilans rewolucji seksualnej”.

Mam wątpliwości, czy istnieje coś takiego jak rewolucja seksualna. To raczej wymysł działaczy i ideologów oraz mediów żyjących z chwytliwych tytułów. Sfera seksualna jest tak intymna, że wszelkie badania trzeba traktować bardzo ostrożnie. Deklaruje się wiele rzeczy, robi się o wiele mniej i zwykle inaczej niż się deklaruje. Bywa też, że robi się wiele, a mało mówi. Swoboda erotyczna nie była obca młodziutkim powstańcom warszawskim i w ogóle młodzieży oraz średniemu pokoleniu w epoce wielkich wojen. Panowała ona także w części środowisk opozycyjnych w krajach pod rządami komunistycznymi. Kto wie, czy to nie właśnie tylko w czasach historycznych przesileń – takich jak wojny i rewolucje – zdarzają się okresy swobody seksualnej niespotykanej podczas pokoju i stabilizacji.

Bunt młodzieży i intelektualistów w połowie lat sześćdziesiątych nie był takim przełomem ani rewolucją. Nie przyniósł ,,rewolucji seksualnej”, lecz komercjalizację seksu. Z tego, że wszyscy zaczęli nagle mówić o wolnej miłości, nie wynika, że zaczęli ją uprawiać. Swoboda seksualna w znaczeniu, że wybiera się partnera według własnych i tylko własnych kryteriów, niezależnie od dominującego kodu kultury, towarzyszy cywilizacji od zarania. W chrześcijaństwie zeszła na margines, ale nie przestała istnieć. Wraz z słabnięciem wpływów chrześcijaństwa i wyznających je Kościołów w masowej demokracji rynkowej wolność seksualna nabrała znaczenia wcześniej nieznanego. Stała się nie tylko pewną praktyką – jedną z wielu ,,opcji” w dziedzinie związków między ludźmi – lecz także pewną ideologią. To drugi, obok urynkowienia, efekt wydarzeń lat sześćdziesiątych w dziedzinie, o której mowa. Nie zachwycam się nimi, ale nie przeceniam też ich realnego wpływu na rzeczywistość.

Bunt młodzieży i intelektualistów w połowie lat sześćdziesiątych nie był przełomem. Nie przyniósł ,,rewolucji seksualnej”, lecz komercjalizację seksu

A już szczególnie w Polsce załamywanie rąk nad zgubnymi skutkami obyczajowymi kontrkultury wydaje mi się śmieszne. Młodsze pokolenie jest u nas podobne jak na Zachodzie. Środowiska faktycznie eksperymentujące z wolnością seksualną są w zdecydowanej mniejszości i gdyby nie media, które nagłaśniają ich styl życia, nie miałyby one poważniejszej siły ,,normotwórczej”. Większość młodych ludzi szuka tradycyjnie rozumianej miłości i przyjaźni, choć niekoniecznie związków sakramentalnych.

Specyfika polska na tle Europy polega prawdopodobnie na tym, że nasza młodzież jest gorzej niż młodzi ludzie na Zachodzie wyedukowana seksualnie – nie w sensie ideologicznym (zachęty do eksperymentu), lecz w sensie praktycznym. Uważam, że nie jest to bynajmniej naszym tytułem do chwały. Zamiast filipik przeciwko nieistniejącemu zagrożeniu jakimś moralnym permisywizmem należałoby raczej budować narodowe porozumienie ponad podziałami na temat nowoczesnego szkolnego programu edukacji seksualnej. Normalnie jest to zadanie przede wszystkim dla rodziny. U nas rodzice wciąż jednak nie są tu partnerami dla własnych dzieci. Podobnie kościelna katecheza, która także, choć z innych powodów, nie jest w stanie pomóc młodzieży przeżywającej kłopoty z seksualnością, choćby w kontekście presji kultury masowej.

W tej sytuacji obowiązek ten spada niestety na szkołę i państwo. Niestety, bo obie te kluczowe instytucje też sobie z tym wyzwaniem nie radzą. Między innymi dlatego, że – znów niestety – Kościół i organizacje katolickie reagują alergicznie na sam termin ,,edukacja seksualna”. Ten impas będzie miał skutki znacznie bardziej negatywne dla przyszłych małżeństw i rodzin niż ,,rewolucja seksualna”, której tak naprawdę w Polsce nigdy nie było.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7-8/2008 pt. „A co to takiego?”. Redakcja zwróciła się wówczas do wybranych osób z prośbą o wzięcie udziału w ankiecie „Bilans rewolucji seksualnej”.