Władza wynosi na piedestał antysemickie formacje, a potem się dziwi, że na Zachodzie są głosy Polsce nieprzychylne, przypisujące jej współodpowiedzialność za zbrodnie – mówi prof. Andrzej Friszke w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy odbyły się w niedzielę w Warszawie uroczystości z okazji 75. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej, oddziału zbrojnego Narodowych Sił Zbrojnych, który nie podporządkował się rozkazowi scalenia z Armią Krajową, działającego w okresie od połowy sierpnia 1944 do połowy sierpnia 1945. Uhonorowanie kontrowersyjnej formacji komentuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Andrzej Friszke, historyk, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, szef działu historycznego „Więzi”.

Choć – jak zwraca uwagę – zawsze sporne jest określenie, co to jest faszyzm, to jednak w roku 1944, „ze strony demokratycznych sił społecznych podziemia właściwego, związanego z rządem w Londynie”, Brygada Świętokrzyska była traktowana jako „rodzaj faszyzmu polskiego”. Jej członkowie – tłumaczy historyk – mieli „totalistyczną czy totalitarną ideologię narodu. Uważali, że w powojennej Polsce tylko oni mają prawo rządzić, bo tylko oni są narodem”.

Prof. Friszke stawia pytanie, czy Brygada była formacją kolaboracyjną. „Z całą pewnością wychodzili z Polski po porozumieniach z Niemcami i po drodze żywili się racjami Wehrmachtu, korzystali ze szpitali Wehrmachtu, odbywały się różne spotkania po drodze, uzgadnianie tras, uzgadnianie różnych kwestii” – wyjaśnia.

Historyk mówi o postawie ludzi z dzisiejszego obozu władzy, którzy bronią Brygady. Jego zdaniem Jan Józef Kasprzak, prezes Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, „nie interesuje się prawdziwą historią i zamiast historii chce uprawiać politykę historyczną”; prezydent Andrzej Duda, który objął honorowy patronat nad uroczystością, sprawia wrażenie, jakby „nie miał najmniejszego pojęcia o historii”; zaś zachowanie premiera Mateusza Morawieckiego, który rok temu składał kwiaty na grobie członków Brygady w Monachium, było „skandaliczne”.

Prof. Friszke zwraca uwagę, że składanie wieńców odbywało tuż obok obozu koncentracyjnego Dachau, zaś zapomnienie o tym fakcie przez premiera określa jako „wołające o pomstę do nieba”. Podczas gdy więźniowie obozu szykowali się na egzekucję, ludzie z Brygady Świętokrzyskiej pili szampana z oficerami Gestapo – tłumaczy.

Jego zdaniem polityka historyczna Prawa i Sprawiedliwości to „próba postawienia historii Polski tego czasu na głowie” i pisaniem historii na nowo. „To, co dzisiaj się odbywa, jest próbą narzucenia monopartyjnego, nacjonalistycznego poglądu ideologicznego na całą polską kulturę i historię i patrzenia oczami skrajnych nacjonalistów” – dodaje.

Profesor zaznacza, że Polska szczęśliwie należała do koalicji antyhitlerowskiej, a rządzący nic z tego nie rozumieją i „chcą zbudować na Zachodzie obraz Polski jako dwuznaczny. W gruncie rzeczy do tego to prowadzi. Bo nie można akceptować współpracy z Niemcami i jednocześnie mówić, że się było częścią obozu alianckiego”. Poza tym obecna władza – zwraca uwagę historyk – wynosi na piedestał antysemickie formacje, a potem się dziwi, że „na Zachodzie są głosy Polsce nieprzychylne, przypisujące jej współodpowiedzialność za zbrodnie”.

Zdaniem prof. Friszkego polityka historyczna PiS-u „zmierza do rozbicia narodu”: – Ta część narodu polskiego, która utożsamia się z AK, która ma swoich przodków w strukturach AK, w powstaniu warszawskim, w akcji „Burza” na wschodzie albo w obozach koncentracyjnych, jak w moim przypadku, po prostu nie jest w stanie zaakceptować takiej wizji przeszłości.

DJ