Stałem się kaznodzieją, zanim wstąpiłem do zakonu Braci Kaznodziejów. Gdy jednak odkryłem, że takowi istnieją – było dla mnie jasne, że chcę dzielić moje życie właśnie z nimi i wspólnie podążać tą drogą.

Tekst ukazał się miesięczniku „Więź” nr 6/2007 jako odpowiedź na ankietowe pytanie redakcji: „Dlaczego (nadal) chcę być księdzem?”.

Na moim obrazku prymicyjnym umieściłem następujący cytat ze św. Pawła: „Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny” (1 Kor 4, 1n.).

Poszedłem do zakonu z dwóch powodów: aby służyć Chrystusowi oraz by zgłębiając Boże tajemnice, być ich „szafarzem”. Świadomie wybrałem dominikanów, ponieważ płonęło we mnie pragnienie, by zostać kaznodzieją. Jednoznacznie czułem się do tego właśnie wezwany. Myśl o zakonie i kapłaństwie pojawiła się jako naturalna konsekwencja pasji, którą w sobie odkryłem. Gdy zacząłem poznawać Chrystusa i Jego Ewangelię, nie potrafiłem się powstrzymać, by nie dzielić się radością z jej pociągającego piękna. Stałem się kaznodzieją, zanim wstąpiłem do zakonu Braci Kaznodziejów. Gdy jednak odkryłem, że takowi istnieją – było dla mnie jasne, że chcę dzielić moje życie właśnie z nimi i wspólnie podążać tą drogą.

Jako chrześcijanin doświadczam własnej grzeszności, która woła o światło Ewangelii zdolnej rozproszyć jej mroki. Wiem, że oblicze Boga, którego piękno ukazał w sobie Chrystus, zaciera swe rysy, gdy nie jest obmywane czystą wodą Ewangelii. Gdy Jego Twarz przysłania kurz zapomnienia, w moim wnętrzu robi się ciemno, zachodzi słońce i mrok ogarnia ziemię. Dla ożywiania więc własnej nadziei – potrzebuję słuchać na nowo Głosu, który oczyszcza i rozjaśnia wszystko. Głosu, który wypowiada słowa Prawdy zdolnej obudzić miłość.

Oblicze Boga, którego piękno ukazał w sobie Chrystus, zaciera swe rysy, gdy nie jest obmywane czystą wodą Ewangelii

Pozostaję dominikaninem, aby głosząc Ewangelię, ocalać nadzieję tych, którzy ją tracą. Aby być szafarzem Tajemnic, które – zgłębiane i przekazywane – mają moc rozpalania życia sensem i miłością. Czuję się potrzebny moim siostrom i braciom, gdy głosząc objawioną Prawdę, doświadczam niejednokrotnie, jak ożywia Ona ich serca.

Pozostaję w zakonie wierząc, że Jezus pragnie, aby święto Jego miłości trwało we wspólnocie Kościoła: poprzez dar Eucharystii i sakramentu pojednania. Decyzję, by oddać siebie całego tej posłudze podjąłem świadomie i chcę pozostać jej wierny. Tę wierność widzę trojako: wobec braci w zakonie, wobec braci w wierze i wobec Chrystusa, który najwyraźniej chciał, bym się tu znalazł.

Jest dla mnie radością, że jako kapłan mogę podążać wspólnie z wielu bliskimi mi ludźmi – świeckimi katolikami, którzy kochają Kościół i pragną jego duchowego blasku. Nie czuję się przez nich hołubiony jako duchowny, ale jestem im potrzebny jako ksiądz-przyjaciel.

Wiem również, że gdybym – pozostając w zakonie – nie szukał coraz głębszej wierności Chrystusowi poprzez własne nawrócenie i posługę miłości, to taka „wytrwałość” miałaby bardzo gorzki smak.

Tekst ukazał się miesięczniku „Więź” nr 6/2007 jako odpowiedź na ankietowe pytanie redakcji: „Dlaczego (nadal) chcę być księdzem?”.