Zamiast sięgać po pomoc polityków i wojnę kulturową z LGBT+ Kościół powinien iść mało spektakularną drogą poszukiwania zagubionej owcy.

Oświadczenie abp. Stanisława Gądeckiego w sprawie LGBT+ kończy się zachętą do „stosowania zasady niedyskryminacji w publicznej dyskusji nie tylko wobec zwolenników wspomnianej ideologii [LGBT+], ale o dopuszczenie na równych prawach do debaty także jej przeciwników”.

Wynika z tego, że potrzebna jest nam debata. Podzielam to oczekiwanie. Warunkiem sensownej debaty jest jednak nie tylko możliwość wyrażania swego głosu, lecz również próba zrozumienia adwersarza, a nawet – niezależnie od sporu o zasady – odnajdywanie wspólnych wartości.

Katolicy na wojnie kulturowej

Z niepokojem obserwuję kolejne wystąpienia hierarchów w sprawie osób LGBT+. Obrona tradycyjnego modelu rodziny, spójnego z antropologią chrześcijańską, jest częścią misji Kościoła. Ale czy musi ona przybierać charakter wojny kulturowej?

Wszelkiego typu krucjaty najczęściej źle się kończą. Mobilizują one do walki, w której w imię jednych wartości poświęca się inne, równie ważne. Co gorsza, budzą one w adwersarzach emocje niechęci i nienawiści do ludzi Kościoła. Niestety, podczas marszów równości w niektórych miastach ujawniło się sporo wulgarności i niewybrednych haseł antykatolickich. Trzeba jednak stwierdzić, że jest to burza, którą w znacznym stopniu podsycają niefortunne – a nawet skandaliczne – wypowiedzi duchownych.

Klerykalna solidarność biskupów niszczy Kościół od wewnątrz. Na pewno ozdrowieńcza byłaby publiczna krytyka biskupa przez biskupa w imię Ewangelii

Apel przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski skierowany jest m.in. do samorządowców i parlamentarzystów. Abp Gądecki wzywa ich, aby opierali się „rewolucji LGBT+” w systemie prawa oraz zarządzeniach władz lokalnych. Apel taki ma oczywiście uzasadnienie w logice demokracji. Stanowisko Kościoła nie powinno być pomijane, ale z tego wcale nie wynika, że Kościół ma wywierać presję na autonomiczne władze samorządowe i państwowe. W logice demokracji apel Kościoła znaczy tyle samo, co apel środowisk LGBT+. Dlatego decyzjom parlamentu i samorządów powinna towarzyszyć debata społeczna, a tej u nas – jak na lekarstwo. Eskalacja emocji nie wystarczy, aby razem budować dobro wspólne.

Alfred M. Wierzbicki, „Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2018

Z apelem skierowanym bezpośrednio do polityków jest jeszcze jeden kłopot: pojawia się on na progu kampanii wyborczej do polskiego parlamentu. Grozi to upolitycznieniem sprawy. Przecież tak stało się już podczas niedawnej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Prawo i Sprawiedliwość przedstawiało się w niej jako obrońca Kościoła. Apel przewodniczącego KEP z łatwością może być odczytany – i to chyba wbrew jego intencjom – jako wskazanie na tę partię, która będzie zwalczać LGBT+.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ten fragment oświadczenia nie spowoduje wycofania czy zawieszenia tematu LGBT w aktualnej kampanii wyborczej. A w konsekwencji może to pociągnąć za sobą jeszcze ściślejsze powiązanie Kościoła katolickiego w Polsce z partią Jarosława Kaczyńskiego. Taki rozwój sytuacji będzie jeszcze bardziej osłabiał ewangelizacyjny potencjał Kościoła.

Instrumenty władzy zamiast duszpasterstwa

Sięganie przez hierarchów po pomoc polityków rodzi się z jakiejś duszpasterskiej abdykacji, z rezygnacji ze środków ubogich na rzecz instrumentów władzy. Zamiast wojny kulturowej z LGBT+ Kościół powinien iść mało spektakularną drogą poszukiwania zagubionej owcy i zagubionej monety. Ewangelia domaga się wrażliwości na ludzkie losy. Troska o rodzinę może być dopełniana troską o osoby homoseksualne.

Bez przyjmowania radykalnych haseł LGBT+ powinniśmy docenić pragnienie równości, godności i szacunku wyrażane przez osoby o orientacji homoseksualnej. Nie tylko werbalnie, ale we własnym świadectwie powinniśmy przeciwstawiać się każdej formie przemocy. Osoby homoseksualne doświadczają jej najczęściej ze strony swych bliskich, którzy w przestrzeni kościelnej słyszą, że ich dzieci są zagrożeniem dla religii i polskości.

Arcybiskupowi Jędraszewskiemu nikt nie odmówił prawa do zabierania głosu. Nie spotkała go dyskryminacja, lecz krytyka

Inspirację do duszpasterstwa na peryferiach egzystencjalnych znajdujemy u papieża Franciszka. Broni on rodziny, lecz nie demonizuje gejów i lesbijek. Tym bardziej zaskakuje, że abp Gądecki przywołuje w swym oświadczeniu słowa Franciszka. Nie odnoszą się one wcale do tzw. ideologii LGBT+. Gdy papież mówił o wymachiwaniu flagą wolności, miał na myśli zjawisko „kultury tymczasowości”, niszczącej trwałość więzi małżeńskiej. W cytowanym fragmencie chodzi o to, że rozpad rodziny „w nieproporcjonalnie większej mierze uderza w kobiety, dzieci i osoby starsze”. Nie ma tam wcale mowy o LGBT czy jakimś „dżenderze”. Owszem, Franciszek mówi w innych swych wypowiedziach o kolonizacji ideologicznej, ale nie ma obsesji jednej ideologii.

Trzeba od razu dodać, że w świetle adhortacji „Amoris laetitia” właściwą odpowiedzią na kryzys małżeństwa i rodziny nie jest napiętnowanie sytuacji nieregularnych, w tym osób żyjących w powtórnych związkach, lecz postulat duszpasterskiego rozeznania i towarzyszenia. W pewnym stopniu ten sam postulat mógłby być stosowany do związków homoseksualnych. Duszpasterstwo nie musi się wyczerpywać wyłącznie w porządku normatywnym. Pewnie upłynie jeszcze wiele czasu, zanim przyswoimy sobie nad Wisłą tę duszpasterską regułę papieża Franciszka.

Język kazań a emocje społeczne

Oświadczenie abp. Gądeckiego zawiera ponadto obronę abp. Jędraszewskiego po jego bulwersujących słowach o „tęczowej zarazie”. Apel o równe prawo do przedstawiania swego stanowiska w debacie, od którego zacząłem mój komentarz, wiąże się właśnie z poparciem dla metropolity krakowskiego, jakiego swemu zastępcy udziela przewodniczący KEP. Rzecz jednak w tym, że arcybiskupowi Jędraszewskiemu nikt nie odmówił prawa do zabierania głosu. Jego homilię cytowano niemal we wszystkich mediach. To ma być ów rzekomy totalitaryzm światopoglądowy? Nie spotkała go dyskryminacja, lecz krytyka. A to nie to samo.

Krytyka ta – wyrażana zresztą także przez licznych katolików – w większości przypadków dotyczy nie samego stanowiska Kościoła w sprawie LGBT+, lecz języka homilii, wygłoszonej w rocznicę Powstania Warszawskiego. Nadużywaniu wiersza powstańca sprzeciwiał się żyjący brat autora. Szkoda, że abp Jędraszewski do tej pory nie przeprosił za swe słowa. Być może oklaski zwolenników używania młota w głoszeniu Słowa Bożego usypiają jego sumienie, ale czy po słowach o „tęczowej zarazie” będzie jeszcze mógł spojrzeć w twarz osobom homoseksualnym, których zapewne jest wiele wśród wiernych archidiecezji krakowskiej?

Homilię metropolity krakowskiego cytowano niemal we wszystkich mediach. To ma być ów rzekomy totalitaryzm światopoglądowy?

Słowa abp. Jędraszewskiego zostały wypowiedziane zaledwie 10 dni po ataku kiboli na uczestników marszu równości w Białymstoku. Daleki jestem od przypisywania biskupom siania nienawiści, nie można jednak zapominać, że pryncypialne wezwania abp. Tadeusza Wojdy stały się pożywką dla niesłychanej agresji. Zarówno kibole, jak i lokalni działacze PiS po swojemu zinterpretowali biskupie „non possumus”. Arcybiskup białostocki wydawał się bardzo zdziwiony tym, co stało się w pobliżu jego katedry, jakby nie dostrzegając, że w wątpliwą sprawę zaangażował swój autorytet. Czy biskupi naprawdę zapominają o wpływie języka kazań na emocje i zachowania społeczne?

Jezus nikogo nie stygmatyzował, nie szedł na skróty, uzdrawiał. Klerykalna solidarność biskupów niszczy Kościół od wewnątrz. Na pewno ozdrowieńcza byłaby publiczna – bo Kościół przecież nie działa gdzieś w kryjówce – krytyka biskupa przez biskupa w imię Ewangelii. Pod tym względem oświadczenie abp. Gądeckiego przynosi rozczarowanie. Jako księdza i chrześcijanina bardzo mnie dotyka coraz głębsze pogrążanie się naszego Kościoła w kryzysie z powodu klerykalizmu.