Grafika zestawiająca Hitlera z księdzem powstała jako odpowiedź na przemoc wymierzoną w osoby LGBT. Problem w tym, że ta reakcja obronna używa metod podobnych do ataku, który ją wywołał.

Zaczesane na bok włosy i wąsik w formie dwóch ciemnych geometrycznych kształtów, przywołujący na myśl Adolfa Hitlera. A poniżej „negatyw” tej grafiki, tyle że kwadracik jest nieco obniżony – bo zamiast przedstawiać wąsik, ma przypominać koloratkę. Grafika autorstwa Anny Bąk, która zdobyła w ostatnich dniach dużą popularność w internecie, jest niewątpliwie bardzo udana estetycznie i niesie niezwykle silny przekaz. Ale czy trafny?

Autorka, wrzucając swoją pracę na Facebooka, opatrzyła ją tymi słowami: „To tak apropo ostatnich, skandalicznych słów, które padły z ust osób, z których paść nie powinny. «Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami»”. Nie doprecyzowuje, o czyje konkretnie słowa chodzi, ale grafika odbierana jest jako reakcja na słowa metropolity krakowskiego Marka Jędraszewskiego o zagrażającej Polsce „tęczowej zarazie”.

W tej grafice koloratka jest odpowiednikiem wąsika Hitlera, tym niepokojącym elementem estetycznym, który u odbiorcy powinien wzbudzać podobne uczucia, jak widok nazistowskiego zbrodniarza. Czyli: lęk, odrazę, być może nienawiść

Problem z pracą Anny Bąk polega na tym, że wizualnie nic nie sugeruje odbiorcy tego kontekstu. Nie widzimy na grafice żadnej cechy charakterystycznej abp. Jędraszewskiego, ani nawet żadnego nawiązania do szerokiej kategorii biskupów. Jednostkowy Hitler nie jest zestawiony z jednostkowym duchownym czy biskupem, zaś jego charakterystyczne cechy są przypisane ogółowi duchownych. Zbiorowa odpowiedzialność?

A może to wyraz rozmycia grupy obcej – dobrze opisanego zjawiska w psychologii stereotypów i uprzedzeń – czyli postrzegania przedstawicieli innej grupy społecznej jako szarej masy, która straciła już twarz konkretnego człowieka? W grafice Anny Bąk koloratka jest odpowiednikiem wąsika Hitlera, tym niepokojącym elementem estetycznym, który u odbiorcy powinien wzbudzać podobne uczucia, jak widok nazistowskiego zbrodniarza lub jego współczesnych zwolenników. Czyli: lęk, odrazę, być może nienawiść. Przed hitlerowcem trzeba się bronić w każdy dostępny sposób – grafika zdaje się sugerować, że podobnie przed księdzem.

W gruncie rzeczy grafika zestawiająca Hitlera z (traktowanymi en bloc) duchownymi prowadzi do podobnych skojarzeń, co słowa metropolity Krakowa. Uważam, że obie te wypowiedzi należy uznać za przejaw szerzenia nienawiści. Tym bardziej więc zadziwia mnie, gdy widzę, że osoby oburzone – i słusznie – słowami abp. Jędraszewskiego z aprobatą rozpowszechniają dziś inny przykład mowy nienawiści.

Owszem, dostrzegam kilka kwestii, które różnią te dwie wypowiedzi. Przede wszystkim podniósłbym argument jakościowy – abp Jędraszewski otwarcie dehumanizuje osoby LGBT+, nazywając je „zarazą” (swoją drogą w społecznym odbiorze „hitlerowcy” to słowo bliskie „barbarzyńcom” czy „zwierzętom”). Odczłowieczanie to zabieg z języka rasistowskiego, tego samego, który zachęcał do największych zbrodni w historii ludzkości. Nijak nie mogą mnie przekonać prawicowe argumenty, jakoby biskup Krakowa miał mówić nie o ludziach, lecz o ideologii. Po pierwsze dlatego, że LGBT+ to przede wszystkim ludzie, wielu z nich zresztą obarczonych traumą stygmatyzacji i przemocy. A nawet jeśli arcybiskup chciał wypowiedzieć się o „ideologii LGBT”, to – jako naukowiec z tytułem profesora, filozof i teolog – doskonale zdaje sobie sprawę, że zanim się jakąś ideologię skrytykuje, trzeba ją najpierw zdefiniować i podkreślić, że nie ma się na myśli konkretnych ludzi czy danej grupy społecznej, zwłaszcza w sytuacji, gdy takie osoby narażone są na przemoc fizyczną. Tymczasem do dziś nie wiemy, co tak naprawdę mają na myśli hierarchowie Kościoła w Polsce, gdy mówią o „ideologii LGBT”. Dopiero potem można skrytykować postulaty jakiejś ideologii, choć biskup i naukowiec nie powinien tego czynić językiem pseudomedyczno-rasistowskim.

Nienawiść zaczyna się wtedy, gdy nie zgadzając się z drugim, przestaję dostrzegać w nim człowieka, a widzę ideologię lub zlany w jedną masę bezimienny tłum

Rozumiem również, że praca Anny Bąk powstała jako reakcja na ostatnie wydarzenia i spiralę przemocy – także fizycznej – wymierzonej w grupę społeczną osób LGBT. Reakcje obronne zazwyczaj są bardzo silne. Problem w tym, że ta konkretna reakcja używa metod podobnych do ataku, który ją wywołał. Przypisywanie odpowiedzialności zbiorowej, napiętnowanie innej grupy społecznej i kojarzenie jej z najgorszym złem, z którym trzeba walczyć, łączą popularną w mediach społecznościowych grafikę z wypowiedzią abp. Jędraszewskiego. Czy metropolita krakowski zdaje sobie sprawę, że gdy on po wygłoszeniu homilii wraca do swego pałacu (i styka się co najwyżej z medialną ostrą krytyką), szeregowi księża muszą świecić oczami za jego słowa i mierzyć się z narastającym buntem wobec Kościoła.

A przecież – to banał, choć może nie dla wszystkich – księża w Polsce są dokładnie tacy, jakie jest nasze społeczeństwo. Różni, popierający i potępiający słowa abp. Jędraszewskiego, biedni i bogaci, wierni Bogu i wierni mamonie, heteroseksualni i homoseksualni. Ci ostatni mogą zresztą czuć się podwójnie stygmatyzowani.

Po śmierci Pawła Adamowicza w tekście „Moja nienawiść powszednia” postulowałem, by każdy z nas przyjrzał się własnej nienawiści, zanim zacznie doszukiwać się jej u innych. Sądzę, że moja nienawiść zaczyna się wtedy, gdy nie zgadzając się z drugim, przestaję dostrzegać w nim człowieka, a widzę ideologię lub zlany w jedną masę bezimienny tłum. A Twoja nienawiść – kiedy się zaczyna i w czym się objawia?