Siostra Michèle nie pozostawia po sobie dzieł sztuki czy utworów literackich. Zostawia za to coś cenniejszego – pamięć ludzi, których wspomogła, których zainspirowała. Za to jesteśmy jej wdzięczni.

Tekst laudacji wygłoszonej 4 sierpnia 2019 r. w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy podczas ceremonii wręczenia przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów tytułu Człowiek Pojednania siostrze Michèle z Grandchamp. 

Siostra Michèle z Grandchamp ma imię i nazwisko. Niby nic dziwnego, ale prawie nikt go nie zna – również spośród ludzi jej bliskich. Można zapytać, o czym właściwie to świadczy.

Otóż na pewno nie chodzi o jakieś zacieranie śladów lub odcinanie się od swej młodości i rodziny; w jej przypadku po prostu tak nie jest. Zauważmy: nasza laureatka ma tylko imię. To rzadkie, przywodzi na myśl papieży…. Świadczy to chyba o tym, że tak bardzo utożsamiła się ze swą obecną tożsamością, rolą, misją we Wspólnocie Grandchamp, że – jak uważa – ludzie spotkani w ciągu ostatnich dziesięcioleci nie muszą znać jej danych z okresu młodości, która jest jej osobistą prehistorią. Jednak to właśnie ta prehistoria jest dla nas teraz ważna.

Urodziła się prawie 85 lat temu jako Irene Müller. Przyszła na świat w Kolonii, w dzielnicy Lindenthal, opodal klasztoru karmelitanek, w którym mieszkała wówczas Edith Stein. Wspomnienie o tym wydaje się na miejscu. Choć bowiem droga Ireny, późniejszej Siostry Michèle, była zupełnie inna niż droga słynnej Edyty, późniejszej świętej, ofiary obozu, obok którego się znajdujemy, to jednak w duchowym wymiarze były to drogi zbieżne: klasztor, modlitwa, służba, siła widziana w słabości. Jeszcze jeden element łączy je obie: korzenie na terenach, które obecnie należą do Polski. Matka ojca Siostry Michèle pochodziła z rodziny żydowskiej, zakorzenionej w okolicach Gdańska, Poznania, Olsztyna. Gdy Siostra pierwszy raz przyjechała do Polski w 2001 r., odwiedziła miejscowość Napachanie pod Poznaniem, z którą jest powiązana rodzinnie: w tym miejscu bywał w młodości jej ojciec. Pozwolę sobie dodać, że towarzyszył jej wówczas mój kolega po fachu, prof. Roman Murawski, który poznał ją poprzez swoje kontakty w Taizé (za miesiąc wspólnie, on i ja, będziemy prowadzić sekcję filozofii matematyki w ramach zjazdu polskich matematyków w Krakowie).

Do wstąpienia do wspólnoty zachęciły ją słowa umieszczone na ulotce: „Grandchamp. Ekumeniczne powołanie do modlitwy i pojednania między chrześcijanami, narodami, religiami i kulturami w pełnej szacunku jedności ze stworzeniem”

W okresie wczesnego dzieciństwa naszej bohaterki ważne były warunki polityczne – rządy nazistów. Jej ojciec nie potrafił w tym funkcjonować, załamał się. Ostoją dla niej i brata, wtedy i potem w czasie wojny, była matka, jej chrześcijańska wiara i postawa szacunku dla innych. Nawiasem mówiąc, owo chrześcijańskie wychowanie powoduje, że wobec Siostry Michèle nie odczuwam nawet śladu ambiwalencji, którą odczuwam w stosunku do Edyty Stein: karmelitanka jest postacią imponującą, ale jej odejście od judaizmu stwarza z żydowskiej perspektywy problem, który pojawia się tym bardziej wyraźnie, im bardziej potraktuje się jej wybór jako przykład do naśladowania dla innych Żydów. Jest to, mówiąc brutalnie, problem zdrady. Otóż Siostry Michèle ta kwestia nie dotyczy. Jest ona wychowana w ramach Kościoła luterańskiego i pozostała mu wierna – pomimo całej swojej otwartości na inne wyznania chrześcijańskie, a także judaizm.

Zaawansowana edukacja naszej laureatki miała miejsce w placówkach kościelnych, np. w kościelnej szkole muzycznej oraz w seminarium berlińskiego Kościoła Wyznającego (Bekennende Kirche), znanego ze swej odważnej postawy antyhitlerowskiej w okresie nazizmu. Nie dziwi więc, że jak wspomina, „klimat tej uczelni cechowała otwartość, szerokie horyzonty oraz tolerancja”. Te cechy pozostają dobrą charakterystyką późniejszej postawy Siostry Michèle. Gdy zaczęła pracę, pracowała z młodzieżą w regionie Paderborn, gdzie luteranie są mniejszością.

Gdy miała 25 lat, podjęła decyzję, która określiła jej dalsze życie: postanowiła wstąpić do żeńskiej protestanckiej wspólnoty monastycznej Grandchamp. Było to w czasie rekolekcji prowadzonych przez braci z Taizé – wspólnoty dobrze znanej w Polsce zarówno w kręgach kościelnych, jak i w szerszym środowisku ludzi zainteresowanych duchowością. Wspólnota Grandchamp, położona niedaleko od Taizé, ale w Szwajcarii, obok Neuchatel, jest podobna duchowo, też nastawiona ekumenicznie, dążąca do pojednania. Co ciekawe, jest wspólnotą nieco starszą niż Taizé – została bowiem założona w 1936 roku.

Irene stała się Siostrą Michèle w 1960 roku, wstępując jako pierwsza Niemka do tej francuskojęzycznej wspólnoty. Stała się tam ważną osobą, opiekowała się nowicjatem przez 33 lata. Przedtem w ramach tego zakonu pracowała w domu gościnnym w Sonnehof, w Szwajcarii niemieckojęzycznej, w Libanie, w fabryce ciastek we Francji, wiele razy przebywała w Izraelu.

Siostra Michèle wspomina, że do wstąpienia do wspólnoty zachęciły ją słowa umieszczone na ulotce: „Grandchamp. Ekumeniczne powołanie do modlitwy i pojednania między chrześcijanami, narodami, religiami i kulturami w pełnej szacunku jedności ze stworzeniem”. Te słowa brzmią teraz równie aktualnie, wzniośle i motywująco, co wówczas. Te słowa trafiają, mam wrażenie, do nas – członków i sympatyków Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów – szczególnie bezpośrednio i mocno. Nam też chodzi o to samo, tylko podkreślamy mocniej wymiar chrześcijańsko-żydowski oraz oczywiście kontekst polski. Oba te aspekty są ważne dla Siostry Michèle.

Nie wiem, jak mocne są bezpośrednie kontakty osób z Polski z Grandchamp. O ile wiem, nie ma tam Polek. Wiem natomiast, że szereg osób z Polski ma bliskie kontakty właśnie z Siostrą Michèle. Dobrym przykładem jest moja rodzina. Co więcej, to Siostra stała się – zapewne niespodziewanie dla siebie samej – łączniczką swojej Wspólnoty z naszym krajem. Krajem, który jest zapewne dość odległy, obcy i może egzotyczny z perspektywy szwajcarskiej.

Jestem wdzięczny Grandchamp, a Siostrze Michèle w szczególności, za owo umacniające doświadczenie ciszy – ciszy bezsłownej, a przesyconej znaczeniem; indywidualnej, a zarazem wspólnotowej

Duże wrażenie zrobił na mnie dwudniowy pobyt w roku 2009; pojechaliśmy tam wraz z moją żoną Moniką. Byliśmy tam oczywiście dzięki znajomości z Siostrą Michèle, z którą mamy serdeczne relacje. Na biurku trzymała pracę plastyczną Moniki. Pamiętam dobrze zarówno ogólną atmosferę, jak i nabożeństwo w kaplicy oraz posiłki. Wszystko było nasycone ciszą. Było to dla mnie ważne, bo ten aspekt – duchowość intensyfikowana dzięki bezsłownej ciszy – jest na ogół słabo obecny w tradycji żydowskiej. Istnieją co prawda ciche modlitwy, ale zwykle i one są wypowiadaniem słów – tylko po cichu. Tradycje medytacyjne są obecne, ale pozostają na obrzeżach życia żydowskiego. Jestem wdzięczny Grandchamp, a Siostrze Michèle w szczególności, za owo umacniające doświadczenie ciszy – ciszy bezsłownej, a przesyconej znaczeniem; indywidualnej, a zarazem wspólnotowej. Poza tym wygłosiłem tam prelekcję dla sióstr i czułem, że jestem słuchany ze szczególną uwagą jako Żyd, i to Żyd z Polski. I za to doświadczenie dziękuję.

Siostra Michèle przyjechała po raz pierwszy do Polski, chcąc odwiedzić miejsca rodzinne. Zaczęła się jednak interesować sytuacją w naszym kraju. Okazało się, że i tu może kontynuować swoją pracę w duchu „modlitwy i pojednania”. Oprócz kontaktów z polskimi luteranami, katolikami, Żydami, z ludźmi nie tylko z naszej Rady, ale i takimi, jak ks. prof. Hryniewicz, Siostra uczestniczy w spotkaniach, rekolekcjach i konferencjach ekumenicznych w Polsce. Przykładem są spotkania kręgu „Christophorus”, który powstał 40 lat temu i skupia głównie osoby konsekrowane z różnych Kościołów chrześcijańskich. Najważniejsze z naszej obecnej perspektywy są rekolekcje w Auschwitz, które Siostra Michèle współorganizuje w tym roku po raz kolejny. Witamy wszystkich uczestników tegorocznych milczących rekolekcji. Ich przyjazd tutaj łączy wszystkie wątki o których wspominałem: modlitwę, milczenie, medytację, ekumenizm, Żydów, pojednanie, teologię, Niemcy, Polskę, dialog.

Tu, w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy, czujemy się szczególnie na miejscu, organizując naszą uroczystość. Pracuje tu bowiem dwoje laureatów tytułu „Człowiek Pojednania” przyznawanego przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów: ks. Manfred Desaelers oraz s. Mary O’Sullivan. Jest tu więc teraz aż troje laureatów.

Niełatwo jest opisać zasługi takiej osoby jak Siostra Michèle. Nie pozostawia dzieł sztuki czy utworów literackich (o ile wiem…). Pozostawia za to coś jeszcze cenniejszego – pamięć ludzi, których wspomogła, którym pomogła, których zainspirowała, ludzi, którzy dzięki niej coś ważnego przeżyli, coś istotnego zrozumieli. Za to są jej wdzięczni. Za to, Michèle, my jesteśmy Ci wdzięczni. I dziękujemy Ci, że możemy być wdzięczni. Tytuł „Człowiek Pojednania” za rok 2018 jest tylko skromnym wyrazem tej wdzięczności.