Oby rozwiązania polityki senioralnej były trwalsze niż zmieniające się rządy. Werdykt wyborczy na jesieni nie musi oznaczać „być albo nie być” dla polityki państwa w tym obszarze.

Powoli dobiega końca dekada, w której doczekaliśmy się stopniowego rozwoju szeregu rządowych programów skierowanych do osób starszych. Dziś działa i program „Opieka 75+”, i „Leki 75+”, a także zainicjowane jeszcze przez poprzednie rządy „ASOS” oraz „Senior-Wigor” (przemianowany w obecnej kadencji na „Senior+”)

Czy wszystkie rządowe programy senioralne możemy rozpatrywać jako zdobycz socjalną czy raczej lokomotywę tzw. srebrnej gospodarki i czynnik ekonomicznego rozwoju starzejącego się społeczeństwa? To pytanie było przedmiotem jednego z paneli podczas tegorocznej edycji Forum Wizji Rozwoju w Gdyni.

Korzyści

Ogólny, raczej zgodny przekaz dyskusji był taki, że poszczególne programy senioralne (najwięcej mowy było o programie darmowych leków 75+) mają dodatni wpływ na społeczeństwo, zarówno z perspektywy społecznej, jak i ekonomicznej.

Przywoływano różne argumenty mówiące np. o zwiększeniu siły nabywczej na inne cele, co daje impuls rozwojowy dla różnych branż konsumenckich, choćby turystycznej. Jeśli więcej zostaje w senioralnym portfelu, ewentualne rezerwy można dołożyć do zakupu innych dóbr i usług.

Korzystanie choćby z części leków za darmo sprawiło poza tym, że osoba starsza mogła za zaoszczędzone środki wykupić szereg innych leków spoza refundacyjnej listy, na które często niezamożni seniorzy dotąd nie mogli sobie pozwolić.

Ich wcześniejsza sytuacja finansowa niekiedy nie pozwalała im ponadto w pełni zrealizować zaleceń lekarskich i zakupów leków wedle wystawionej recepty. Program „Leki 75+” pomógł to przynajmniej w części przypadków ograniczyć. Jak mówił w Gdyni dr Paweł Chrzan, prezes Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, aktualnie rzadziej zdarza się, że osoby starsze realizują tylko w części receptę przypisaną im przez lekarzy (co dla przedstawicieli branży farmaceutycznej rodzi problemy z rozliczeniem i zaksięgowaniem tego typu zakupu).

Wreszcie, przełożenie programu „Leki 75+” na poprawę zdrowia osób starszych może uwalniać ich potencjał społeczny, rodzinny, opiekuńczy (np. wobec wnuków), co z kolei zadziała korzystnie na aktywność zawodową młodszych pokoleń.

Dr Andrzej Aleksandrowicz z delegatury NIK w Poznaniu zaznaczył natomiast, że na tym etapie część senioralnych programów możemy widzieć jako swego rodzaju pilotaż, wymagający rzeczowej oceny i dalszego rozwoju oraz korekt (co do ich kierunku, podpowiedzi można znaleźć choćby w raportach NIK, spośród których jeden z niedawnych dotyczył właśnie „Leków 75+”).

Samo poszerzenie dostępu do leczenia i leków nie wystarcza. Równie ważne są profilaktyka i inne czynniki środowiskowe, jak warunki i tryb życia, które rzutują na stan zdrowia

Dr Marek Woch, pełnomocnik NFZ ds. kontaktów z organizacjami pozarządowymi wskazywał podczas panelu, że obok programów adresowanych do najstarszych mieszkańców i pacjentów potrzebne jest całościowe reformowanie systemu w kierunku silniejszej koordynacji i integracji systemu wsparcia zdrowotnego i społecznego.

W niejednej wypowiedzi pojawiało się przeświadczenie, że samo poszerzenie dostępu do leczenia i leków nie wystarcza. Równie ważne są profilaktyka i inne czynniki środowiskowe, jak warunki i tryb życia, które rzutują na stan zdrowia i proces starzenia.

Próbę całościowego spojrzenia na przemiany polityki senioralnej podjęła też poseł Joanna Borowiak, pracująca w sejmowej Komisji Polityki Senioralnej. Jak sugerowała, ostatnie lata przyniosły ogrom programów adresowanych na do seniorów w różnych wymiarach życia (choćby program „Opieka 75+” czy „Senior+”, „emerytury Mama+”). Słuchając wypowiedzi Pani poseł, dało się zauważyć jej przekonanie o jakościowej zmianie, jaka dokonała się w tej kadencji sejmowej w odniesieniu do osób starszych.

Osobiście mam jednak poczucie, że ta zmiana ma głębszy charakter i nie wiąże się tylko z rządami jednej partii. Publikacje gerontologiczne zwykle wskazują okolice lat 2012-2013 jako moment zwrotny. Wtedy zaczęto kłaść fundamenty pod wieloletnią politykę senioralną, powołano kluczowe instytucji, zainicjowano programy, zarysowano dalsze ścieżki.

Rodowód polityki senioralnej – nieco starszy niż polityczna zmiana władzy z 2015 roku – pozwala mieć nadzieje, że jest ona głębsza i trwalsza niż agenda tej czy innej partii, a tym samym dany werdykt wyborczy na jesieni nie musi oznaczać „być albo nie być” dla polityki państwa w tym obszarze. Owszem, każda formacja będzie prowadziła politykę senioralną inaczej w detalach i też pewnie nieco inną przypisywała jej rangę w szerszej politycznej agendzie. Ale dziś trudno sobie wyobrazić, by którykolwiek obóz polityczny mógł tę sferę działań zaniedbać lub wycofać się z tego, co już zaczęło działać. Wymusza to zresztą rzeczywistość społeczno-demograficzne. Kwestii związanych z coraz większym udziałem osób starszych w społeczeństwie świat polityki nie jest w stanie całkiem zignorować.

Ograniczenia

Nie znaczy to jednak, że rozwój instytucji polityki publicznej zawsze dotrzymuje kroku galopującemu starzeniu się populacji. Wręcz przeciwnie, działania publiczne nadal są jeszcze w dość wczesnej fazie rozwoju. Wiele potrzeb poszczególnych grup i konkretnych osób czeka na systemową odpowiedź.

Nawet cenne programy senioralne kontynuowane przez kolejne rządy, gdyby tylko bliżej im się przyjrzeć, zdradzają ograniczenia. Dla przykładu, program darmowych leków 75+ ma ich kilka: cezurę wieku, zawężenie katalogu darmowych medykamentów wyłącznie do osobnej listy (tzw. lista S), ponadto uprawnienia do wypisywania tego typu recept dano tylko lekarzom i pielęgniarkom POZ (być może ulegnie to niebawem zmianie), a już nie specjalistom od danego typu schorzeń, do których często udaje się starszy pacjent. Dla schorowanej, często już mało mobilnej osoby starszej odesłanie do lekarza rodzinnego, by ten mógł wystawić receptę, bywa uciążliwe, a może też wydłużać kolejki.

Podobne praktyczne ograniczenia można wskazać także w odniesieniu do innych senioralnych inicjatyw ostatniej dekady.

Z nadzieją, ale krytycznie

Obawiam się popadnięcia w skrajności w ocenie tego, jak państwo traktuje osoby starsze.

Na jednym biegunie będziemy mieli zadowolenie z wielości i zasadniczo słusznego kierunku poszczególnych programów, które uśpi czujność wobec ich niedoskonałości. Przykładowo pozytywna ocena programu „Opieka 75+” może dać poczucie, że ta sfera życia jest już względnie zagospodarowana i na dalszy plan zepchnąć choćby problem deficytów (tak ilościowych, jak i jakościowych) rozwoju opieki geriatrycznej.

Na drugim biegunie będziemy natomiast widzieli jedynie braki programów senioralnych. Przeoczymy wtedy fakt, że wspomniane programy – zwłaszcza widziane jako większa całość – mogą być czy już są zaczynem bardzo pozytywnych zmian.

Zmiany w obszarze polityki senioralnej będą szybsze i pełniejsze, jeśli na poszczególne działania będziemy umieli spojrzeć z przychylnością i krytycyzmem. Jedno nie musi wykluczać drugiego.

Rozwój instytucji polityki publicznej zawsze dotrzymuje kroku galopującemu starzeniu się populacji. Wręcz przeciwnie, działania publiczne nadal są jeszcze w dość wczesnej fazie rozwoju

Można uznać, że np. program „Opieka 75+” to dobry krok w kierunku pomocy w warunkach domowych osobom najstarszym z małych miejscowości. Jednocześnie wskazać, że przy skromnym budżecie programu i zasadach korzystania z niego wiele niedomagających zdrowotnie osób starszych, które chciałyby pozostać w dotychczasowym otoczeniu domowym, nie będzie mogło z niego skorzystać.

Można widzieć korzyści, jakie przyniósł przez ostatni 4 lata program dziennych placówek dla osób starszych „Senior+”. Jednocześnie przypominać, iż oferta wielu tych placówek nie jest sprofilowana dla osób starszych o dużo większych deficytach sprawności, a im nieraz też przydałaby się integracja z zewnętrznym otoczeniem w trybie dziennym, zaś ich opiekunom wytchnienie.

Punkt wyjścia

Rzetelna diagnoza tego, co już udało się dokonać, a czego nie, może być pomocna w określeniu dalszych działań. Dobiegający koniec dekady powinien być asumptem do takiej dyskusji.

Warto postarać się, by punktem wyjścia refleksji były jednak nie tyle lepiej lub gorzej działające instytucje, ile problemy, na które powinny odpowiadać i potrzeby, których zaspokojenie mogłyby umożliwiać.

Na jednym z paneli podczas Forum Wizji Rozwoju w Gdyni rozmawiano z o zdrowiu psychicznym osób starszych. Ogólny klimat tej dyskusji był znacznie mniej optymistyczny niż tej, którą prowadziłem. Wskazywano na wiele dotkliwych, często narastających problemów w zakresie zdrowia psychicznego dotykających osoby starsze i ich rodziny. Chodzi nie tylko o choroby otępienne i neuro-degeneracyjne, wobec których system leczenia, opieki i wsparcia bywa w Polsce dalece niesatysfakcjonujący (do dziś nie doczekaliśmy się, jako jeden z ostatnich krajów UE, narodowego programu alzheimerowskiego), ale także o inne schorzenia, jak choćby bardzo często dopadająca starszych ludzi depresja. Sprzyja jej osamotnienie (np. na skutek śmierci towarzysza życia) oraz ograniczenia uczestnictwa w życiu społeczno-towarzyskim.

Może warto pomyśleć, by kolejne działania bardzo mocno i trafnie adresowały właśnie „psychiczną problematykę”, tym bardziej, że dotyka ona osób z różnych pokoleń – choć każdego nieco inaczej. Jeśli chcemy, by najbliższe lata przyniosły pod tym względem zauważalną poprawę, należy te problemy konsekwentnie nagłaśniać i merytorycznie dyskutować nad potencjalnymi rozwiązaniami.