W roku 1989 Leszek Balcerowicz trafił w swój czas, pod względem oczekiwań zarówno rynków finansowych, jak i Polaków. Natomiast „drugi Balcerowicz”, po 1997 r., mógł już wprowadzać pewne korekty, nadal jednak kierował się założeniami liberalnej ekonomii – dyskutują Juliusz Gardawski i Wojciech Morawski oraz Andrzej Friszke i Zbigniew Nosowski („Więź”).

Andrzej Friszke: (…) Czy Panów zdaniem, dobrze się stało, że reformy gospodarcze [okresu transformacji] przybrały taki a nie inny kształt? Czy per saldo te zmiany właścicielskie dały impuls do przyspieszenia gospodarczego? Czy też raczej zostały utracone jakieś istotne szanse większej partycypacji społecznej, wyrównania szans, również sytuacji majątkowej?

Wojciech Morawski: W sumie dobrze się stało, natomiast jest i druga strona: niestety kapitalizm ma to do siebie, że niszczy własne zabezpieczenia i tym samym buduje sobie swoją własną klęskę. Godzi bowiem w spójność społeczną. W Polsce nastąpiło dramatyczne rozwarcie szans i perspektyw. Bo tu nawet chodzi nie tyle o bieżącą sytuację, ile o szanse, jakie ludzie widzą na przyszłość.

Moim zdaniem, podstawowe pęknięcie w Polsce dokonało się terytorialnie – chodzi o podział na kilka dużych miast i całą resztę. W pewnym momencie ci bogaci, zaradni z wielkich miast zaczęli rządzić pod siebie: robić autostrady, budować sieć połączeń intercity między dużymi miastami. To dla nich było. A dla całej reszty tego nie było: na przykład likwidowano komunikację publiczną, odcinając ich od świata.

Andrzej Friszke: W jakim momencie czasowym można umieścić tę sytuację?

Morawski: Według mnie cztery reformy rządu Jerzego Buzka (wprowadzane od roku 1999) to było utrwalenie tego stanu rzeczy. Generalnie jestem entuzjastą pierwszej kadencji Balcerowicza, ale drugiej (od 1997 r.) – już nie.

Nie można racjonalizować gospodarki na takiej zasadzie, że każda rzecz z osobna musi być opłacalna. Już John Stuart Mill pisał, że pewne rzeczy się nie opłacają, a mimo wszystko muszą być. On pisał przykładowo o latarniach morskich: nie opłacają się, ale jak ich nie ma, to jest niedobrze. Podobnie spojrzeć należy chociażby na lokalne linie kolejowe. Nie zamykać ich, gdy są nieopłacalne – bo przecież dramatyczne są koszty społeczne takiej decyzji.

Juliusz Gardawski: Zgadzam się co różnicy między pierwszym a drugim okresem wpływów Balcerowicza.

Zbigniew Nosowski: Na czym ona polega?

Gardawski: Koncepcja gospodarki liberalnej pozostała niezmieniona, z tym, że w roku 1989 Leszek Balcerowicz trafił w swój czas, z punktu widzenia oczekiwań zarówno rynków finansowych, jak i Polaków – zmęczonych niedoborami na rynku i bałaganem w zakładach pracy, akceptujących gospodarkę rynkową i zasadę konkurencji. Począwszy od 1991 roku społeczne oczekiwania zaczęły rozchodzić się z radykalnie antyetatystyczną koncepcją reformy.

Morawski: Niestety kapitalizm ma to do siebie, że niszczy własne zabezpieczenia i tym samym buduje sobie swoją własną klęskę. Godzi bowiem w spójność społeczną

Morawski: A za drugim razem, gdy Balcerowicz ponownie kierował polityką gospodarczą, robił to samo co poprzednio – kierował się założeniami liberalnej ekonomii, choć wtedy już można było wprowadzać pewne korekty.

Bo w sumie także w gospodarce wiele sprowadza się do godności, a nie do pieniędzy. Poczucie godności w terenie to nie tylko przemysł terenowy, to także świadomość lokalnych elit. A niestety główne polityczne siły reformatorskie lekceważyły i pielęgniarki, i bibliotekarki, i nauczycieli w liceum, i całą lokalną inteligencję. Wicepremier Balcerowicz takich tematów nie brał pod uwagę. Poza tym w swoim drugim podejściu przecenił groźbę kryzysu azjatyckiego i niepotrzebnie wziął się za schładzanie gospodarki. A po latach dla tych lekceważonych ludzi dobre słowo potrafiła znaleźć zupełnie inna formacja polityczna.

Gardawski: W Polsce dzięki Balcerowiczowi zaczęto w 1989 r. tworzyć ład gospodarczy odpowiadający czystemu modelowi liberalnej gospodarki rynkowej. To oznaczało, że do lamusa poszły pomysły tworzenia społecznej gospodarki rynkowej, zwłaszcza o cechach korporacyjnych – z silną partycypacją pracowniczą i dialogiem społecznym.

Wybór dokonany przez naszych reformatorów odpowiadał cyklowi światowemu. W latach 60. uznawano za wzorzec gospodarkę koordynowaną i korporacyjną. Pod koniec lat 70., wraz z załamaniem powojennego industrializmu, zaczęto odchodzić od tego modelu na rzecz modelu liberalnego. Gdy nasz kraj wszedł w orbitę Zachodu, w wielu tamtejszych krajach zwyciężał pogląd wyrażony przez Vaclava Klausa, że trzecia droga, m. in. społeczna gospodarka rynkowa, to najszybsza droga do Trzeciego Świata.

Chcę dodać, że taki pogląd panował daleko nie we wszystkich krajach. Wspomniany Tadeusz Kowalik pisał, że Tadeusz Mazowiecki chciał budować społeczną gospodarkę rynkową, inspirując się doświadczeniem niemieckim, a jego ekonomiści skierowali okręt polskiej gospodarki w kierunku Chicago.

Nosowski: Mamy jednak w Konstytucji RP z roku 1997 w części ustrojowej art. 20: „Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Gardawski: W konstytucji ten zapis mamy, ale bez gwarancji istnienia demokracji gospodarczej jest on treściowo pusty, zwłaszcza, że konstytucja tej demokracji nie zapewnia.

Morawski: Nie możemy jednak patrzeć wyłącznie z perspektywy wewnątrzpolskiej. Wielu ludzi popełnia ten błąd. Musimy odnosić się do trendów światowych. I tu widać, że rok 1989 był pod tym względem bardzo niedobry. Rozwiązania korporacyjne zdążyły się skompromitować gdzie indziej, a my – omijając je – zdołaliśmy przeżywania tej kompromitacji uniknąć.

Gardawski: W Polsce dzięki Balcerowiczowi zaczęto w 1989 r. tworzyć ład gospodarczy odpowiadający czystemu modelowi liberalnej gospodarki rynkowej. To oznaczało, że do lamusa poszły pomysły tworzenia społecznej gospodarki rynkowej

Gardawski: Leszek Balcerowicz dokonał w latach 1989–1990 destrukcji dużej części osnowy instytucjonalnej odziedziczonej po autorytarnym socjalizmie. Przez osnowę rozumiem normy prawne, zwłaszcza dotyczące praw własności, instytucje formalne, ale także podtrzymujące je wartości kulturowe, schematy poznawcze, wzory zachowania. Na to względnie oczyszczone pole reformatorzy zaczęli wprowadzać osnowę liberalną, którą zapoczątkowało 10 ustaw przyjętych przez Sejm pod koniec 1989 roku. Zgodnie z planem reformatorów, proces ten miał doprowadzić do ukształtowania spójnego ładu liberalnego, jednak już w 1992 roku nastąpiła silna społeczna przeciwreakcja i żądania m. in. społecznej kontroli prywatyzacji, utrzymania partycypacji pracowniczej w tworzeniu polityki gospodarczej, zinstytucjonalizowania dialogu społecznego.

W osnowie instytucjonalnej – projektowanej jako spójna i odpowiadająca logice liberalnej – pojawiły się luki. W 1993 roku przyjęto duży pakiet nowych reguł, ustalonych w Pakcie o przedsiębiorstwie państwowym, zaaranżowanym przez Jacka Kuronia. Do układu instytucji liberalnych „doszyto” niejako instytucje odpowiadające logice gospodarki koordynowanej. Powstający układ często określa się jako hybrydowy. Ja razem z Ryszardem Rapackim z SGH proponujemy termin „kapitalizm patchworkowy”, bowiem zanik jednolitej osnowy powodował, że można było stosunkowo łatwo „doszywać” instytucje czy organizacje o różnych logikach.

Dyskusje prowadzili Andrzej Friszke i Zbigniew Nosowski.

Juliusz Gardawski – ur. 1948, socjolog i ekonomista, prof. dr hab. Pracuje w Zakładzie Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Autor i współautor wielu badań postaw robotników i przedsiębiorców, stosunków przemysłowych, związków zawodowych i samorządu pracowniczego. Autor wielu publikacji, m. książek „Robotnicy 1991. Świadomość ekonomiczna w czasach przełomu”; „Przyzwolenie ograniczone. Robotnicy wobec rynku i demokracji”; „Związki zawodowe na rozdrożu”; „Powracająca klasa: sektor prywatny w III Rzeczypospolitej”, „Dialog społeczny w Polsce: teoria, historia, praktyka”; „Polacy pracujący a kryzys fordyzmu”.

Wojciech Morawski – ur. 1954, historyk i ekonomista, prof. dr hab. Kierownik Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej w Szkole Głównej Handlowej, dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH. Specjalizuje się w najnowszej historii gospodarczej i historii finansów. Zajmuje się też najnowszą historią polityczną i geografią historyczną. Założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Historii Gospodarczej. Autor wielu książek, m.in. „Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości”, „Kronika kryzysów gospodarczych”, „Od marki do złotego. Historia finansów Drugiej Rzeczypospolitej”, „Historia finansów współczesnego świata (od 1900 roku)”, „Dzieje gospodarcze Polski”. Stale współpracuje z tygodnikiem „Polityka” i miesięcznikiem „Mówią Wieki”.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2019

Kup tutaj