To, co zasługuje na nazwę „sztuka”, zawsze odwołuje się do pełni ludzkiego doświadczenia. Kicz powstaje z okrojenia tego doświadczenia – dyskutują Łukasz Hajduczenia, bp Michał Janocha, Witali Michalczuk, Irina Tatarowa oraz Ewa Kiedio.

Ewa Kiedio: „Kicz jest zakłamaniem, użyciem formy nieadekwatnej do treści” – taką zwięzłą definicję sformułował Ksiądz Biskup w naszej rozmowie opublikowanej w książce „A piękno świeci w ciemności”. Mamy teraz okazję, aby szerzej porozmawiać o tym, co rozumiemy przez pojęcie kiczu.

Bp Michał Janocha: Nie wiem, czy stworzymy jakąś definicję, na którą wszyscy bylibyśmy w stanie się zgodzić, bo zjawisko jest niesłychanie złożone. Zacznę od etymologii – tu akurat sprawa jest prosta i bezdyskusyjna. Słowo „kicz” wywodzi się z języka staroniemieckiego, w którym czasownik fehrkitschen oznaczał obniżanie ceny. Już w drugiej połowie XIX wieku w formie rzeczownikowej Kitsch został on zaaplikowany do taniej literatury. Później to pojęcie zostało rozszerzone na widowiska, a w dalszej kolejności na sztuki plastyczne. Obecnie, kiedy myślimy i mówimy o kiczu, mamy na myśli całą szeroko pojętą sferę kultury.

Żeby zdefiniować i zdiagnozować kicz niezbędne jest odniesienie do piękna. Istnieje on tylko w tym kontekście, tak jak choroba może istnieć tylko w odniesieniu do zdrowia. W zacytowanej przez panią formule, którą zapożyczyłem od obecnej tu z nami Iriny Tatarowej, jest jednak odniesienie nie do piękna, ale do prawdy. Ten aspekt jest również niezmiernie ważny, pozwala wyróżnić kicz klasyczny i wyrafinowany.

W przypadku klasycznego kiczu, w tym kiczu religijnego, wysoka treść zostaje podana w niskiej formie. Skutkiem takiej nieadekwatności jest ośmieszenie treści, jej degeneracja. Ale istnieje też kicz wyrafinowany, z którym mamy do czynienia, kiedy treści niskie przyobleka się w wysoką formę, np. budynek banku zyskuje kształt świątyni albo reklamie rajstop towarzyszy melodia śpiewu gregoriańskiego. Jest to z reguły pewna forma prowokacji, gry z odbiorcą. W tym przypadku nieadekwatność, nieprawda jest świadomie wyreżyserowana.

Witali Michalczuk: Wydaje mi się, że problem jest bardziej złożony – nie chodzi tylko o nieadekwatność formy do treści, ale o zniekształcenie samej formy, jej ośmieszenie. Wszystkie narzędzia stosowane w sztuce są czymś takim jak utensylia liturgiczne – mają za zadanie służyć, być ciałem treści. Zatem zniekształcenie formy to nie jest tylko zniekształcenie zewnętrznej szaty, ale coś znacznie gorszego: sprzeniewierzenie się formy wobec treści, której ma służyć.

Michalczuk: Kicz wynika z chęci podkreślenia tego, co mi się w czymś podoba. Spójrzmy, jak powstają kiczowate melodie. Wybiera się element miły dla ucha i na tym buduje się całą formę

Kiedy pojawia się temat fałszu, to znaczy, że zaczynamy mówić o rzeczywistości diabolicznej. To diabeł jest tym, który kłamie. Ponieważ nie może on stwarzać z niczego, wobec tego przekształca to, co istnieje. W przypadku kiczu mamy do czynienia dokładnie z taką sytuacją. Bierze się pewną formę i zmienia ją w kwestiach, wydawałoby się, drugorzędnych, takich jak intensywność koloru, stopień wypukłości kształtów. Przenosi się akcenty na szczegóły, jakieś elementy czysto ornamentalne. Pozornie zmienia się coś bardzo nieznaczącego, ale w efekcie dochodzi do absolutnego zniekształcenia poetyki danego dzieła, które wcześniej miało w sobie spójność – wybór języka plastycznego odpowiadał w nim idei, którą to dzieło miało wyrazić.

Kicz wynika z chęci podkreślenia tego, co mi się w czymś podoba. Spójrzmy na przykład, jak powstają kiczowate melodie. Wybiera się element miły dla ucha i na tym buduje się całą formę, a więc absolutyzuje się szczegóły.

Łukasz Hajduczenia: W takim opisie ujęte zostaje tylko zjawisko kiczu pozytywnego, a kicz może być również bardzo negatywną, „ciemną” sztuką.

Kiedio: Przez pojęcia kiczu pozytywnego i negatywnego określa Pan – jak rozumiem – rodzaj przekazywanych emocji.

Hajduczenia: Tak, chodzi o przekaz. To, co zasługuje na nazwę „sztuka”, zawsze odwołuje się do pełni ludzkiego doświadczenia w całej jego prawdzie. Kicz powstaje z okrojenia tego doświadczenia. W przypadku kiczu religijnego może to być wycięcie strony negatywnej, czego efektem są zalewające nas obrazki różowiutkich aniołków pływających na chmurkach.  Pełne doświadczenie człowieka – tak smutne, jak wesołe – zawsze powinno być przedstawiane w jego prawdzie i powadze, a kicz temu zaprzecza.

Kiedio: Każda sztuka jest jednak pewnym przycięciem rzeczywistości. Artysta nie jest w stanie przedstawić całego jej bogactwa, zawsze jest to pewne subiektywne przetworzenie.

Hajduczenia: Nie znaczy to jednak, że przycina swoje doświadczenie czy światopogląd, a właśnie to – powtórzę – jest według mnie charakterystyczne dla kiczu. Przykładem przycinania, jakie mam tu na myśli, może być mówienie o sztuce jako czymś, co ma być wyłącznie święte i pozbawione elementu negatywnego.

Irina Tatarowa: Tak jak Pani powiedziała, każde dzieło sztuki jest pewnym wycinkiem, ale zawsze – także kiedy mamy do czynienia z kiczem – możemy na podstawie tego wycinka dotrzeć do całości, do tego, jak twórca postrzega świat, człowieka. Zobaczymy wówczas, czy jest w tym prawda.

Bp Janocha: Jedną z cech charakterystycznych kiczu – może nie najważniejszą, ale za to powszechną – jest to, że nikt nie tworzy intencjonalnie w sposób kiczowaty

Brałam udział w licznych rozmowach o kiczu, przy okazji których tworzone były rozmaite definicje, zawsze jednak dla kogoś okazywały się one niesatysfakcjonujące. Wydaje mi się, że właśnie odniesienie do kategorii prawdy może być dobrym rozwiązaniem. Ja przynajmniej, patrząc na kicz, zawsze potrafię powiedzieć, w czym dostrzegam nieprawdę: w formie, treści, niesionym uczuciu czy nawet w wykorzystanym materiale, w fakturze…

Kiedio: Jesteśmy skazani na subiektywność ocen czy może istnieją jakieś kryteria, które pozwalają w obiektywny sposób zaklasyfikować daną pracę jako kicz? Powiedziała Pani kiedyś na temat mozaik Iwana Rupnika, że krytyk sztuki z prawdziwego zdarzenia nie miałby problemu z tym, by jasno wykazać, czemu są one przejawem kiczu.

Tatarowa: Tak, można to pokazać elementarnie, wypunktować, co stanowi o tym, że jest to sztuka niepoważna z punktu widzenia tematyki, którą się zajmuje. Niestety, do tej pory nikt tego nie zrobił. Przeżywamy obecnie kryzys krytyki artystycznej, najczęściej działa ona dziś na usługach przemysłu artystycznego. A żeby analizować, trzeba być wolnym.

Poza tym zapanowała niechęć do hierarchizacji w dziedzinie sztuki i brakuje na tym polu autorytetów, których opinii powszechnie by słuchano. Nikt z nas się nie buntuje, że fizyką atomową zajmują się tylko ci, którzy się na tym znają. Natomiast o sztuce mogą się wypowiadać wszyscy.

Michalczuk: Co do pytania o kryteria – kicz zawsze jest pogwałceniem jakiejś klasycznej formy, można więc wskazać, pod jakim względem została ona naruszona.

Bp Janocha: Jedną z cech charakterystycznych kiczu – może nie najważniejszą, ale za to powszechną – jest to, że nikt nie tworzy intencjonalnie w sposób kiczowaty. Pomijam kicz będący elementem strategii artystycznej, jak u Andy’ego Warhola. Poza takimi sytuacjami świadomej gry nikt nie powie o sobie: „Proszę państwa, jestem autorem kiczowatych piosenek” czy „Moim powołaniem jest tworzenie kiczowatych obrazów”. Przeciwnie, twórcy kiczu są przekonani, że spod ich ręki wyszły dzieła wysokie, natchnione, wielkie. Kiedy słyszą opinię, że to, co robią, jest kiczem, obrażają się.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2019. To zapis dyskusji „Piękno a kicz religijny” wokół książki „A piękno świeci w ciemności”, wywiadu Ewy Kiedio z bp. Michałem Janochą, która odbyła się 28 czerwca 2017 r. w Muzeum Miasta Gdyni.

Kup tutaj