Komentarz zwolnionego pracownika sieci IKEA o LGBT niewiele ma wspólnego z „wiernością Chrystusowi” i „wartościami chrześcijańskimi”. Jest za to obraźliwy dla innych. Czy to wystarczający powód do zwolnienia?

Sprawa wybuchła kilka dni temu. Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” nagłośnił przypadek pracownika sieci IKEA, który miał zostać zwolniony z pracy „za cytowanie Biblii”.

Co się tak naprawdę wydarzyło? 18 maja firma na swoim wewnętrznym forum opublikowała – z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii – krótki artykuł o tym, że żaden jej pracownik nie może być dyskryminowany w pracy ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Jeden z pracowników napisał w komentarzu: „Akceptacja i promowanie homoseksualizmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia. Pismo Święte mówi: «Biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich». A także: «Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich»”.

Firma wezwała autora komentarza na rozmowę, a potem zdecydowała o rozwiązaniu z nim umowy.

Były już pracownik i wspierający go Instytut „Ordo Iuris” twierdzą, że stracił pracę bezprawnie. Polska konstytucja gwarantuje przecież każdemu obywatelowi prawo do wyrażania poglądów. IKEA broni swojej decyzji, podkreślając w oświadczeniu, że „otwartość na inne poglądy nie może stać się przyzwoleniem na słowną agresję wobec innych”. Podobnie uważa mecenas Karolina Kędziora, szefowa Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego (PTPA). – Wolność wyrażania poglądów nie oznacza, że można mówić wszystko. Nie wolno m.in. propagować ustroju nazistowskiego – mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. – W tej sprawie w ogóle nie chodzi o wyznanie pracownika, ale o sposób, w jaki wyraża się o innych, powodując, że mogą czuć się zagrożeni – dodaje.

Czy homofobiczny komentarz na wewnętrznym forum firmy to wystarczający powód do zwolnienia? Czy nie jest ono nadmierną karą? Czy powinno być przyzwolenie na wyrażanie fundamentalistycznych poglądów? Gwarantowane przez prawo? A jeśli autor wpisu faktycznie doświadczył wykluczenia i dyskryminacji?

Przytaczanie fragmentów Biblii wyrwanych z kontekstu jest przykładem niebezpiecznej ignorancji, a nie pogłębionej wiary

Z drugiej strony – powodem zwolnienia były nie tyle same przekonania mężczyzny, co uwłaczający godności drugiego człowieka – konkretnie osób homoseksualnych – sposób ich wyrażenia. Oprócz słusznie podnoszonego konstytucyjnego prawa do przedstawiania własnych poglądów, wchodzi tu w grę jeszcze zakaz obrażania innych oraz ich dyskryminacji.

Sprawa znajdzie finał w sądzie pracy. Mnie interesuje jeszcze inny jej aspekt, a mianowicie religijna mentalność niemałej części moich współwyznawców, ta zaś dobrze wyraża się w reakcji zwolnionego pracownika i jego obrońców (petycję wzywającą sieć IKEA do „zaprzestania łamania sumień pracowników” podpisało w internecie już niemal 20 tys. osób). W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mężczyzna mówi, że poprzez zamieszczony komentarz przyznał się „do wartości chrześcijańskich”. „Wykluczono mnie z pracy za moje poglądy, za to, że przyznałem się do Chrystusa” – twierdzi i apeluje: „nie możemy pozostać bierni wobec walki z wiarą katolicką”.

Ambitne deklaracje. Tyle tylko, że komentarz pana Tomasza (tak się przedstawia w mediach) niewiele ma wspólnego z „wiernością Chrystusowi” i „wartościami chrześcijańskimi”, jest za to obraźliwy dla innych pracowników. Nie ma znaczenia w tym wypadku to, że składa się z biblijnych cytatów.

Nigdy dość przypominania, że najważniejszą wartością chrześcijańską jest miłość bliźniego, a specyfiką moralnej postawy wyznawców Chrystusa ma być miłość nieprzyjaciół. U podstaw wartości chrześcijańskich znajduje się szacunek dla każdego człowieka. W imię tych wartości nie można walczyć „przeciw komuś”. Należy walczyć o coś.

Mamy tu ponadto do czynienia z przytaczaniem fragmentów Biblii wyrwanych z kontekstu, co jest raczej przykładem niebezpiecznej ignorancji, a nie pogłębionej wiary. Traktując Pismo Święte w ten sposób, można by nim uzasadnić choćby przedmiotowe traktowanie kobiet, samookaleczenie lub zabijanie wrogów (w tym dzieci i kobiet). Praktykowanie chrześcijaństwa nie może więc polegać na wyrywkowym cytowaniu fragmentów Biblii w celach walki ideologicznej. Nie mówiąc już o tym, że przytoczone słowa Jezusa z Ewangelii o „kamieniu młyńskim” absolutnie nie odnoszą się do osób LGBT.

Czy homofobiczny komentarz na wewnętrznym forum firmy to wystarczający powód do zwolnienia? Czy nie jest ono nadmierną karą? Czy powinno być przyzwolenie na wyrażanie fundamentalistycznych poglądów?

Trzeba przypomnieć nauczanie Kościoła katolickiego o osobach homoseksualnych. Katechizm zaleca „traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji” (nawiasem mówiąc, czy istnieje jakaś „słuszna dyskryminacja”?). Człowiek, który przedstawia się jako gorliwy wyznawca Chrystusa, powinien chyba znać te katechizmowe zasady.

Postawa zwolnionego pracownika sieci IKEA oraz wielu jego obrońców raz jeszcze potwierdza zjawisko, o którym teologowie piszą od lat – świadomość religijna znacznej części polskich katolików jest płytka, zaś ich codzienne funkcjonowanie jako wierzących w Boga sprowadza się często do bycia „znakiem sprzeciwu” wobec „złego świata”.

Kiedy brakuje wiedzy i refleksji, zaczyna się frustracja. Warto, żeby oburzający się na „zły świat” katolicy zadali sobie niepokojące pytanie: czy ich cierpienia zawsze są spowodowane „przyznaniem się do Chrystusa”? Czy nie ponoszą raczej konsekwencji własnej agresji, ignorancji, braku wrażliwości i zwykłej głupoty? Albo jeszcze inaczej – czy często spotykane wśród wierzących kontestowanie rzeczywistości i pomstowanie na moralne zepsucie otoczenia, wynika zawsze z troski o zbawienie – swoje i innych? Czy może raczej jest efektem osobistego zagubienia w pluralistycznym społeczeństwie i niezrozumienia, że inni mogą wyznawać nieco inne wartości?

Świadomość, że cierpi się w imię wiary, jest dla niektórych zapewne pocieszająca. Tyle tylko, że może to być po prostu fałszywa świadomość, poprawiająca samopoczucie iluzja.