Wołodymyr Zełenski doskonale wpasował się w ukraińską potrzebę posiadania wywodzącego się z narodu bohatera, który jest w stanie wyrwać społeczeństwo z ciągłego powtarzania cyklu: nadzieja → rozczarowanie → Majdan → nadzieja → rozczarowanie → Majdan.

Jesienią 2015 r. na kanale telewizyjnym 1+1, należącym do oligarchy Ihora Kołomojskiego, rozpoczęto emisję serialu komediowego o nauczycielu historii, który został prezydentem. W serialu tym nauczyciel o nazwisku Hołoborodko, krytykując w czasie lekcji władzę, zostaje potajemnie nagrany przez uczniów, którzy wstawiają film na YouTube. Dzięki sukcesowi filmu uczniowie w ramach crowdfundingu zbierają sumę pozwalającą zarejestrować go jako kandydata na prezydenta.

Hołoborodko wygrywa wybory i zostaje prezydentem, który do pracy jeździ środkami transportu publicznego, mieszka w zwyczajnym mieszkaniu, a znając problemy społeczeństwa, przezwycięża je prostymi metodami: niczym Robin Hood odbiera bogatym i daje biednym. Nauczyciela historii w serialu, który zdobył ogromną popularność, zagrał Wołodymyr Zełenski.

Trzeci sezon serialu trafił na ekrany w marcu tego roku i emitowany był w czasie trwania kampanii prezydenckiej. Komitet Wyborców Ukrainy zwrócił się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o zbadanie, czy nie ma on znamion kryptoreklamy i nie jest naruszeniem prawa wyborczego. Sztab wyborczy Zełenskiego twierdził jednak, że postać Hołoborodki nie jest agitacją wyborczą ich kandydata.

Nie ulega jednak wątpliwości, że serial był trwającą ponad trzy lata doskonale przygotowaną kampanią prezydencką. Odcinki wyemitowane tuż przed ciszą wyborczą pierwszej tury, a więc 27 i 28 marca, obejrzało ponad sześć milionów widzów.

Między wiecznością a nieuchronnością

Niespodziewane poparcie dla Zełenskiego można analizować pod kątem światowych trendów sukcesów populistów. Jednak w tym przypadku nie tyle populistyczny program miał znaczenie, ile fakt, że Zełenski jest „swój”: nie jest politykiem, nie wywodzi się z establishmentu, a więc reprezentuje horyzontalną wspólnotę niechętną władzy. Obraz Hołoborodki-Zełenskiego promowany od 2015 r. doskonale wpasował się w matrycę stworzoną na Majdanie. Wtopił się w potrzebę posiadania wywodzącego się z narodu bohatera, który jest w stanie zmienić ład i wyrwać społeczeństwo z ciągłego powtarzania cyklu: nadzieja → rozczarowanie → Majdan → nadzieja → rozczarowanie → Majdan…

Zasadnicza większość elektoratu Zełenskiego nie tyle głosowała za nim, lecz przeciwko Poroszence, bo nowe jest lepsze od starego

Timothy Snyder nazwał to „czasem wieczności”, na którym opiera się model funkcjonowania obecnej Rosji. Cezurą stały się sfałszowane wybory prezydenckie w 2011 r., kiedy na ulice wyszło 25 tysięcy protestujących. Wówczas Putin, próbując zażegnać kryzys, skorzystał z ideologii zmarłego na emigracji myśliciela Iwana Iljina. Zgodnie z nią Rosja jako dziewiczy organizm jest nieustannie narażona na ataki z zagranicy. Takie podejście – według Snydera – oznaczało konieczność zgładzenia politycznej przyszłości i wymusiło stworzenie wiecznej politycznej teraźniejszości, która z kolei wymagała nieustającego kryzysu i generowania zagrożeń. By problemy były permanentne, powinny być nierozwiązywalne. Najbardziej nierozwiązywalne są problemy fikcyjne, stąd wzięła się rosyjska narracja o zakusach cywilizacji Zachodu na wartości cywilizacji rosyjskiej. Przy czym w obrębie cywilizacji rosyjskiej, według Putina, znajduje się „nielojalna” Ukraina, która swoimi europejskimi aspiracjami pokazała chęć wyrwania się z modelu wieczności (oderwanie od imperium) ku modelowi nieuchronnego rozwoju (integracja z UE).

Tak czy inaczej, obydwa modele według Snydera tworzą iluzję, gdyż myślenie w kategoriach nieuchronności z kolei stwarza złudne przekonanie, że postęp jest nieuchronny, bo przyszłość jest po prostu przedłużeniem teraźniejszości. Na tym myśleniu oparła swój wybór zasadnicza większość elektoratu Zełenskiego, która nie tyle głosowała za nim, lecz przeciwko Poroszence, bo nowe jest lepsze od starego. Zatem olbrzymia masa spośród 73 proc. popierających go obywateli Ukrainy uznała, że w nowe z zasady wpisany jest postęp. Część z nich dopuściła również możliwość – w przypadku rozczarowania – zrobienia nowej rewolucji.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2019

Kup tutaj