Chodzisz do kościoła, „zaliczasz” sakramenty, manifestujesz swą wiarę w wiecach i procesjach, a nawet czynisz wielkie znaki i uzdrowienia? To za mało.

Trochę mnie oświeciło, kiedy czytałem Ewangelię przeznaczoną na dzisiaj [26 czerwca – przyp. red.]. I chciałem się tym z Wami podzielić.

Jezus przestrzega uczniów przed fałszywymi prorokami, którzy są jak wilki w owczej skórze. Kim w ogóle jest prorok? Na pewno nie chodzi tu o kogoś, kto przepowiada przyszłość. Dopiero w kontekście całej Ewangelii według św. Mateusza i Kazania na Górze staje się to bardziej zrozumiałe.

Prorok według Nowego Testamentu głosi Ewangelię i świadczy. Kim jest prawdziwy prorok? Jezus mówi o tym na początku Kazania na Górze: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. A więc bycie prawdziwym prorokiem to wnoszenia światła do ciemności świata przez wszystkich uczniów Chrystusa. Jak? Nie tylko za pomocą słów, lecz czynów. Prawdziwy prorok czyni to, co mówi i w co wierzy. Prawdziwy prorok wie, że został wybrany, obdarowany, wezwany do misji zbawiania świata nie tyle przez słowa, co postawy i czyny. Nie skupia na sobie, lecz chodzi mu o to, by Ojciec był chwalony, by ludzie dostrzegali dobro w tym życiu, patrząc na życie chrześcijanina.

Sobór Watykański II uczy, że „Chrystus pełni swe prorocze zadanie aż do pełnego objawienia się chwały – nie tylko przez hierarchię, która naucza w Jego imieniu i Jego władzą, ale także przez świeckich, których po to ustanowił świadkami oraz wyposażył w zmysł wiary i łaskę słowa, aby moc Ewangelii jaśniała w życiu codziennym, rodzinnym i społeczny”. I jako przykład podaje życie małżeńskie i rodzinne.

Klerykalizm jest formą fałszywego proroctwa

Ciekawe więc, że zwykle fałszywych proroków postrzega się jako zewnętrznych lub wewnętrznych wrogów rozsiewających błędne nauki. Na pewno takich też Jezus ma na myśli. Ale chrześcijanin też może stać się fałszywym prorokiem. Jak przejawia się duch fałszywego proroctwa w Kościele?

Po pierwsze, w moralizmie, który na pierwszym miejscu stawia to, co my powinniśmy uczynić, aby się zbawić, przemilczając Boże dary, Boże pierwszeństwo, konieczność ciągłego przyjmowania łaski Boga. Wtedy moralność oddziela się od sakramentów. Na homiliach głosi się tylko, co powinniśmy robić, a nie łączy się tego, z źródłem łaski, które płynie w sakramentach, Słowie i modlitwie i daje nam siłę do wypełnienia tych wymagań.

Po drugie, rytualizm i obrzędowa religijność, która jest oddzielana od wydawania owoców w postaci miłości bliźniego, zmiany postaw wewnętrznych, powstrzymywania pierwszych odruchów, owoców Ducha Świętego. Wtedy wydaje się, że wystarczy, iż chodzisz do kościoła, „zaliczasz” sakramenty, manifestujesz swą wiarę i przynależność w wiecach, procesjach i emblematach, a nawet czynisz wielkie znaki, uzdrowienia. Ale nie widać postępów w miłości do bliźniego. Co więcej, nadal jest wrogość, podział, egoizm w relacjach.

Po trzecie, klerykalizm, który czyni proroków tylko z księży, co jest wygodne także dla wiernych świeckich. Klerykalizm jest również formą fałszywego proroctwa.

Fałszywe proroctwo polega więc na oddzielaniu słów od czynów, separowaniu Boga od człowieka i od codziennego życia, na wprowadzaniu podziału na sacrum i profanum.

Tekst ukazał się 26 czerwca na Facebooku Autora. Tytuł i lead pochodzą od redakcji