Współczesny nauczyciel musi być oswojony z nowoczesną technologią, z najnowszymi metodami zarządzania grupą i rozwiązywania konfliktów, z formami radzenia sobie z własnymi emocjami. A jeśli tak, to Obrzydłówek musi się zastanowić, jak opłacać kogoś, od kogo oczekuje się tak bardzo wiele.

Tę historię pamiętamy ze szkoły. „Doktor Paweł Obarecki przybył do Obrzydłówka przed sześcioma laty, zaraz po ukończeniu studiów, z umysłem rozwidnionym zorzą niewielu wprawdzie, ale pożytecznych myśli, tudzież z kilkoma rublami w kieszeni. Mówiono podówczas bez przerwy o konieczności osiedlania się w lasach i Obrzydłówkach. Posłuchał apostołów. Był śmiały, młody, szlachetny i energiczny”.

Wiemy, co ze szlachetności zostało po kilku latach. Miałkie rozmowy z księdzem proboszczem i sędzią, wizyty u aptekarza i emablowanie jego żony. A z drugiej strony historii pojawia się nauczycielka wiejska, panna Stanisława Bozowska, pisząca „Fizykę dla ludu”. Paweł „pamiętał jej oczy przedziwne, posępne a miłosierne, łagodne a tajemniczo myślące, w których przerażała jakaś głębina”. Teraz, po latach, spotkał ją w zapadłej wsi nieodległej od Obrzydłówka, umierającą na tyfus. Nie zdołał jej uratować.

„Śmierć panny Stanisławy wywarła wpływ niejaki na usposobienie doktora Pawła. Przez pewien czas czytywał w wolnych chwilach «Boską komedię» Dantego, w winta nawet nie grywał, gospodynię dwudziestoczteroletnią odprawił. Stopniowo jednak uspokoił się”.

Nawet utył i zaczął palić papierosy „nieszkodliwe piersiom”, do których zresztą zaagitował co bardziej postępowych obrzydłowian.

Nam czytać „Siłaczkę” Żeromskiego kazano, ba, kazano się wzruszać losem nieszczęsnej Stasi Bozowskiej, stawiać ją w jednym szeregu z doktorem Judymem i wpatrywać się w owych świeckich świętych jako wzorce osobowe. Ile w tym było jednak niedoczytania, które mieszało się z niedowierzaniem w to, że lekarzom i nauczycielom wielki pisarz każe porzucać osobiste szczęście, w najlepszym razie żyć ideą, w najgorszym dla idei umierać!

Jeśli wyczytuje się u Żeromskiego bezgraniczne poświęcenie nauczyciela (i lekarza) jako bezwzględny imperatyw, to znaczy, że niewiele się z tego pisarza zrozumiało

Owszem, Stasia jest tu postacią z hagiografii (zwróćmy uwagę na język: miała oczy miłosierne, tak jak Paweł zawierzyła apostołom postępu). Mamy ją podziwiać i jej współczuć. Wbrew tytułowi nie o niej jednak traktuje „Siłaczka”. Przecież bohaterem jest tam Paweł Obarecki, a drugim bohaterem Obrzydłówek.

Pochwała heroizmu Stasi służy uwydatnieniu tego, co w opowiadaniu najważniejsze: obrazu hipokryzji społecznej. Hipokryzji, która nie tylko w fabule opowiadania się objawia, ale też – co ciekawe – w jego spopularyzowanym odbiorze. Jeśli wyczytuje się u Żeromskiego bezgraniczne poświęcenie nauczyciela (i lekarza) jako bezwzględny imperatyw, to znaczy, że niewiele się z tego pisarza zrozumiało. Co gorsze, jeśli ów imperatyw głoszą ci, którzy nauczycielami lub lekarzami albo nie są, albo nimi tylko bywają (czy bywali), to mamy do czynienia z czystej wody Obrzydłówkiem. W „Siłaczce” właśnie on, Obrzydłówek, jako ucieleśnienie obłudy zostaje z gorzkim sarkazmem odmalowany. Chcemy, żeby nauczycielki szły między lud, pisały dla niego podręczniki fizyki, żeby się poświęcały, a nawet – no, może niekoniecznie, ale jeśli tak się zdarzy, to chętnie się wzruszymy i będziemy podziwiać – dla idei umierały.

Ten odbiór opowiadania Żeromskiego (bo nie ono samo) jest nadzwyczaj szkodliwy. To plasterek na sumienie Obrzydłówka. Jeśli traktujemy zawód nauczycielski jako powołanie i poświęcenie, to spokojnie możemy grać w winta, nie ma potrzeby, żeby się czymkolwiek przejmować, ktoś za nas wykona obowiązek, a my zadbamy o własny dobrostan.

Przypominam „Siłaczkę” w momencie szczególnym dla polskiej szkoły, gdy trwa strajk nauczycieli (nawet jeśli zawieszony, to nie wygaszony), a władza (wraz z nią spora część społeczeństwa) nie próbuje nawet zrozumieć, o co zbuntowanym chodzi – bo widzi się tylko pieniądze (roszczenia?). Spróbujmy zatem zobaczyć, na czym polegają problemy i może zastanówmy się, jak można by je rozwiązać.

Nauczyciel – fachowiec

Najlepiej widoczne jest żądanie podwyżki. Zostawmy na boku pytanie o ich skalę, możliwości budżetu i o to, dlaczego akurat teraz z całą siłą i determinacją nauczyciele zaczęli się ich domagać. Problem jest bowiem znacznie głębszy niż spór o tysiąc złotych.

Obrzydłówek musi zmienić sposób traktowania nauczycieli. Mówienie o misji i powołaniu ma sens tylko wtedy, gdy równocześnie dostrzeże się, iż nauczyciel w pierwszym rzędzie ma być wysokiej klasy specjalistą, fachowcem!!! Coś, co nazwalibyśmy powołaniem bez fachowości, byłoby dyletanckim oszustwem. Misja bez umiejętności jej realizacji ociera się o szaleństwo. To oczywistości. Z jakiegoś jednak względu nie przekłada się to na inną oczywistość. „Godzien jest pracownik zapłaty swojej”. Za fachowość trzeba właściwie wynagradzać. Wtedy dopiero będzie można stawiać wymagania.

Czego zatem wymagamy? W pierwszym rzędzie współczesny nauczyciel musi posiąść głęboką wiedzę merytoryczną ze swojej dziedziny. To jednak za mało. W najlepszym razie bowiem jego wiedza zatrzyma się na poziomie rozwoju nauki w momencie ukończenia studiów. Dlatego musi do tego posiąść niezbywalną umiejętność uczenia się przez całe życie. Dla dzisiejszego ucznia on nie jest jedynym i bezwzględnym autorytetem w swojej dziedzinie. Młody człowiek znajduje wiele źródeł informacji alternatywnych wobec szkoły. Nauczyciel musi za nim nadążać. Oczywiście nie zawsze wszystko będzie wiedział (nie straci autorytetu, jeśli się do tego przyzna), jego zadanie polega na czym innym – on musi wiedzieć, jak weryfikować informacje, jak je hierarchizować, jak odróżnić fakt od fałszu, jak wyjaśniać zjawiska, wreszcie (co najważniejsze) jak myśleć.

To jednak nie wszystko, wiedza w zakresie własnej dziedziny to dopiero początek. Współczesny nauczyciel musi być ponadto wyposażony w szerokie kompetencje metodyczne, pedagogiczne, psychologiczne, a nawet kulturowe (w sytuacji, gdy przychodzi mu pracować z uczniami wywodzącymi się z różnych społeczności). Nie wystarczy być dobrym matematykiem lub historykiem. Trzeba wiedzieć, jak pracować z każdym konkretnym uczniem. Tak, chciałoby się, żeby klasa składała się z dzieci nieodróżnialnych, ubranych w jednakowe mundurki, wobec których można stosować takie same metody. Tak nie było nigdy, ale współcześnie jest to nie do pomyślenia. Z racji psychologicznych, etycznych, społecznych i pragmatycznych. Uniformizacja byłaby nieludzka i społecznie szkodliwa. Dlatego nauczyciel musi dostrzegać indywidualność każdego ucznia. A do tego potrzebne są wysokiej klasy kwalifikacje.

Mówienie o misji i powołaniu ma sens tylko wtedy, gdy równocześnie dostrzeże się, iż nauczyciel w pierwszym rzędzie ma być wysokiej klasy specjalistą, fachowcem

Współczesny nauczyciel musi być oswojony z nowoczesną technologią, z najnowszymi metodami zarządzania grupą i rozwiązywania konfliktów, z formami radzenia sobie z własnymi emocjami i ze swoim ciałem, np. jak operować głosem, jak panować nad gestem, jak oddychać. Długo można wymieniać wymagania stawiane przed fachowym nauczycielem.

A jeśli tak, to Obrzydłówek musi się zastanowić, jak opłacać kogoś, od kogo oczekuje się tak bardzo wiele. Przecież za wysokiej klasy usługi jesteśmy gotowi uiszczać wysokie honoraria. A tutaj chodzi właśnie o usługi najwyższej klasy. Przy tym związane z niewyobrażalną odpowiedzialnością. Krzywda uczyniona młodemu człowiekowi, krzywda polegająca choćby na tym, że zabije się w nim ciekawość świata, będzie ciążyła przez całe życie. Na odwrót – rozniecenie w nim pasji do poznawania i umiejętności radzenia sobie w trudnej rzeczywistości zaowocuje tysiąckrotnie.

Trzeba radykalnie zmienić myślenie o nauczycielach. Tak w istocie nie ma sprzeczności między ich powołaniem a profesjonalizmem. Jest sprzeczność między obłudą wymagania od nich bezinteresowności a korzystaniem z owoców ich pracy, które przecież przeliczają się na konkretne finanse. Można powiedzieć, że Obrzydłówek popełnia zbiorowy grzech wołający o pomstę do nieba, który katechizm ujmuje w formule: „należną zapłatę zatrzymać”.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2019

Kup tutaj