Organizatorzy i entuzjaści wesołych eventów na paradach równości bawią się na nich świetnie. Ich działania jednak przekładają się na głosy oddawane na PiS – pisze Ernest Skalski w „Gazecie Wyborczej”.

Tekst Ernesta Skalskiego ukazał się 24 czerwca w „Gazecie Wyborczej”. To polemika z artykułem Ewy Graczyk, która pisała, że należy zerwać z respektowaniem „obrazy uczuć religijnych”. Oba teksty odnoszą się do wydarzeń na tegorocznym Trójmiejskim Marszu Równości. Grupa osób prezentowała tam rysunek waginy imitujący Najświętszy Sakrament, co spotkało się później z krytyką ze strony prezent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, uczestniczącej w paradzie.

Publicysta zauważa, że prawicowy i konserwatywny wyborca boi się lewicy obyczajowej, silne jest w nim poczucie zagrożenia utratą tożsamości narodowej i naruszeniem ładu moralnego przez europeizację i przez pakiet przemian obyczajowych.

„Lewica, która jest już głównie obyczajowa, a nie socjalna, nie dopuszcza do świadomości, że jej wszelka aktywność na tym polu, a już szczególnie widowiskowa, nagłaśniana przez PiS, odbierana jest jako to właśnie zagrożenie” – czytamy. Jak podkreśla Skalski, ostatnie filmy Smarzowskiego i Sekielskich „przyczyniają się do cywilizacyjnego procesu laicyzacji, lecz o bieżących decyzjach wyborczych u wielu decydują odruchy. «Naszych biją!», nawet jeśli ci nasi niespecjalnie się nam podobają”.

Zdaniem publicysty ostatnie ekscesy na paradach równości wzmacniają postrzeganie PiS jako obrońcy zagrożonych wartości i przysparzają mu głosów. „W tym roku Kaczyńskiego czynnie poparła jeszcze tylko niewielka część konserwatywnej rezerwy. Jeśli dojdą kolejne takie eventy, może on rozpętać histerię i poparcie to wzrośnie” – zaznacza.

„Organizatorzy i entuzjaści wesołych eventów bawią się na nich świetnie i mają do tego prawo. Czy jednak zdają sobie sprawę, o co właściwie walczą? Frajda uczestnictwa nie przekłada się na przybliżenie realnych celów. Ich parady nie mają mocy perswazyjnej. Kogo do czego i czym mają przekonać? Jednych mogą bawić, innych nie obchodzić, a jeszcze innych gorszyć i obrażać. A w trakcie kampanii wyborczej przekładają się na głosy oddawane na PiS” – pisze Skalski. „Równościowych demonstrantów może irytować wypominanie im tego, ale sami pracują nad tym, by im nie było wesoło, kiedy zechcą podemonstrować sobie już za parę miesięcy” – dodaje.

DJ